Faworytem zaległego (2 marca br.) spotkania w Dąbrowie Górniczej byli gospodarze, którzy zaciekle walczą o jak najwyższe rozstawienie w fazie play-off. II-ligowe Przemyskie Niedźwiadki teoretycznie udziału w nim nie mogą być jeszcze pewne, ale musiałoby dojść do jakiegoś kataklizmu, aby się tam nie znalazły.
Ślązacy z zadania się wywiązali, ale musieli bardzo się napracować. Podopieczni Daniela Puchalskkiego, którzy po raz kolejny zagrali wąskim składem, po raz kolejny pokazali charakter. Pokazali, że praca jaką włożyli przez tych kilka miesięcy nie poszła na marne.
Kto wie, jaki scenariusz tej potyczki zostałby napisany, gdyby nie fatalne trzy minuty I kwarty. Do 7. min zespołem lepszym byli przemyślanie. Od trafienia zaczął Rafał Serwański, w 4. min, po punktach Bartosza Bala, było 4:7, a w owej 7. min, po trafieniu bardzo dobrze grającego Konrada Strzępka – 10:13. Od tego momentu rozpoczął się jednak dramatyczny przestój przemyślan, którego konsekwencją była seria 18:0 dla gospodarzy i zdecydowanie wygrana ćwiartka otwarcia, która zupełnie zdeprecjonowała faktyczny obraz całych 10 minut.
Po „trójce” Piotra Łucki na dzień dobry II kwarcie run miejscowych urósł do 21:0 i sytuacja gości była nie do pozazdroszczenia. Ale powstali! Jeszcze w tej samej kwarcie. Pokazali kawał charakteru i woli walki. Powstali, ale sporo to kosztowało. Sił i kolejnych przewinień na koncie. To później miało niebagatelne znaczenie. Na 83 s przed końcem I połowy przegrywali ledwie 36:31, by po mistrzowsku rozegrać końcówkę. Sześć punktów z rzędu, podsumowanych dwoma celnymi rzutami osobistymi K. Strzępka pozwoliło im prowadzić po 20 minutach 36:37!
III kwarta była wyrównana. Rozgrywana w nieco kunktatorski sposób, ale przemyślanie cały czas pozostawali w grze. Słabiej spisywali się liderzy rezerw ekstraligowego MKS-u, czyli Wiktor Rajewicz i Piotr Paduch. Z nadmiarem fauli borykał się Dawid Boryka. Gospodarze z mozołem, ale przejęli inicjatywę. W 27. min, po trafieniu nad wyraz dobrze grającego Macieja Koćmy, prowadzili najwyżej w tej ćwiartce – 54:47. Ale Niedźwiadki kąsały. Na 50 s przed finałem trzecich 10 minut zza linii 6,75 m trafił Michał Kindlik i przed finalną kwartą wszystko było otwarte – 56:55.
W niej charakterny team D. Puchalskiego walczył. Bił się o wygraną. I gdyby nie fakt, że dramatycznie zaczęło brakować sił, a za 5 przewinień na ławce musieli usiąść dwaj newralgiczni gracze, czyli Bartosz Bal i Wiktor Majka, różnie mogło być. Na 5 minut przed końcem zrobiło się 69:62, ale dwie minuty później wracający do optymalnej dyspozycji R. Serwański znowu spowodował alarm w szeregach miejscowych. Było 69:68. Gościom brakowało w decydujących fragmentach skuteczności. Co prawda w 39. min za 3 pkt na 75:73 trafił Jakub Kucharski, ale nieskuteczność zmuszała do przerywania akcji dąbrowian faulami. Ci nie mylili się z linii rzutów wolnych i ostatecznie wygrali ten bardzo ciężki dla nich pojedynek.
MKS II Dąbrowa Górnicza – Niedźwiadki Chemart Przemyśl 85:76 (28:13, 8:24, 20:18, 29:21)
Punkty: P. Paduch 23, W. Rajewicz 22 (1x3), M. Koćma 19 (2x3), P. Łucka 9 (1x3), D. Boryka 6, J. Motylewski 4, K. Zawadzki 2, K. Dziedzic 0 (MKS); K. Strzępek 23, B. Bal 18 (1x3), J. Kucharski 10 (2x3), M. Kindlik 10 (2x3), R. Serwański 9, W. Majka 4, G. Kowalik 2, K. Complak 0 (N).
Sędziowali: Rafał Myśliński, Mariusz Kurcz i Maria Tatar (wszyscy z Krakowa). Widzów: 100.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze