Reklama

Wybuchowy prezent

23/12/2022 09:24

W ubiegłą środę (14 grudnia) w Komendzie Głównej Policji nastąpił potężny wybuch, na skutek którego komendant z niegroźnymi obrażeniami trafił do szpitala. Lekko ranny został też cywilny pracownik komendy.

Ze względu na miejsce i niespokojne czasy była to sensacja na miarę światową.

Już kilka godzin później z niepotwierdzonych informacji wynikało, że w gabinecie komendanta głównego wybuchł prezent, który kilka dni wcześniej, podczas wizyty w Ukrainie, dostał on od jednego z szefów ukraińskich służb. Sensacja do kwadratu i pożywka dla plotek oraz spiskowych teorii.

Dopiero na drugi dzień, po południu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało oświadczenie w sprawie tajemniczej eksplozji w Komendzie Głównej Policji.

„O godzinie 7.50 w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem Komendanta Głównego Policji doszło do eksplozji. Eksplodował jeden z prezentów, które komendant otrzymał podczas swojej roboczej wizyty na Ukrainie”.

Reklama


Po takim komunikacie zostało tylko czekać, aż eksplodują następne prezenty. Tymczasem na newsa rzucili się dziennikarze i z różnych serwisów dowiadywaliśmy się coraz więcej. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że był to ręczny przeciwpancerny granatnik, który ktoś odpalił. Prawdopodobnie zrobił to sam komendant, demonstrując prezent innym funkcjonariuszom.

Pocisk przeznaczony do przebijania kilkucentymetrowego pancerza czołgu trafił w podłogę, przebił ją i zawalił strop w jakimś bardzo tajnym pomieszczeniu ochrony komendy na parterze. Uszkodzone zostały też pomieszczenia powyżej, aż do drugiego piętra, gdzie jest gabinet komendanta. Musiało być niezłe buum.

W tym czasie na Kremlu z radości, że Ukraińcy tak załatwili sojusznika, strzelały korki szampana.

W serwisach pojawiały się kolejne newsy. Na przykład to, że po przewiezieniu komendanta do szpitala lecznica została zamknięta. Podobno szef policji wziął RPG do ręki i skierował w stronę drzwi pomieszczenia socjalnego w swoim gabinecie i wszystko wskazuje na to, że przez przypadek odpalił broń, nie spodziewając się, że jest naładowana...

W oficjalnym komunikacie Prokuratura Regionalna w Warszawie informuje, że

„Postępowanie prowadzone jest w kierunku czynu polegającego na nieumyślnym spowodowaniu gwałtownego wyzwolenia energii, które zagrażało życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach”.

Reklama

Na tej podstawie można podejrzewać, że to komendant wyzwolił energię. Tu pojawiają się pytania i wątpliwości. Czy mógł wnieść na teren komendy taką groźną broń? Nie wiedział, że jest naładowana, ale to nie pistolet, tylko metrowa rura z bojową głowicą.

Żeby z tego wystrzelić, trzeba nacisnąć język spustowy, a instrukcja posługiwania się z bronią mówi, że palec wskazujący powinien być na osłonie spustu, który pociągamy dopiero w momencie podjęcia decyzji o oddaniu strzału. Czyżby komendant o tym zapomniał?

Zostawmy jednak komendanta, ma wystarczająco dużo kłopotów. Dziwi mnie jednak polityka informacyjna ministerstwa. Nie dość, że spóźniona, jak w przypadku rakiety koło granicy, to jeszcze bardzo niefortunne nazwanie RPG prezentem, który okazał się wybuchowym, było mistrzostwem świata. Nie wiadomo – śmiać się czy płakać?

A może by powierzyć sprawę Maciarewiczowi, który – jak wiadomo – jest znanym specjalistą od zamachów.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości