W sezonie 2014 – 2015 szczypiorniści SRS Czuwaju Przemyśl zajęli w I-ligowych rozgrywkach 6. miejsce. W górnej połówce tabeli, więc przedsezonowe założenia zostały wypełnione. Ale przez cały sezon można było odnieść wrażenie, że ich postawa nie jest szczytem ich możliwości. Że potrafią o wiele więcej, ale coś nie pozwala im tego zaprezentować. Piłka ręczna jest jednak nieobliczalna i być może tak właśnie ma być… Przed kolejnym sezonem zespół zostanie wzmocniony, co może dobrze wróżyć przez startującą już 12 września br. kolejną ligową batalią. Rozmowa z prezesem SRS Czuwaju Przemyśl Kazimierzem Wiśniowskim.
Miejsce w górnej połowie tabeli na koniec rozgrywek można chyba uznać za wykonanie przedsezonowych założeń?
– Można być zadowolonym, choć mieliśmy ogromną szansę na zajęcie piątego miejsca. Takie było założenie, ale na koniec, w Tarnowie, zagraliśmy chyba najsłabszy mecz w rozgrywkach. Trochę to było dla mnie dziwne, bo przecież trzy dni wcześniej rozegraliśmy chyba najlepsze spotkanie w lidze z Olimpią Piekary Śląskie. Generalnie jednak nie ma co narzekać. W niektórych meczach mieliśmy sporo szczęścia, w innych go zabrakło. Jak to w sporcie bywa. Graliśmy nierówno. Kiedy potrafiliśmy sprzedać na parkiecie to, co umiemy, to byliśmy groźni dla wszystkich.
Skąd takie wahania formy?[paywall]
– Nie wiem i przypuszczam, że nikt tego nie wie. Zawsze słabiej startujemy i także nie wiem, z czego to się bierze. Potem łapiemy równowagę i za moment przydarza nam się wpadka, która nie powinna mieć miejsca. Wiele lat grałem w piłkę ręczną, więc coś na jej temat wiem. Wiele razy rozmawialiśmy na ten temat z trenerem, nieraz nasze poglądy bywają różne. Z doświadczenia wiem, że tak jednak bywa. Chciałbym, aby takie dysproporcje przydarzały się nam jak najrzadziej. Przyznaję szczerze, że nie wiem tak do końca, na co stać ten zespół.
Ten zespół ma zdecydowanie spore rezerwy...
– Zgadzam się w stu procentach. Największe to gra w obronie. Kiedy dobrze w niej funkcjonowaliśmy, wygrywaliśmy mecze. Wówczas znacznie łatwiej jest bramkarzom, wówczas łatwiej wyprowadza się kontry. Mamy dwóch najlepszych skrzydłowych w tej lidze, mam tu na myśli Mateusza Kroczka i Pawła Puszkarskiego. Trzeba im tylko pomóc, umieć te wszystkie atuty wykorzystać.
W trakcie sezonu kadra zespołu szczuplała.
– Pożegnaliśmy się z trzema zawodnikami. Z Henia Rycharskiego byliśmy zadowoleni, ale względy rodzinne wzięły górę. Chciał zostać i grać, ale musiał wrócić do Elbląga. David Skręt nie sprawdził się u nas. Mieliśmy znacznie większe oczekiwania. W ostatnich meczach nawet nie wchodził z ławki. Musieliśmy więc zweryfikować jego zarobki i dostosować do umiejętności. Nie przystał na przedstawione warunki i przeszedł do Chrzanowa. Natomiast Łukasz Hataś w trakcie sezonu podjął pracę. Przychodził na treningi dwa razy w tygodniu i trenował po 45 minut. Tak się nie da.
Przed sezonem chcieliście położyć większy nacisk na szkolenie młodzieży. Możecie się już czymś pochwalić?
– Jest grupa młodych chłopaków, którą prowadzi Mirek Kowalski. Są już w miarę ukształtowani. Zajęli w podkarpackiej lidze juniorów drugie miejsce, dystansując między innymi SMS Rzeszów. Zagrali w 1/8 mistrzostw Polski w Zamościu. Uważam, że to jest jakiś sukces. Ale powiem szczerze, że nie zrobiliśmy w tym kierunku aż tak poważnego kroku, jaki sobie zakładaliśmy. Zbyt mało jest to powszechne, zbyt mało jest ludzi, którzy chcieliby się tym zająć i myślę tu przede wszystkim o szkołach. Kapitalną robotę wykonuje u siebie Piotrek Kroczek, ale jeden Piotrek wiosny nie czyni. Ma dwie grupy chłopaków, jest ich ponad trzydziestu. W swoim roczniku powygrywali parę ogólnopolskich turniejów.
Mówią, że wakacje to okres ogórkowy. Nie wygląda pan na wyluzowanego. Sporo roboty?
– Oczywiście. Mam na głowie budowanie budżetu na przyszły sezon i proszę mi wierzyć, nie jest to łatwa sprawa. W maju otrzymałem zapewnienie, że miasto nas nie opuści i otrzymamy do końca roku 130 tysięcy złotych. Resztę musimy sobie sami znaleźć. Więc chodzę, rozmawiam, proszę, negocjuję. Mam słowo od Roberta Żero z Auto Moto Fanu o kontynuacji współpracy, podobnie od Marka Wojtowicza, szefa Awangardy. Firmy Domus czy Probud także zadeklarowały współpracę. Przed sezonem musimy mieć granicach 200 tysięcy złotych.
Co dzieje się w zespole?
– Ze składu z poprzedniego sezonu nie zobaczymy wspomnianego Krzyśka Kusala i Jakuba Wańkowicza, który będzie studiował w Białej Podlaskiej. Nie zdeklarował się jeszcze Damian Misiewicz. Jesteśmy dogadani ze Staszkiem Makowiejewem, który powinien być reżyserem gry. To chłopak, który wie na czym polega piłka ręczna. Graliśmy cały poprzedni sezon bez typowego środkowego rozgrywającego. Różni zawodnicy próbowali to robić, ale z takim sobie skutkiem. Rozmawiamy jeszcze z dwoma zawodnikami. Jeden to rozgrywający z Elbląga, którego polecił nam Heniu Rycharski, drugi to skrzydłowy rodem z Niska. To takie wstępne przymiarki, bo do startu ligi jest jeszcze trochę czasu. Powiem jednak najważniejsze: chciałbym, aby większość składu z poprzedniego sezonu została. To priorytet. Zawsze będę powtarzał, że stabilizacja jest lepsza od czterech nowych graczy.
Jakie będą cele w nadchodzącym sezonie?
– Zespoły, z którymi będziemy rywalizować, będą niezmiernie groźne. Poprzedni sezon pokazał, że każdy może wygrać z każdym. Jeśli wszystkie nasze zamierzenia się powiodą, to chcielibyśmy powalczyć od piątego miejsce w górę. Czy będzie to realne? Zobaczymy.
Macie jakiś pomysł, aby przyciągnąć na halę więcej kibiców. W trakcie poprzedniego sezonu klapą okazała się specjalna meczowa oprawa. Była ze dwa razy i... się zbyła.
– W dalszym ciągu funkcjonuje hasło i tak się reklamujemy, że jesteśmy najbardziej rozpoznawalną marką w mieście. Taka jest prawda. Z tą meczową oprawą to był rzeczywiście niewypał, ale cóż zrobić. Jeśli ktoś się czegoś podejmuje, chce to robić, my dajemy wolną rękę, a za kilka dni ta sama osoba mówi, że nie ma na to czasu, to jak to rozumieć? Potrzebujemy takich ludzi, ale musi to wszystko normalnie funkcjonować.
Można więc pozytywnie patrzeć w przyszłość?
– Przemyśl naszym miastem, piłka ręczna naszą pasją. Naprawdę chcemy, aby właśnie piłką ręczną Przemyśl był sławny. Cały czas patrzymy pozytywnie, ale cały czas także trwa walka, walka i raz jeszcze walka. Brakuje nam przede wszystkim sponsora strategicznego. Ile wówczas byłoby łatwiej! Potrzebujemy, aby ktoś nam pomógł zapukać do odpowiednich drzwi. Mamy swoje możliwości i nie jesteśmy w stanie jako zarząd wyżej podskoczyć. Dostajemy systematycznie zgłoszenia od zawodników z całej Polski, którzy chcą u nas grać, bo wiedzą, że panuje znakomita atmosfera. Moglibyśmy z tej listy stworzyć znakomity zespół, ale musi to mieć finansowe fundamenty. Z drugiej strony cały czas dążymy, aby nasz zespół opierał się na naszych zawodnikach. Dwóch z juniorskiej grupy weźmie udział w okresie przygotowawczym, który rozpocznie się na początku sierpnia.

fot.zbiory własne
Zdaniem K. Wiśniowskiego Paweł Puszkarski (z piłką) i Mateusz Kroczek to dwaj najlepsi skrzydłowi całej grupy B I ligi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze