– Dzisiaj wszystko jest. Pomarańcze są zawsze wtedy, kiedy mamy na nie ochotę. W niemal każdym sklepie pachnie tak, jak kiedyś pachniało w luksusowym Pewexie. Pewnie te wspomnienia świąt – tego, jak trzeba było kombinować, stać w kilometrowych kolejkach – pozwalają naszemu pokoleniu naprawdę szczerze cieszyć się z tego, co mamy obecnie – twierdzi przemyślanka, 49-letnia Łucja Kozdrowicz. Święta Bożego Narodzenia w komunistycznej Polsce były nie lada wyzwaniem.
Każdy grudzień był dla władz komunistycznych najważniejszym „testem” w roku, choć słów „Boże Narodzenie” unikano jak ognia. Rzucano na rynek wszystko to, czego na co dzień nikt nie oglądał. Każdy miał szansę na odrobinę luksusu – dezodoranty z Węgier, zabawki z NRD czy pomarańcze z Kuby. Ówczesna prasa i telewizja nachalnie szermowały liczbami. Propaganda działała na całego.
„Codziennie do warszawskich sklepów trafia przed świętami towar, którym można byłoby załadować 30 pociągów” – mówił spiker Dziennika Telewizyjnego w 1984 r. Czasami przyznawano, że tego czy owego brakowało. „W sklepach wędlin pod dostatkiem, ale mało śledzi” – alarmowały nagłówki gazet, ale kilka wersów dalej uspokajano jednak, iż „(…) dyrekcja Zjednoczenia Gospodarki Rybnej sukcesywnie zwiększa dostawy z rezerw magazynowych”. Gdzieś między wierszami narzekano na wybujałe oczekiwania kupujących. „(…) Klienci przed świętami chcą kupować baleron, szynkę, polędwicę, jednak produkcja tych artykułów jest ograniczona” – tłumaczył w Trybunie Ludu jeden z kierowników dużego domu towarowego.
Komunikaty o zbliżaniu się transportu cytrusów[paywall] przekazywały oficjalne media. „Statki z cytrusami zbliżają się do portu w Gdyni” – informowały na miesiąc przed świętami radio, telewizja i gazety. Ale mało brakowało, aby cytryny wypadły ze świątecznego menu, bo ówczesny I sekretarz PZPR Władysław Gomułka uznał, że są za drogie, aby kupowało je państwo, a witaminę C zawiera rodzima kiszona kapusta, za którą nie trzeba płacić dewizami. Na szczęście ktoś z jego otoczenia podpowiedział, że kapusty do herbaty nie da się nasypać i cytryny się ostały. Polowano nie tylko na jedzenie, lecz także na ubrania, zabawki, sprzęt sportowy – cokolwiek, co nadawałoby się na świąteczny prezent.
Dzisiaj wszystko jest w zasięgu ręki. Święta Bożego Narodzenia obchodzimy nie tylko tradycyjnie. To także… wyjazdy w góry, amerykańskie kolędy i obwieszone światełkami domy. Ci, którzy dorastali w PRL-u, z rozrzewnieniem wspominają jednak mniej komercyjną wersję świąt.
– Nieraz całą noc się stało, na zmianę z rodziną i znajomymi. Te kolejki miały swój klimat. Całe święta były wyczekane, wytęsknione. Teraz idziemy do sklepu i wszystko na nas czeka. Nieraz po całej nocy stania w kolejkach, kiedy już się doszło do lady, zapominało się o tym, co się chciało kupić. Wiadomo, dla rozgrzewki wypiło się kieliszeczek albo dwa. Nigdy jednak nie było tak, że na święta czegoś w domu brakowało – zapewnił pan Kazimierz Laskowski z Przemyśla. – Pamiętam też starania o choinkę. Szło się gdzieś wykombinować pachnące drzewko, później się obsadzało i ubierało we własnoręcznie wykonane ozdoby. To był czar tamtych czasów, wszystko się przygotowywało i czekało na gości, żeby porozmawiać, pokolędować i nacieszyć tym, co udało się zdobyć – dodał.
Zawsze przed świętami na lewo zabijał świnię. Każdy z rodziny zamawiał jakąś część. Każdy chciał mieć tylną ćwiartkę i wujek miał zgryz – wspomina popularny Zdzichu. – Podobnie było z karpiami. Raz musiałem jechać aż na „Płyty Pilśniowe”. Byłem jeszcze młody i tuż przed ladą karpie się skończyły. Stół wigilijny to był zawsze ten sam repertuar dań. Musiał być barszcz z uszkami, karp w galarecie, pierogi z ziemniaków, kapusty słodkiej i kiszonej, kompot z suszek i kutia. Pamiętam stary, duży, rozsuwany stół i zawsze zapraszano kogoś obcego, często z domu dziecka – dodaje.
– U nas luksusem były banany. Pamiętam, jak mama kroiła jeden na trzy części i rozdawała dzieciom. Trudno powiedzieć, które dekady były trudniejsze. Każda miała swoją specyfikę. W latach 60. po Przemyślu jeździło bardzo dużo furmanek. Furmanka ma dla mnie wręcz mityczne znaczenie, bo jeździłem tą furą z wujkiem, rozwożąc jajka czy mleko. Władza komunistyczna tolerowała te święta. Sama obchodziła. Trudno porównywać obecne świętowanie z przeszłym. Nie wiem, dlaczego ludzie dzisiaj zamykają się we własnym gronie, w jakichś wyimaginowanych enklawach. Są mniej radośni i raczej negatywnie nastawieni. Ulice są puste. Trochę żal… – podsumował Z. Szeliga.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Kurtki z prawdziwej gęstej i ciężkiej wełny , ciepluteńkie . Spróbuj teraz taką kupić .
" Święta Bożego Narodzenia w komunistycznej Polsce były nie lada wyzwaniem." JEŚLI W POLSCE BYŁ KOMUNIZM , TO CO BYŁO W NRD , CZECHOSŁOWACJI , ZSRR , O KUBIE CZY " HICIE "TAMTEGO SYSTEMU KOREI PŁN . NIE WSPOMNĘ . LUDZIE , W POLSCE OWSZEM BYŁ , ALE REALNY SOCJALIZM . A TO ZASADNICZA RÓŻNICA. W KOMUNIŻMIE TAKIE DOBRA JAK WŁASNE MIESZKANIE , DOM CZY POSIADANIE OBCEJ WALUTY BYŁO NIE DO POMYŚLENIA , A W POLSCE TO WSZYSTKO ISTNIAŁO , BYŁO . CZY W PRAWDZIWYM KOMUNIŻMIE MOŻNA BYŁO MIEĆ WŁASNY JAKIKOLWIEK WARSZTAT, WŁASNE GOSPODARSTWO ROLNE Z ZABUDOWANIAMI I WŁASNYM NOTARIALNIE POTWIERDZONYM GRUNTEM? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE , A W POLSCE ZNÓW TRZEBA POTWIERDZIĆ - TO WSZYSTKO Z OGRANICZENIAMI ,-ALE BYŁO . TAKŻE TROCHĘ POWAGI , DYSTANSU DO MINIONEJ EPOKI . CHYBA , ŻE KTOŚ TEGO SYSTEMU NIE PAMIĘTA , BO WTEDY NIE ŻYŁ LUB BYŁ ZA MŁODY . TO NIECH NIE POWTARZA NIESPRAWDZONYCH SENSACJI .
Kurtki z prawdziwej gęstej i ciężkiej wełny , ciepluteńkie . Spróbuj teraz taką kupić .
" Święta Bożego Narodzenia w komunistycznej Polsce były nie lada wyzwaniem." JEŚLI W POLSCE BYŁ KOMUNIZM , TO CO BYŁO W NRD , CZECHOSŁOWACJI , ZSRR , O KUBIE CZY " HICIE "TAMTEGO SYSTEMU KOREI PŁN . NIE WSPOMNĘ . LUDZIE , W POLSCE OWSZEM BYŁ , ALE REALNY SOCJALIZM . A TO ZASADNICZA RÓŻNICA. W KOMUNIŻMIE TAKIE DOBRA JAK WŁASNE MIESZKANIE , DOM CZY POSIADANIE OBCEJ WALUTY BYŁO NIE DO POMYŚLENIA , A W POLSCE TO WSZYSTKO ISTNIAŁO , BYŁO . CZY W PRAWDZIWYM KOMUNIŻMIE MOŻNA BYŁO MIEĆ WŁASNY JAKIKOLWIEK WARSZTAT, WŁASNE GOSPODARSTWO ROLNE Z ZABUDOWANIAMI I WŁASNYM NOTARIALNIE POTWIERDZONYM GRUNTEM? OCZYWIŚCIE, ŻE NIE , A W POLSCE ZNÓW TRZEBA POTWIERDZIĆ - TO WSZYSTKO Z OGRANICZENIAMI ,-ALE BYŁO . TAKŻE TROCHĘ POWAGI , DYSTANSU DO MINIONEJ EPOKI . CHYBA , ŻE KTOŚ TEGO SYSTEMU NIE PAMIĘTA , BO WTEDY NIE ŻYŁ LUB BYŁ ZA MŁODY . TO NIECH NIE POWTARZA NIESPRAWDZONYCH SENSACJI .
Wszystko jest tylko trzeba poszukać.