Reklama

Straszny dwór w Duńkowicach

14/02/2022 19:08

W Duńkowicach, przy drodze krajowej nr 94, stoi XVII-wieczny dworek. Po tym, jak stracił funkcje mieszkalne, było w nim m.in.: przedszkole, siedziba rady sołeckiej, posterunek policji. Teraz z dworku zostały kominy, resztki wypalonych ścian i zapuszczony park. Nie ma spotkania rady sołeckiej, żeby mieszkańcy nie pomstowali, że nieruchomość szpeci, że drzewa stanowią zagrożenie. Z tych utyskiwań niewiele robią sobie właściciele nieruchomości, a w państwie prawa trudno znaleźć instytucję, która mogłaby w ten, czy inny sposób rozwiązać problem „strasznego dworu”.

Dworku z szosy, niegdyś głównej arterii prowadzącej na przejście graniczne w Korczowej, dziś wykorzystywanej sporadycznie, nie widać. To przez drzewa. Zdziczały park zasłania widok.

Zresztą może o ten zarosły topolami skrawek ziemi chodzi bardziej niż o dworek. Bo dworku właściwie nie ma. Po pożarze w 2014 r. zostały kominy. Strzeliste.  Z czerwonej cegły. I koślawe resztki murów – puste „oczodoły” okien, gdzieniegdzie nadpalone belki stropowe.

Z tym, że dworek zmarniał, wszyscy się chyba pogodzili.

– Było i przedszkole, i rada sołecka, i posterunek policji, nikt nie dbał – przyznają mieszkańcy. Nikt nie więc nie oczekuje, że budynek zostanie odtworzony. Tylko ten park[paywall].

 

Reklama

A to jeszcze nie koniec „atrakcji”.

– Latem na każdym drzewie jest gniazdo gawronów, jak się w niedziele idzie do kościoła, to trzeba wziąć parasolkę, jeśli się nie chce dojść z zapaskudzoną garderobą – opowiada.

Dodaje, że owe ptaki są utrapieniem okolicznych gospodyń, które chcą wyhodować coś w przydomowym ogródku. Nie da się, ptaki wszystko zniszczą.

Ludzie hałasują, ludzie milczą

Nie ma co ukrywać, że utrapieniem są i ludzie. Teren jest wprawdzie ogrodzony, ale skorodowaną siatkę łatwo sforsować, przejście jest wręcz komfortowe. Niby na jednym z palików znajduje się tablica „teren prywatny”, ale nikt jej nie respektuje.

Nasi rozmówcy wiodą nas po terenie, wzdłuż wydeptanej ścieżki walają się butelki, puste puszki po piwie, tworzą kopce. Wreszcie docieramy do centrum terenu pod starą lipą, tu jest miejsce na ognisko i szczątki ławeczek z czasów, gdy obiekt był jeszcze publiczny.

Teraz przychodzi tu głównie „element”, czasem młodzież, żeby zapalić, popić, czasem naszprycować się albo w ustronnym miejscu zrobić coś równie niemoralnego.

– Tak nie może być – podkreśla radny. Cała społeczność Duńkowic raz po raz apeluje, by niechlubny zakątek doprowadzić do ładu. Pomysłów jest multum.

A. Tomaszewski zauważa na przykład, że tacy, którzy w zamian za pozyskane drewno wycięliby zagajnik, na pewno by się znaleźli. Takich, którzy za parę złotych uprzątnęliby teren, też by pewnie nie brakło.

Mieszkańcy są zdesperowani, podrzucają kolejne pomysły: „zdjąć” dworek z listy zabytków albo wydzielić go z działki i pozwolić obecnym właścicielom sprzedać resztę pod zabudowę.

Niestety mniej lub bardziej fantastycznych koncepcji można by mnożyć – jak twierdzą moi rozmówcy z Duńkowic, mimo podejmowanych prób dialogu, właściciele posesji rozmawiać o żadnej z nich nie chcą.

Reklama

Pierwszy z właścicieli stwierdza, że swoje personalia udostępni opinii publicznej, bo nie ma sobie nic do zarzucenia. Drugi kategorycznie odmawia zgody na publikację swoich danych, chce zachować anonimowość. Ostatecznie nie podamy nazwisk ani jednego, ani drugiego – tak będzie sprawiedliwej.

Pierwszy przyznaje więc, że może i obiekt nie jest w najlepszej kondycji, ale to on jako jedyny angażował się w jego utrzymanie, organizował ekipy sprzątające, dogadywał się z mieszkańcami, podczas gdy jego wspólnik skąpił każdej złotówki, a na terenie nieruchomości w Duńkowicach właściwie nie bywał.

Drugi ripostuje, że zagajnik w Duńkowicach sprzątany był przy jego udziale zwykle dwa razy w roku.

Pierwszy twierdzi, że na przestrzeni lat było kilka poważnych ofert kupna, okazji, by pozbyć się niezbyt fortunnej inwestycji – wszystkie miał zablokować jego wspólnik. Ten z kolei odpowiada, że owszem, takich, co się interesowali zakupem nieruchomości, może i było kilku, ale zwykle brakowało konkretów, a potencjalni kupcy szybko znikali.

Pierwszy sugeruje dyplomatycznie, by o przyczyny ruiny dworku pytać wspólnika. Drugi przekonuje, że to mieszkańcy Duńkowic niszczą jego własność, wdzierają się bezprawnie na jego teren i urządzają hulanki. Mało tego, wietrzy spisek – podejrzewa, że za interwencją mieszkańców stoją tacy, co chętnie by dworek przejęli, a to kosztuje.

Reklama

Konserwator i prokurator coś zdziałają?

Pat trwa więc w najlepsze. Czy szansą na jego przełamanie jest interwencja Wojewódzkiego Konserwatora Ochrony Zabytków? To niewykluczone.

– Obecni właściciele nie dbają o obiekt zabytkowy i nie wykonali zaleceń konserwatorskich w zakresie przynajmniej zabezpieczenia obiektu przed zniszczeniem – ocenia w odpowiedzi na nasze pytania Ewa Wolańska z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków z siedzibą w Przemyślu.

Stwierdzenie, że jest problem, to już coś. Choćby dlatego, że sprawy związane z dworkiem mogą drgnąć jeszcze w tym roku.

– Planowana jest w 2022 roku kontrola obiektu na podstawie przepisów art. 38 – art. 40 Ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (tj. DzU z 2021 r., poz. 710 – przyp. red.). W oparciu o ustalenia kontroli wydane zostaną zalecenia pokontrolne lub decyzja nakazująca przeprowadzenie prac przy obiekcie – zapowiada E. Wolańska.

Informuje, że jeśli właściciele nie zastosują się do tych pokontrolnych zaleceń, grożą im kary administracyjne.

– Informacja o stanie zachowania wyżej wymienionej nieruchomości została także zgłoszona do Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, w związku z prowadzoną analizą ochrony nieruchomości zabytkowych zagrożonych zniszczeniem lub istotnym uszkodzeniem, prowadzoną przez prokuraturę – uzupełnia.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama