26 grudnia zmarła Ewa Lis (1951 – 2014) Żyją wśród nas ludzie niezastąpieni, osoby, których odejście przejmuje bólem wielu, a pamięć po nich trwa, podtrzymywana przez tych, którzy pozostali w poczuciu braku. Taką osobaą była Ewa Lis – bibliotekarka i artystka, której barwna i intensywna działalność zmieniała Przemyśl.
Przemyślanie licznie żegnali Ewę na pięknym przemyskim cmentarzu głównym w grudniowy dzień. Z Krakowa przybył chór Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Jagiellońskiego Słowianki, aby zaśpiewać jej pożegnalną pieśń. Była z nimi związana od czasu studiów na polonistyce, od 1968 roku – jako solistka śpiewająca altem. Występowali na wielu scenach, w wielu krajach. Od kilku lat Ewa Lis brała udział w działalności jednej z sekcji zespołu, nazwanej żartobliwie Prasłowianki. Nawet walcząc z ciężką chorobą, nie zaprzestała występów. Podczas ostatniego, miesiąc przed śmiercią, zaśpiewała cztery solówki. Heroizm tej postawy zachwyca i napawa szacunkiem.
Jednym z ważniejszych dzieł jej życia, realizowanym przez wiele lat, był Turniej Wierszy Jednego Poety, doroczny konkurs recytatorski, który pewnie zmieniał życie biorących w nim udział młodych ludzi, dając im możliwość współpracy przez jeden dzień z najwybitniejszymi polskimi poetami. Ewa nie była autorką koncepcji imprezy, ale nadała jej niepowtarzalny klimat i ogólnopolską rangę, wyszukując z wielkim talentem i znajomością literatury bohaterów wydarzenia. Przyjeżdżali poeci – od Ewy Lipskiej po Krzysztofa Karaska czy Bohdana Zadurę – wielu najsławniejszych. Niejeden z nich związał się na stałe z Przemyślem. Była też Ewa Lis gospodynią prowadzącą horyniecką Biesiadę Teatralną. Horyniec to wielkie dzieło i Ewa ma w jego kształcie i charakterze swój udział. Scena horyniecka prowadzi nas na inną scenę – w Przemyślu, w klubie Akwarium.
Działalność grupy artystów, przede wszystkim muzyków, ale nie tylko, związanych z tą sceną była i jest istotna dla przemyskiej kultury, choć odbywa się poza jej oficjalnymi instytucjami. Ewa należy do najważniejszych autorów tego zjawiska artystycznego. W Akwarium gra się świetną muzykę, śpiewa, pisze się szalone utwory literackie, fotografuje, tańczy, a ostatnio obserwujemy nawet działania teatralne. Wszystko się zaczęło w Niedźwiadku, który wówczas był wybitnym klubem jazzowym, istotnym na polskiej mapie miejsc dla jazzu ważnych. A zaczęło się od benefisu Ewy Lis i potoczyło się i trwa do dziś. Gdyby szukać analogii – byłaby to chyba tylko Piwnica Pod Baranami, choć akwarianie takich porównań nie dokonują – robią swoje. To Ewa dbała, by projekt trwał i się rozwijał, prowadziła większość imprez, przejmowała się. Wywarła na tym dziele swoje piętno.
Dodać należy znakomity dorobek świetnej korektorki wydawnictw – przypomnijmy choćby album 25 razy Słonne, do którego zrobiła bardzo wnikliwą korektę. Dodać należy spotkania z pensjonariuszami DPS Brata Alberta organizowane w bibliotece.
Śpiewaczka, animatorka, organizatorka, gospodyni imprez, jurorka – sama przedstawiała się jako bibliotekarka publiczna. Pracę w bibliotece traktowała jako misję i spełniała ją nowocześnie i barwnie. Zaiste są ludzie niezastąpieni i Ewa Lis należy do tej pięknej grupy.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze