Reklama

To nie żaden sen… To Eurobud JKS Jarosław w gazie!

Powinny być trzy, są dwa punkty. Eurobud JKS Jarosław podtrzymał znakomitą passę zwycięstw po absolutnym horrorze, jaki stworzył w wyjazdowym spotkaniu w Markach z mistrzem Ukrainy Galyczanką Lwów. Dzięki temu team Michała Kubisztala nie tylko ugruntował swoją obecność w czołowej „szóstce”, ale ma wielkie szanse na 5. miejsce przed decydującą batalią o medale mistrzostw Polski!

Po znakomitym spotkaniu przed własną widownią w Ruchem Chorzów tu i ówdzie pojawiły się stwierdzenia „piękny sen wciąż trwa”. Niektórzy doprawiali je partykułą „niech”. To stwierdzenie w swojej istocie ma jednak podtekst związany z niespodzianką, jakimś ewenementem czy wręcz sensacją. O wielkim balu śnił Kopciuszek, a przecież zespół Eurobud JKS-u Jarosław żadnym „kopciuszkiem” nie jest! To nie jest żaden sen. To jest rzeczywistość. To jest rzeczywisty poziom tego zespołu. To poziom, na który już dawno powinny wskoczyć!

Licząc triumf w Skopje, który dał teamowi Michała Kubisztala awans do ćwierćfinału EHF European Cup, wygrana na parkiecie Mareckiego Centrum Edukacyjno-Rozrywkowego przy ul. Wspólnej 40 w podwarszawskich Markach była piątą z rzędu. To, o czym marzyło się jeszcze kilka tygodni temu, zostało wprawione w ruch. Powtarzalność i systematyczność.

Reklama

Gościnnie występujący w PGNiG Superlidze mistrz Ukrainy Galyczanka Lwów to zespół absolutnie nieobliczalny. Młody, zadziorny, sporo umiejący. Na tyle nieopanowany, że potrafi wygrać w Kobierzycach z KPR-em, stoczyć pasjonujący bój u siebie z mistrzem Polski, zdecydowanym hegemonem rozgrywek w tym sezonie, przegrany ledwie 20:22, ale potrafi także ulec bez walki beniaminkowi z Gniezna 29:34. Trudno więc było przewidzieć, co może czekać Eurobud JKS. Z całą pewnością tylko maksymalna koncentracja, konsekwencja w poczynaniach i twarde trzymanie się założeń taktycznych było antidotum na „szaleństwa” zespołu prowadzonego przez Witalija Andronowa.

I tak było. Jarosławianki były ekipą lepszą, dojrzalszą i skuteczniejszą. Znakomicie radziły sobie w defensywie, gdzie długo potrafiły skutecznie wyizolować najskuteczniejszą zawodniczkę PGNiG Superligi Darię Dmytryszyn. Z każdą minutą budowały pewność siebie. Długo nie bawiły się w tzw. badanie gruntu. W 10. min było 5:5 i od tego momentu rozpoczęła się hegemonia teamu Michała Kubisztala. Kapitalny okres między 11. a 20. min i seria 1:6 kompletnie wybiła z rytmu lwowianki. Do końca I połowy nie miały nic do powiedzenia. Pierwsze 30 minut efektownym trafieniem na 9:15 podsumowała Aleksandra Zimny.

Reklama

Druga odsłona to czasami wręcz abstrakcyjna wymiana ciosów. Oba zespoły wybrały się na imponujący rollercoaster z tak fikuśnymi zakrętami, że głowa bolała. Ale wciąż z pełną dominacją i kontrolą parkietowych wydarzeń przez Eurobud JKS. Serie trzech bramek zdobywanych z rzędu przez jedną bądź drugą drużynę imponowały, ale i zadziwiały. Tyle, że taki scenariusz był absolutnie na rękę jarosławiankom. Nic, kompletnie nic, w 51. min nie wskazywało, iż w tym pojedynku cokolwiek może się zmienić. Piąte trafienie A. Zimny dało Eurobud JKS-owi – wydawałoby się – bezpieczne prowadzenie – 17:23.

Z założenia, że nic nie może się już wydarzyć, wyszły najprawdopodobniej i przyjezdne. I za to należy się im bura. Mecz piłki ręcznej trwa nie 50 a 60 minut. W ostatnich 10 minutach zaczęły popełniać tak proste błędy, że z każdą minutą wiara w odwrócenie losów potyczki przez Galyczankę rosła. Rozrzucała się D. Dmytryszyn. Sekundowały jej koleżanki. Kilka szans na przełamanie kryzysu jarosławianki zaprzepaściły. Do końca spotkania nie rzuciły już ani jednej bramki, tracąc aż sześć! A to oznaczało remis po regulaminowym czasie gry i serię rzutów karnych.

Reklama

Prawdę powiedziawszy po takim 10-minutowym „waterloo” bardzo trudno jest stanąć na nogi. Ale jarosławianki dały radę. Podjęły rękawicę, rzuconą przez nie same. Rzuconą własnymi słabościami. I wygrały! W serii rzutów karnych kapitalnie spisywała się Weronika Kordowiecka. Dała się pokonać tylko raz, D. Dmytryszyn. Trzy kolejne „siódemki“ lwowianki zaprzepaściły. A że po stronie Eurobud JKS nie pomyliły się kolejno: Małgorzata Trawczyńska, Aleksandra Zimny i Moniky Bancilon team M. Kubisztala mógł dopisać sobie dwa punkty do ogólnego dorobku.

 

Reklama

 

Galyczanka Lwów – Eurobud JKS Jarosław 23:23 (9:15), karne: 1:3
Galyczanka: M. Poliak, Saltaniuk – Diaczenko 0, Holynska 1, Tkacz 1, Markewycz 2, Prokopiak 1, Martyniuk 2, Slobodian 0, Konovalova 0, Kozak 3, Meleketsejeva 1, Dmytryszyn 10, Mykoliuk 0, T. Poliak 1.
Eurobud JKS: Kucharczyk, Kordowiecka – Bancilon 1, Gadzina 4, Dorsz 1, Trawczyńska 3, Matuszczyk 1, Wołownyk 3, Gliwińska 2, Nestsiaruk 2, Mokrzka 0, Zimny 5, Smolich 1, Strózik 0, Kozimur 0.
Sędziowali: Adrian Dymitruk (Zabrze) i Wojciech Kasznia (Czechowice-Dziedzice). Kary: Galyczanka – 8 min; Eurobud JKS – 12 min. Czerwona kartka: Strózik (60. – faul). Widzów: 70.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama