Reklama

Susza w rolnictwie. Straty sięgną milionów złotych [GALERIA]

17/08/2015 17:48

Średnio o połowę będą mniejsze plony z powodu utrzymującej się od kilku tygodni suszy. Największe straty dotyczą zbóż jarych, kukurydzy i ziemniaków oraz owoców miękkich. Tylko w gminie Horyniec-Zdrój szkody oszacowano na milion złotych.

– W ciągu półtora miesiąca tylko raz spadł niewielki deszcz. Ziemia jest wyschnięta – mówi Zygmunt Juzwa, koordynator ds. zarządzania kryzysowego w gminie Horyniec-Zdrój. Straty w rolnictwie spowodowane suszą objęły tam ponad 700 hektarów upraw. Ich wartość oszacowano łącznie na 1 mln 13 tys. 209 zł. – Głównie dotyczą zbóż jarych i kukurydzy. Podczas szacowania obliczyliśmy, że plony będą o 30 – 40 procent mniejsze. Ale to było ponad tydzień temu. Teraz straty w kukurydzy mogą być nawet dwukrotnie większe – zauważa Z. Juzwa.

Susza i gradobicie

Jacek Kurcek z Orłów (pow. przemyski) ma plantację malin. Jest na półmetku zbiorów. – W ubiegłym roku o tej porze miałem zebranych 10 ton. W tym roku tylko półtora tony. Rok temu zebrałem w sumie 22 tony, teraz nie wiem, czy zbiorę 10 ton. Plon jest o 50, a może nawet o 70 procent mniejszy – opowiada.
Najpierw uprawy dotknęła susza na wiosnę, potem lipcowe gradobicie, a teraz znowu susza. To sprawia, że owoce są małe i jest ich mniej. Krzewy są połamane i wyschnięte. – Widać na nich jesień. Liście już zaczynają żółknąć – pokazuje pan Jacek.
Być może problem byłby mniejszy, gdyby istniały specjalne zbiorniki gromadzące wodę, którą można by wykorzystywać do nawadniania upraw. – Oczywiście, wykorzystywanie do podlewania roślin czystej wody ze studni głębinowych byłoby barbarzyństwem, dlatego trzeba znaleźć inne rozwiązanie. Kiedyś woda była gromadzona w rowach melioracyjnych specjalnymi zastawkami. Teraz już tego nie ma i woda z rowów szybko spływa – mówi J. Kurcek.

Potrzebne są zbiorniki retencyjne

[paywall]Jego słowa wydają się słuszne, tym bardziej że klimatolodzy ostrzegają, że susze i upalne lata mogą się powtarzać. Inżynier Władysław Szczęch, zastępca dyrektora ds. konserwacji i eksploatacji w Podkarpackim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych przyznaje, że kiedyś takie zastawki na rzekach były ustawiane. – Zaprzestano tego jakiś czas temu, ponieważ w ostatnich latach nie było problemu niedoboru wody – zauważa W. Szczęch. – W pewnym stopniu to rozwiązanie mogłoby się sprawdzić, o ile wysokość opadów byłaby wystarczająca. Do tego potrzebna jest też współpraca spółek wodnych, które tworzą rolnicy, bo to one opiekują się rowami melioracyjnymi – wyjaśnia.
Progi do wstrzymywania przepływu wody nie wszystkim są jednak na rękę. Takie rozwiązanie budzi bowiem sprzeciw wędkarzy.
Innym sposobem na zatrzymywanie wody są zbiorniki retencyjne. Na całym Podkarpaciu jest ich 32. – To za mało. Obecnie mamy jednak wskazania do budowy polderów, czyli suchych zbiorników. One chronią przed powodzią, ale nic nie dają w przypadku suszy – mówi W. Szczęch.
W gminie Horyniec-Zdrój wójt zaapelował do mieszkańców o oszczędzanie wody. Ci potraktowali jego prośbę poważnie. Wody w wodociągach na razie nie zabraknie, jednak deszcz jest bardzo potrzebny. Ale regularny, kilkudniowy opad, a nie krótka i silna nawałnica, która może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. – Ziemia jest tak wyschnięta, że nawet gwałtowny, ale krótkotrwały deszcz nic nie zmieni – zauważa Z. Juzwa.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości