Mieszkańców Przemyśla i innych miejscowości naszego regionu graniczących z Ukrainą zelektryzowała informacja o przyznaniu przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego Rzeszowowi tytułu „Miasto Ratownik”. Dlaczego tylko Rzeszów? To pytanie nie schodziło z ust setkom, może tysiącom osób. Do tej kwestii ustosunkował się też prezydent Przemyśla Wojciech Bakun.
Z oficjalnych informacji, jakie docierają do mediów, jednym z powodów przyznania symbolicznego wyróżnienia jest przyjęcie przez władze Rzeszowa na pobyt stały lub czasowy kilkudziesięciu tysięcy uchodźców z Ukrainy. Rzeszów liczy 170 tysięcy mieszkańców, więc razem z uchodźcami grubo ponad 200 tysięcy.
Według analiz raportów Klubu Jagiellońskiego populacja Rzeszowa zwiększyła się o 50 procent. Rodzi to poważne wyzwania dla władz miejskich, samorządu województwa podkarpackiego i wojewody. Problemy lokalowe, edukacyjne, zdrowotne, ekonomiczne, społeczne.
Władze Rzeszowa muszą sobie z nimi radzić od zaraz. O innych powodach symbolicznego tytułu dowiemy się pewnie dopiero po zwycięskiej, jak wierzymy, wojnie Ukraińców z najeźdźcą rosyjskim. Na razie powinniśmy czytać między wierszami i zrozumieć wiodącą rolę Rzeszowa jako centrum koordynowania bardzo szeroko rozumianej pomocy.
Pomocy niesionej w Polsce uchodźcom i w Ukrainie na wielu płaszczyznach, wymagających dyskrecji informacyjnej.
Taką ocenę podpowiada rozsądek. Jednak, gdy pomyślimy o tysiącach wolontariuszy z przemyskiego dworca PKP, Humanitarnego Centrum Pomocy (dawnego Tesco w Przemyślu), szkół, instytucji, mieszkańcach Medyki, Korczowej, Budomierza, Radymna, Jarosławia, Przeworska, Lubaczowa, Cieszanowa czy Krościenka, może pojawić się zdziwienie i zaskoczenie symbolicznym uhonorowaniem tylko Rzeszowa.
Od poniedziałkowego poranka, 23.05 br., telefony w redakcji „Życia Podkarpackiego” się urywały. Dzwoniące osoby najczęściej przedstawiały się jako mieszkańcy miasta, czytelnicy, reprezentanci szerszej grupy wolontariuszy.
Odebrałem też telefon od przedstawiciela dawnej opozycji solidarnościowej. – Reprezentuję siebie i wolontariuszy, z którymi pomagam od pierwszego dnia wojny. Jest nam, po ludzku, przykro – powiedział.
Gdy zastanawiałem się nad tym, jak skomentować decyzję o przyznaniu Rzeszowowi tytułu „Miasto Ratownik”, w sukurs przyszła mi wypowiedź prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna. To jej fragment.
„ (…) Ani ja, ani ktokolwiek kto od 24 lutego robił wszystko, co w jego mocy, zarywał noce, organizował pomoc dla uchodźców z Ukrainy nie robił tego dla splendoru, tytułów czy medali. Wszyscy byliśmy tam z potrzeby serca i z chęci pomocy ludziom w potrzebie. Tak było w Przemyślu i tak było we wszystkich polskich miastach. Nie mam wątpliwości! Nikt nie ma zamiaru podważać decyzji Prezydenta Zełenskiego o wyróżnieniu tych, a nie innych miast. Nikt nie ma też zamiaru deprecjonować działań innych miast, ani licytować się kto zrobił więcej, kto zrobił lepiej! Przed każdym z miast zostały postawione różne zadania i każde z miast starało się je wypełnić najlepiej jak potrafi. Przemyśl również. Skąd więc głosy mówiące o pominięciu Przemyśla? Czy są one uprawnione? Czy przemyślanie i wszyscy którzy zostawili swoje serce w Przemyślu mają prawo czuć delikatny zawód? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, a także żeby zrozumieć z czego wynikają takie głosy trzeba było doświadczyć tego, z czym mierzyliśmy się w Przemyślu w pierwszych tygodniach i z czym mierzymy sie do tej pory. Kiedy my odprawiliśmy 200-tysiecznego uchodźcę po nieprzespanym tygodniu, z niektórych wyróżnionych miast otrzymywaliśmy telefony z zapytaniem: „Czy są u nas uchodźcy?”, bo zanim dotarli oni gdziekolwiek indziej, to trafiali do Przemyśla. Stąd wyjeżdżali w tysiące rożnych miejsc, ale punktem na ich trasie zawsze był Przemyśl, Chełm, Hrubieszów, Ustrzyki Dolne czy Tomaszów Lubelski. I nie, to nie jest licytacja kto zrobił więcej, bo każdy miał ręce pełne roboty i każdy sie starał. Stąd część osób dotknęło to, że mimo tego całego włożonego wysiłku nie zauważono tego, mimo że przez pierwszy miesiąc to o Przemyślu mówił cały świat! Pomagamy dalej...” – napisał w Internecie prezydent Wojciech Bakun.
Pomaganie człowiekowi w potrzebie to nie sport, rywalizacja. Wyścig po nagrodę. Realną czy symboliczną. To potrzeba serca. Wewnętrzny imperatyw, etyczny nakaz wydawany samemu sobie.
Jestem przekonany, że ludzie dobrej woli, którzy od pierwszego dnia wojny w Ukrainie pomagają uchodźcom kosztem wolnego czasu, energii, czasem rodziny, doskonale to rozumieją. I pomimo zaskoczenia, być może chwilowego zniechęcenia, wyróżnieniem tylko Rzeszowa przejdą nad tym do porządku dziennego.
A porządek dzienny określa rytm kolejnych pociągów z matkami, dziećmi, osobami starszymi pozbawionymi dachu nad głową. Pomagamy dalej!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jak do tej pory jedyny efekt tej przepychanki to zabranie ekipy TVP z przemyskiego dworca.
Jak do tej pory jedyny efekt tej przepychanki to zabranie ekipy TVP z przemyskiego dworca.