Już wszystko mają w swoich rękach i głowach. Już na nikogo nie muszą się oglądać. Pięć kolejnych wygranych pozwoliło im awansować na 5. miejsce w tabeli PGNiG Superligi. Gdyby komuś nieco ponad miesiąc temu powiedzieć, że „grupę mistrzowską” może im odebrać tylko wyjątkowy kataklizm, ten pewnie puknąłby się w czoło. Ale niechże wyjątkowy spektakl z głównym bohaterem, któremu na imię „Eurobud JKS Jarosław” trwa!
Eurobud JKS jest zespołem lepszym od MKS PR Urbis Gniezno. Tyle, że wcześniej w stosunku do jarosławianek słowo „lepszy” nie miało przełożenia na „zwycięski”. I to w pojedynkach, które teoretycznie winny kończyć się kompletem punktów. Na szczęście ten scenariusz wylądował już w koszu na śmieci. Kolejną ofiarą pisania nowej historii Eurobud JKS-u w tym sezonie stał się rewelacyjny beniaminek PGNiG Superligi (rewelacyjny, bo dotychczasowe żółtodzioby, na przestrzeni kilku ostatnich lat zdobyły razem chyba tyle samo punktów co team Roberta Popka po 15 meczach tego sezonu).
A wcale tak oczywiste nie było, że ekipa Michała Kubisztala z taką konsekwencją, ale i parkietową gracją i finezją zaksięguje 7. zwycięstwo w tym sezonie. Mimo znakomitej postawy beniaminek z Gniezna, wciąż walczy o przetrwanie w superlidze. A z takimi zespołami gra się niezwykle ciężko. Ale nie to było największą przeszkodą. Tą był 12-bramkowy bagaż przywieziony ze słowackich Michalovec. Pytania dnia brzmiały: czy Eurobud JKS jest w stanie (a absolutnie nie jest to takie proste) wyrzucić z głów tę porażkę, ten – nie ma co ukrywać – słaby występ? Czy trzy dni wystarczą, aby zrobić reset i znowu stać się sobą? Czy będą w stanie udźwignąć presję faworyta i myśl, że triumf wywinduje je na 5. miejsce w tabeli?
Tak, tak i tak – oto odpowiedzi na trzy pytania. Odpowiedzi, jakie swoja postawą na parkiecie dały same jarosławianki. Paradoksalnie to także jest pozytyw… lania w Michalovcach.
Jest więcej niż pewne, że Magdalenę Nurską, Monikę Łęgowską czy Justynę Świerżewską w swoim składzie chciałby mieć niemal każdy trener w tej lidze. Młode, zdolne, zadziorne i piekielnie skuteczne. Dwie pierwsze to 2. i 3. najskuteczniejsza zawodniczka tego sezonu. Obie łącznie zdobyły dla zespołu z Gniezna – i teraz uwaga – 192 bramki!
Ta trzecia otworzyła spotkanie w hali MOSiR. Przez 10 minut trwała zacięta walka o każdy metr parkietu, bo beniaminek – za co należą się mu brawa – ani myślał ustępować pola. W 9. min wygrywał 4:6. Można było odnieść jednak wrażenie, że gospodynie przyjęły postawę „uśpionego smoka”. Wyszły z propozycją: pokażcie na co was stać, a my ocenimy, czy macie o czym marzyć. I wygląda na to, że cenzurka musiała być zacna.

fot.PGNiG Superliga Piłki Ręcznej Kobiet
Aleksandra Zimny ponownie imponowała atomowymi rzutami z drugiej linii. Być może w nabraniu pewności siebie pozwoliło jej powołanie (obok Sylwii Matuszczyk) do reprezentacji Polski.
Żarty od 9. min się skończyły. Zwiększenie tempa prowadzonych akcji, znakomite dzielenie się piłką, szukanie wolnych stref, zwłaszcza na skrzydłach, złapanie odpowiedniego rytmu gry i dobry balans między defensywą a ofensywą, który pomógł w znakomitych interwencjach Weronice Kordowieckiej, sprawił, że team z Gniezna zapadł w hibernację. Między 9. a 17. min trwała pierwsza część koncertu. Taka piękna uwertura. Wygrana 7:1. W rolach głównych wystąpiły: Lesia Smolich, Wiktoria Gliwińska i Valentina Nestsiaruk. Tej ostatniej w ostatnich meczach jarosławianek było trochę mało, ale popularna „Vala” już weszła na odpowiedni poziom. Już czarowała maestrią na środku rozegrania.
W 17. min było 11:7. Złą passę gnieźnianek przerwała M. Nurska, ale już do końca I połowy miały problem z prawidłową percepcją poczynań miejscowych. W 26. min przewaga urosła już bardzo wyraźnie. Po trafieniu Moniky Bancilon było 17:10.
W drugich 30 minutach wszystko było pod kontrolą gospodyń. Był jeden jedyny fragment, kiedy beniaminek chciał przeciwstawić się nieuniknionemu. Okres między 34. a 39 min, kiedy M. Nurska pospołu z J. Świerżewską pokazały drzemiący w nich potencjał. W duecie doprowadziły wynik do stanu 19:17, ale odpowiedź jarosławianek była z najwyższej półki. Sześć trafień z rzędu, kapitalny meldunek na parkiecie Aleksandry Zimny rozwiał jakiekolwiek wątpliwości. W 48. min było pozamiatane – 25:17.

fot.PGNiG Superliga Piłki Ręcznej Kobiet
Mecz rozegrany został w Walentynki. Władze jarosławskiego klubu postarały się o miłe niespodzianki dla swoich ulubienic. Brawo!
Eurobud JKS Jarosław – MKS PR Urbis Gniezno 30:24 (17:12)
Eurobud JKS: Kucharczyk, Kordowiecka – Bancilon 1, Gadzina 5, Dorsz 2, Trawczyńska 3, Matuszczyk 0, Wołownyk 1, Gliwińska 4, Nestsiaruk 4, Mokrzka 0, Zimny 4, Smolich 5, Strózik 0, Kozimur 0.
MKS PR Urbis: Hoffman, Cieślak – Kasprowiak 3, Siwka 1, Giszczyńska 0, Chojnacka 0, Kuriata 0, Widuch 1, Kaczmarek 1, Guziewicz 1, Nurska 7, Hartman 2, Matysek 1, Świerżewska 6, Łęgowska 1.
Sędziowali: Wojciech Bloch (Nakło Śląskie) i Michał Solecki (Tarnowskie Góry). Kary: Eurobud JKS – 10 min; MKS PR Urbis – 6 min. Widzów: 500.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze