Reklama

Pomiędzy siatkówką a szczypiorniakiem. Czy miasto stać na najwyższą klasę rozgrywkową?

14/04/2019 18:30

200 tys. zł na siatkarki z San Pajda i tylko 95 tys. na szczypiornistki SPR JKS – ta wyraźna dysproporcja podzieliła sportowe środowisko miasta i wywołała dyskusje na temat tego, jak ratusz powinien dotować tutejszy sport.

Kiedy w ogłoszonych przez ratusz wynikach konkursu na finansowanie miejskiego sportu pojawił się zapis, że San Pajda otrzyma kwotę dwukrotnie wyższą niż szczypiornistki SPR JKS Jarosław, w mieście zawrzało. Siatkówka to wprawdzie dyscyplina lubiana, ale przecież piłkarki ręczne osiągają świetne rezultaty i pewnie zmierzają po awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Drużyn z takimi aspiracjami w mieście nie ma wiele, więc pytanie, skąd taka jawna niesprawiedliwość, stawało się coraz bardziej palące[paywall]. Tym bardziej że napięte stosunki na linii ratusz – SPR JKS od pewnego czasu nie są tajemnicą.

Jest na oko, będzie na algorytm

Żeby wyjaśnić wątpliwości wokół tej sprawy, zwołano specjalne posiedzenie Komisji Infrastruktury Społecznej, na której – oprócz strony miejskiej oraz radnych – obecni byli przedstawiciele 3 najbardziej zainteresowanych nią klubów. Kluczową kwestią, którą wyjaśniono, był sposób rozdzielania dotacji na sport. Z wyjaśnień burmistrza W. Palucha wynika, że pieniądze na sport młodzieżowy przyznawane są w oparciu o specjalny algorytm. W przypadku sportu dorosłych takiego rozwiązania nie zastosowano, bo nie zgodziły się na nie dwa kluby. Wśród nich... SPR JKS. – Algorytm nie spełnia oczekiwań naszego klubu – wyjaśniał Robert Wojtaszek, prezes SPR JKS. Pieniądze rozdzielane są zatem uznaniowo, choć – jak zapewnia burmistrz W. Paluch – w oparciu o konkretne punkty odniesienia. Według włodarza miasta brano pod uwagę ubiegłoroczne wyniki sportowe, liczbę zawodników w kadrze, ale także np. liczbę klubowych wyjazdów i pokonywane odległości. Te wyjaśnienia nie rozwiązują  jednak zagadki, skąd ta dysproporcja pomiędzy siatkarkami a szczypiornistkami. Tajemnicę, choć nie przyszło to łatwo, udało nam się rozwikłać. Okazuje się, że wśród kilku różnych czynników nie bez znaczenia jest to, że szczypiorniak traci najbardziej na wewnętrznych podziałach. Wszystkie bowiem wiodące dyscypliny w mieście, tj. tenis stołowy, siatkówka i piłka ręczna, dotowane są na podobnym poziomie około 200 tys. zł. Najwięcej otrzymuje sekcja tenisa stołowego, zaś przekleństwem piłki ręcznej jest fakt, że dotację rozbić trzeba na dwie drużyny–  SPR JKS i TS MKS San – dlatego obie dostały po 90 tys. (przy czym SPR JKS otrzymał jeszcze dodatkowe 5 tys.).

Reklama

Finansować czy dotować?

Takie wyjaśnienie nie wyczerpuje tematu. SPR JKS i TS MKS SAN, mimo, że rywalizują w tej samej lidze, są na dwóch różnych biegunach sportowej jakości. SPR znajduje się w czubie tabeli, San okupuje raczej jej dolne rejony. Dlaczego zatem oba kluby od miasta mają dostać tyle samo? Odpowiedź wynika ze strategii, którą przyjął burmistrz W. Paluch. – Najważniejszym dla nas jest, czy mamy finansować sport, czy go dofinansowywać. Finansować na pewno nie możemy – wyjaśniał, przywołując przykład koszykarskiego Znicza, którego budżet w zbyt dużym stopniu oparty był na dotacjach miejskich. Miasto stoi więc na stanowisku, że kluby powinny swoje finanse opierać na mechanizmach wolnorynkowych, utrzymywać się dzięki dochodom z dnia meczowego czy wsparciu sponsorów, nie zaś z pieniędzy pochodzących z miejskiej kasy. To oznacza z kolei, że czynniki sportowe mniejsze muszą mieć znaczenie np. niż zwykła logistyka. Wszak wyjazd na mecz kosztuje tyle samo, niezależnie od tego, czy się go wygra czy przegra. Według W. Palucha miasto ma wspierać aktywność sportową, lecz na jej wysoką jakość pieniądze muszą znaleźć działacze.

Kogo stać na ekstraklasę?

W trakcie dyskusji pojawiło się też pytanie o najbliższą przyszłość SPR JKS. Klub pod względem sportowym radzi sobie doskonale, ale żeby zagrać w superlidze kobiet, musi mieć licencję. Ta wiąże się ze spełnieniem szeregu wymogów, a do tych należą m.in.: budżet na poziomie 1,4 miliona złotych, hala wyposażona w specjalną matę, stanowiska dla komentatorów i infrastrukturę dla zapewnienia odpowiedniej jakości transmisji telewizyjnej. To z kolei rodzi pytanie, kogo w Jarosławiu stać na tego typu wydatki. Robert Wojtaszek, prezes SPR JKS Jarosław, tłumaczył wprawdzie, że klub nie musi mieć od razu całej sumy na koncie, że matę można wypożyczyć, a transmisji telewizyjnej nie przeprowadzić, ale patrząc na sprawę z dystansem i tak wszystko sprowadza się do pieniędzy. – Lżej nam się rozmawia ze sponsorami, kiedy pieniądze z miasta są zabezpieczone na odpowiednim poziomie – wyjaśniał R. Wojtaszek. Czy zatem ambicja prezesa klubu, tudzież pewnego środowiska musi być przesłanką, by na dyscyplinę składali się wszyscy mieszkańcy? To pytanie musi pozostać bez odpowiedzi, choć adekwatna wydaje się tu refleksja Piotra Pajdy, trenera w II-ligowym siatkarskim klubie SAN Pajda. – My trzy sezony z rzędu rezygnowaliśmy z przyjęcia licencji na grę w ekstraklasie, dlatego że miasta nie stać na to, by sfinansować takie marzenie, a sponsorów nie mieliśmy na tyle, by nie popaść w kłopoty finansowe. Marzenia można mieć, tylko czy nas na to stać? – konkludował trener.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    fan - niezalogowany 2019-04-14 19:15:09

    Układy jak zawsze,koszykowka  by załatwiła spraweZNICZU wróć!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zenekblues - niezalogowany 2019-04-15 13:39:46

    plecak ma zawsze z górki

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Swój - niezalogowany 2019-04-16 11:59:13

    Lepiej wydać 200 na swoją młodzież niż na najemników. Już mieliśmy i mamy superligi w mieście i tylko kasa idzie bokiem a dla swojej młodzieży nie ma. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama