Reklama

Swojskie klimaty

02/10/2022 07:04

W B., podobnie jak w wielu innych miejscowościach, po wiejskich dożynkach w domu ludowym odbyła się dyskoteka. Wszystko wyglądało jak zwykle. Dużo miejscowych, trochę przyjezdnych. W bufecie tylko piwo, bo organizatorzy nie dostali pozwolenia na nic mocniejszego, ale przy wejściu nikt nie sprawdzał zawartości wnoszonych butelek. Didżej, zapowiadając łamaną angielszczyzną kolejne kawałki, dwoił się i troił nad konsolą i zabawa się rozkręcała. Około dwudziestej drugiej doszło do pierwszej awantury.

Dwóch młodych w stanie wskazującym pokłóciło się i zaczęli skakać do siebie jak koguty oraz poszturchiwać. Kiedy dookoła nich zebrał się wianuszek gapiów, jeden z nich ściągnął koszulę i błysnął nagim torsem, tak jak kiedyś Putin przed kamerami. Zapowiadało się, że będzie ostro, ale na szczęście zjawił się komendant miejscowych ochotniczych strażaków i w krótkich żołnierskich słowach kazał obu gówniarzom się wynosić. Pół godziny przed północą przed domem ludowym znowu zrobiło się zamieszanie, bo jeden z gości chciał już odjechać, a jego dziewczyna, widząc, że ledwo trzyma się na nogach, zabrała mu kluczyki od auta. Gość, próbując wyrwać kluczyki, przewrócił ją na ziemię. Wtedy jeden ze świadków nie zdzierżył takiego traktowania kobiety i rzucił się z pięściami na gościa. Niestety w pobliżu nie było komendanta, który wiedziałby, jak zareagować i zaczęła się młócka. Dziewczyny krzyczały, co tylko podkręcało walczących. Ktoś bezskutecznie próbował ich rozdzielić, ktoś inny włączył się do bijatyki i po chwili bili się wszyscy między sobą. Młody strażak przytomnie zauważył, że w pobliżu jest hydrant i wystarczy użyć jednego węża i wodą ostudzić bojowy zapał. Ktoś inny sięgnął po komórkę i wezwał policję. Niestety najbliższy komisariat był nieczynny i na patrol z miasta trzeba było czekać pół godziny. W tym czasie walczący opadli z sił, niektórych odciągnęły dziewczyny, tylko prowodyrzy dalej odgrażali się wzajemnie soczystymi wiązankami. Wreszcie przyjechał radiowóz i policjanci, widząc ich pokrwawione twarze, wezwali pogotowie, a sami przystąpili do ustalania okoliczności zajścia. Było to o tyle trudne, że nikt ze świadków nie był trzeźwy, a ci, co byli, twierdzili, że niczego nie widzieli. Lekarz u poszkodowanych nie stwierdził żadnych poważnych obrażeń, ale zabrał obu na obserwację. Policjanci zapowiedzieli, że świadkowie dostaną wezwania, poczekali, aż sytuacja się uspokoi i odjechali, złorzecząc, że przez tydzień czeka ich robota z przesłuchaniem świadków, którzy i tak niczego nie powiedzą. Ot takie swojskie klimaty.
Jot.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama