– Wyskoczyła spomiędzy zabudowań jak pocisk. Nie zdążyłem nawet nacisnąć na pedał hamulca – opowiada pan Andrzej, którego samochód uległ uszkodzeniu po zderzeniu z sarną. Ten problem jest coraz poważniejszy, dlatego tematem zainteresowaliśmy posłów z naszego regionu.
Do zdarzenia doszło w Wojtkówce (powiat bieszczadzki), niedaleko skrętu do Olszanicy. Andrzej Dziura jechał drogą wojewódzką nr 890 w kierunku Kuźminy. Była godzina 22.30. Teren zabudowany.
– Jechałem 50 kilometrów na godzinę. Miałem jakieś przeczucie, żeby uważać – mówi A. Dziura. Nagle na drodze pojawiła się sarna. – Wyskoczyła spomiędzy zabudowań jak pocisk. Nie zdążyłem nawet nacisnąć na pedał hamulca – relacjonuje. – Nie spodziewałbym się, że może się to zdarzyć w terenie zabudowanym – dodaje.
Mężczyzna zapewnia, że w tym miejscu nie było znaku ostrzegającego[paywall] przed dzikimi zwierzętami. – Kilka kilometrów wcześniej jest znak odwołujący ostrzeżenie. Potem nie było już żadnego znaku – mówi.
Kierowcy nic się nie stało, zwierzę pobiegło dalej. W aucie został uszkodzony zderzak, nadkole, błotnik i reflektor. Naprawa została wyceniona na kwotę od 3,5 do 5 tys. zł.
Na miejsce zostali wezwani policjanci z Ustrzyk Dolnych. Pan Andrzej czeka na notatkę służbową od nich. Będzie próbował uzyskać odszkodowanie od zarządcy drogi.
Poprosiliśmy Podkarpacki Zarząd Dróg Wojewódzkich w Rzeszowie o ustosunkowanie się do sprawy. Ewa Sudoł-Sikora, specjalista ds. informacji publicznej w tej instytucji poinformowała nas, że do konkretnego przypadku się nie może odnieść, dopóki postępowanie nie zostanie zakończone. – Na podstawie Kodeksu Cywilnego zarząd drogi ponosi odpowiedzialność cywilną za uzasadnione szkody użytkowników dróg wojewódzkich. Jest zatem zobowiązany do wypłaty odszkodowania, ale tylko po udowodnieniu odpowiedzialności zarządu drogi za powstałą szkodę – zaznaczyła.
Stosowny druk oraz informacje na temat procedury odszkodowawczej znajdują się na stronie pzdw.pl w zakładce „Dokumenty”.
Pan Andrzej ma szanse na uzyskanie odszkodowania, jeśli udowodni, że droga nie była we właściwy sposób oznakowana. Procedura zapewne potrwa. Nie sposób jednak nie zauważyć, że problem jest coraz bardziej poważny, a wypadki z udziałem dzikich zwierząt zdarzają się coraz częściej. Policja natomiast apeluje „o wzmożoną czujność i rozwagę, zwłaszcza w rejonach dróg biegnących przez odcinki leśne”.
„Kierowca musi być zawsze przygotowany na ewentualne wtargnięcie dzikiego zwierzęcia, szczególnie nocą, kiedy wabione blaskiem świateł zwierzęta wychodzą z przydrożnych lasów czy rowów. Kierujący powinien przede wszystkim zachować odpowiednią prędkość” – wskazują policjanci. Jaka ma być ta właściwa prędkość? Tego już nie precyzują. Oczywiście im mniejsza prędkość, tym krótsza droga hamowania, ale nie stanowi to żadnej gwarancji uniknięcia wypadku. Nawet, gdy stoimy na poboczu, zwierzę może wskoczyć nam na auto.
Problem wymaga więc rozwiązania prawnego. Dzika zwierzyna jest własnością Skarbu Państwa. Może warto więc, aby państwo brało za nie odpowiedzialność tak jak w przypadku strat w uprawach rolnych?
Niedługo prawdopodobnie nie znajdziemy odcinka drogi, na którym znaków ostrzegających przed zwierzętami nie będzie. Znajdują się one nawet na płatnych autostradach. Niebezpieczeństwo na takiej drodze jest ogromne.
Sprawą postanowiliśmy zainteresować posłów z naszego regionu: Annę Schmidt-Rodziewicz i Andrzeja Matusiewicza (PiS), Marka Rząsę (PO), Wojciecha Bakuna (Kukiz’15) i Mieczysława Kasprzaka (PSL).
– Dobrym rozwiązaniem i, mam wrażenie, najbardziej skutecznym byłoby stawianie ogrodzeń na trasie, która sąsiaduje z terenami, na których żyją zwierzęta. Taka zapora z pewnością mogłaby skuteczniej chronić przed wypadkami, bo najistotniejsze powinno być jednak zapobieganie wypadkom, a nie reakcja po fakcie, czyli wypłata odszkodowania za wypadek, w którym często kierowcy doznają uszczerbku na zdrowiu. To też zagrożenie dla ich życia i tego żadne odszkodowanie nie zrekompensuje. Z pewnością to kosztowna inwestycja dla budżetu państwa i powinna być realizowana etapami, ale warto o nią zabiegać – stwierdziła posłanka PiS.
– Problem rzeczywiście jest poważny. Prawo w tej materii jest mgliste, a kierowcy praktycznie w ogóle nie są chronieni. Nie do pomyślenia jest takie zagrożenie na autostradzie, gdzie jeździ się 140 km na godzinę. Będę się starał drążyć ten temat i pytać, jakie rozwiązania są możliwe. Myślę, że skuteczne byłyby siatki ustawione wzdłuż drogi, ale na pewno budziłyby one sprzeciw organizacji ekologicznych. Zwrócę się w tej sprawie z interpelacją do ministra infrastruktury – powiedział nam M. Rząsa, który jak przyznał, sam stał się ofiarą takiego wypadku.
Z kolei A. Matusiewicz uważa, że problem wymaga nie tyle zmian w przepisach ruchu drogowego, co w przepisach o obowiązkowych ubezpieczeniach komunikacyjnych. – Należy wprowadzić takie zapisy ustawowe, które nakładałaby na zakłady ubezpieczeń obowiązek wypłacania odszkodowań przy zawieraniu umów komunikacyjnych z tytułu odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów – stwierdził.
Pozostali posłowie nie odnieśli się do sprawy.
fot.KPP Lubaczów
Z 1 na 2 bm. policjanci z Lubaczowa pracowali na miejscu zdarzenia drogowego, którego przyczyną było wtargnięcie sarny na drogę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.50km/h i rozbił tak auto? nie sądzę. Z reszta przy każdym wypadku każdy jedzie przecież prawidłowo
Spokojnie, jutro pojawi się tam znak :) Standard
50 km/h to zdjęcie tego passata na górze. Drugie zdjęcie - według podpisu - dotyczy innego wypadku
50km/h i rozbił tak auto? nie sądzę. Z reszta przy każdym wypadku każdy jedzie przecież prawidłowo
Spokojnie, jutro pojawi się tam znak :) Standard
50 km/h to zdjęcie tego passata na górze. Drugie zdjęcie - według podpisu - dotyczy innego wypadku