Reklama

Powrót do Ligi Centralnej tak, ale nie za wszelką cenę!

Po znakomitym sezonie 2021 – 2022, pierwszym w Lidze Centralnej, w minionym 2022 – 2023 zespół ORLEN Upstream SRS Przemyśl opuścił szeregi bezpośredniego zaplecza PGNiG Superligi Piłki Ręcznej Mężczyzn. Po bardzo słabej lub słabej większej części kampanii, przemyślanie przebudzili się w jej końcówce, ale było za późno. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że zestaw personalny wcale nie predestynował ich do relegacji. Co z tego, że byli gracze, kiedy nie potrafili stworzyć zespołu. W sezonie 2023 – 2024 przemyślanie zagrają w I lidze i oby ich pobyt tam nie przeciągał się w nieskończoność.

Rozmowa z prezes zarządu Handball Przemyśl sp. z o.o. Krzysztofem Błażkowskim.

 

Dlaczego spadliście z Ligi Centralnej?

– Bo w tym sezonie mieliśmy zawodników, a nie mieliśmy drużyny i nic więcej chyba nie trzeba dodawać.

Na co liczyliście, przeprowadzając kadrową rewolucję przed minionym sezonem? Pożegnanie tak doświadczonych zawodników jak Paweł Stołowski, Tomasz Mochocki czy Daniel Dutka było bardzo ryzykowne.

– Liczyliśmy, że w miejsce zawodników, którzy opuścili nasze szeregi, zakontraktujemy innych, równie wartościowych, ale jak widać nie osiągnęliśmy pożądanego efektu. Tomasz Mochocki zdecydował się nie przedłużać współpracy z nami. Z Danielem Dutką była podobna sytuacja. A dodatkowo w obu przypadkach, trener Przemysław Korobczak nie widział ich w drużynie. Powód był chyba wystarczający: uczestniczyli w znacznie mniejszej liczbie jednostek treningowych niż pozostali zawodnicy. A to była przecież Liga Centralna, gdzie nie można sobie pozwolić na dwa, trzy treningi tygodniowo[paywall]. Z Pawłem Stołowski sprawa była jasna: zrezygnował z dalszej kariery zawodniczej i na jego prośbę mieliśmy to nigdzie nie ogłaszać. Za to się nam oberwało od kibiców. Za złe potratowanie legendy przemyskiego szczypiorniaka, a to jest oczywista nieprawda. Proponowaliśmy Pawłowi kontrakt, ale żadne warunki go nie interesowały, jak również uroczyste pożegnanie przed pierwszym meczem w nowym sezonie. Niestety, nie mogliśmy go zmusić ani do gry, ani do uroczystości. Smutne, ale prawdziwe. Nadmienię, że w tym roku wróciliśmy do rozmów, ale Paweł ponownie definitywnie stwierdził, że nie jest zainteresowany dalszą grą w piłkę ręczną. Mimo to pozostanie legendą dla nas jak i dla większości kibiców.

Reklama

W opinii wielu, ten zespół nie był do spadku. Zgadza się pan?

– W naszej opinie ten zespół był w stanie powalczyć o lokatę w pierwszej piątce Ligi Centralnej, ale pod warunkiem, że zawiązałby się kolektyw. A niestety tego zabrakło.

Drużyna miała docierać się z meczu na mecz. Miała nad sobą spory parasol ochronny. Ale zamiast być lepiej, było coraz gorzej. Pierwsza runda była katastrofalna... Czy ktoś panował nad tym chaosem?

– Cały czas zarząd trzymał rękę na przysłowiowym pulsie i robiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby wyjść z impasu. Niestety, nie udało się. Przecież nie wyjdziemy za chłopaków na boisko, aby pokazać charakter i chęć zwycięstwa, a niektórym zawodnikom tego ewidentnie brakowało.

Reklama

Kiedy zorientowaliście się, że to jest prosta droga do relegacji, przypomnijmy po poprzednim, znakomitym sezonie, do I ligi?

– Wiedzieliśmy cały czas jak wygląda sytuacja, ale wierzyliśmy do samego końca, bo liczyliśmy na to, że jak w końcu zawodnicy stworzą drużynę. Wówczas byliśmy w stanie wygrać z każdym.

Kto zawodził najbardziej lub może inaczej: na kogo liczyliście a się przeliczyliście?

– Nie chciałbym tutaj wymieniać poszczególnych nazwisk, bo nie o to chodzi w sporcie zespołowym. Po prostu sportowo i organizacyjnie staraliśmy się zrobić co było w naszej mocy, ale się nie udało. Nie ma co się nad tym długo rozwlekać tylko zakasać rękawy i brać się do pracy, bo kolejny sezon, chyba jeden z najtrudniejszych w naszej historii, przed nami.

Reklama

Sport jest brutalny. Także w takich sytuacjach. Kibice mieli ogromne pretensje, że jako działacze nie bardzo reagowaliście na degrengoladę. Domagali się między innymi podziękowania trenerowi Przemysławowi Korobczakowi. Czy to było słuszne? Jeśli tak, dlaczego zdecydowaliście się na to tak późno?

– Jak w każdej dziedzinie życia tak samo i w tej wszystko wygląda inaczej od strony zarządzania. Nie jest prawdą, że zarząd nie reagował, ale też nie musiał tego podawać do publicznej wiadomości. Wykonaliśmy ogrom pracy, aby zmienić sytuację, z jaką mieliśmy do czynienia. Nie wszystko jednak zależało i zależy od nas. Jeżeli chodzi o trenera Korobczaka… To nie zarząd mu podziękował, a trener sam zrezygnował. Do samego końca wierzyliśmy, że popularny „Korba” sprosta wyzwaniu, jakie przed nim postawiła mocna Liga Centralna, ale się nie udało. Poszukiwanie trenera na przełomie roku było zajęciem karkołomnym i z góry skazanym na porażkę, z reguły bowiem żaden z trenerów w innych klubach nie podpisuje kontraktu na pół roku, więc wyciągnąć jakiegoś trenera z innego klubu było wręcz niemożliwe, a wolnych nazwisk na rynku brakowało.

Reklama

Powierzenie funkcji grającego trenera Stanisławowi Makowiejewowi było bardzo ryzykownym krokiem. Przemyślanym?

– Jak już nadmieniłem wyżej, lista następców trenera Korobczaka była bardzo krótka. Nasze spotkania i rozmowy trwały w nieskończoność, a czas uciekał. Staszek przejawiał cechy trenerskie od pierwszego dnia pobytu w Przemyślu. Wiedzieliśmy, że jest to naturalny kandydat na trenera, choć może jeszcze nie teraz. Postanowiliśmy jednak powierzyć mu zespół i zaryzykować. Fakt, nie udało się utrzymać zespołu w Lidze Centralnej, ale wygraliśmy więcej meczów niż w pierwszej rundzie, więc wniosek nasuwa się sam.

Reklama

Zmiany na lepsze nie było. Przegranych kolejnych sześć meczów mistrzowskich oznaczało, że tylko cud może uratować Ligę Centralną. I nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że zespół przegrywał mecze pechowo, jedną bramką. Porażka jest porażką. Zero punktów do tabeli. Nie straciliście w którymś momencie panowania nad tym?

– Ani na moment. Robiliśmy co w naszej mocy, aby odwrócić los naszej drużyny, tyle, że w niektórych aspektach, by wspomnieć o kadrowych czy finansowych, mieliśmy z różnych względów związane ręce.

Reklama

Finalnie wiele i niewiele brakowało, aby cud się jednak stał. Tyle, że musieliście liczyć na innych, a jak wiadomo: umiesz liczyć, licz na siebie. Spadek to tylko i wyłącznie wasza (zespołu) wina czy są jakieś inne usprawiedliwienia?

– Nie, nie ma innych usprawiedliwień. I nie ma potrzeby ich szukać? To my, zarząd, trenerzy i zawodnicy, tworzymy ten klub i to my spadliśmy z ligi. Niektórzy kibice uważają, że to koniec świata, ale nie zauważają, jaką pracę wykonaliśmy, aby znaleźć się na zapleczu superligi. To trochę przykre i podcinające skrzydła.

Reklama

Oczywiście, że spadek to nie koniec świata. Nie takie firmy podnosiły się z kolan. Jak szybko i czy w ogóle chcecie wrócić do Ligi Centralnej?

– Oczywiście, że chcemy ale nie za wszelką cenę. Myślimy, aby zaplanować ten cel. To znaczy zbudować w miarę stabilny trzon zespołu, aby znowu każda drużyna bała się przyjeżdżać do Twierdzy Przemyśl i wtedy atakować awans. Chyba, że uda nam się to już w tym sezonie, to czemu nie!

Zespół z pewnością czeka rewolucja kadrowa. Z kim się pożegnacie? Kto będzie trenerem? W zespole muszą pojawić się nowe twarze? Ilu i kogo zamierzacie zakontraktować?

Reklama

– Niestety, nie uda nam się utrzymać zespołu w takim składzie jaki spadł z Ligi Centralnej. Budujemy nowy, ale to raczej normalne przy spadkach. Na pewno nie zobaczymy już w naszych szeregach: Stanisława Makowiejewa (przechodzi do Piotrkowianina Piotrków – przyp. aut.), Jakuba Ćwięki, Dzianisa Krytskiego, Szymona Światłowskiego Handball Stal Mielec), Janusza Wandzla (powrót do Gwardii Opole), Michała Kippa (koniec przygody z piłką ręczną), Karola Kroczka (koniec przygody z piłką ręczną). Najprawdopodobniej także Tomasza Biernata i Mateusza Kroczkaem. Nie wiadomo co z Kacperem Kielarem i Kamilem Guzdkiem (obaj studia w innym mieście). Pozostała część chłopaków zostaje i rozmawiamy z nowymi, aby wypełnić brakujące części układanki. Niebawem przedstawimy także nowego trenera. Korzystając z okazji, szczególne podziękowania jako zarząd kierujemy do naszego sponsora tytularnego, czyli spółki ORLEN Upstream. To w dużej mierze dzięki jej wsparciu możemy regularnie trenować i grać. ORLEN Upstream jest naszym sponsorem tytularnym nieprzerwanie od 2020 roku. Cieszymy się, że już od ponad trzech lat możemy wspólnie promować aktywny tryb życia, a także zaszczepiać w dzieciach i dorosłych miłość do sportu – w szczególności do tak nam bliskiej piłki ręcznej. Wsparcie, jakie otrzymujemy od ORLEN Upstream, która w położonych niedaleko Przemyśla Bystrowicach posiada Kopalnię Gazu Ziemnego, świadczy o dużym zrozumieniu Spółki dla potrzeb naszej społeczności. Tak rzetelne podejście ORLEN Upstream do społecznej odpowiedzialności biznesu przekłada się pozytywnie na kondycję podkarpackiego sportu, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości