W ciepłą czerwcową noc Marcin Wolf zakradł się pod stodołę, tam przystanął i chwilę nasłuchiwał. Następnie otworzył nieco wrota i wszedł cicho do środka. Stanął w bezruchu. Po chwili wyciągnął powoli i bezszelestnie ze sterty słomy naładowany karabin. Zrobił kilka kroków, lufę przyłożył własnej żonie do lewej piersi i strzelił. Anna nawet nie jęknęła, bo kula trafiła w samo serce. Żonobójca czmychnął do domu i położył się spać.
Ze ślubem z Anną ociągał się Marcin… i ociągał, aż wreszcie[paywall] – za namową swata Jana – 3 czerwca 1934 roku poszedł z nią do ołtarza. Po ceremonii kościelnej ruszył pochód do domu panny młodej. Tam wręczono młodemu tradycyjnie cep, a młodej wrzeciona, by po ślubie byli gotowi wykonywać prace w gospodarstwie w Bolestraszycach. Potem odbyło się weselisko. Noc poślubną – co się zwyczajowo wtedy zdarzało w lecie – spędził z Anną w stodole. Nie doszło tam do zbliżenia, ponieważ Marcin kilkanaście dni wcześniej nabawił się choroby wenerycznej z Serafiną Mykiełytą, a tym samym nie chciał małżonki zarazić. Na razie więc małżeństwo nie zostało skonsumowane, bo postanowił się wyleczyć.
9 czerwca Marcin Wolf szedł piechotą do Przemyśla, by skorzystać z usług lekarza wenerologa Samuela Turheima, który miał swój gabinet przy ul. Kazimierzowskiej 1. Po drodze spotkał przypadkowo brata Serafiny – Petra Mykiełytę, który powiedział mu, że cała wieś się śmieje z niego, bo wziął sobie za żonę – mimo młodego wieku – paskudną poczwarę. Ten, dotknięty tymi niespodziewanymi uwagami, zwierzył się mu, że ma zamiar od niej uciec. Wtedy obaj ułożyli plan pozbycia się Anny. Miało to nastąpić rankiem, kiedy w polu będzie sama, co często porą letnią czyniła.
By ją zabić, już nocą, 15 czerwca, Mykiełata i jego kompan Jaćko Muzyka z ukrytą strzelbą mieli przyjechać na koniach do Bolestraszyc i zaczaić się w krzakach, czekając na dogodny moment. Do zbrodni jednak nie doszło, bo obaj przestraszyli się konsekwencji. W tej sytuacji karabin mieli wręczyć Wolfowi, by sam zastrzelił swoją żonę. Zanim to miało nastąpić, Marcin 20 czerwca zdążył jeszcze nawiązać z nią pierwszą czułość w łóżku. Wtedy też przekonał się, że nie była cnotliwą dziewczyną. Z tego powodu czynił jej wymówki, na co otrzymał odpowiedź: „Ty durniu, jak się nie rozumiesz na tym, to idź i zabieraj się dalej do dziewki, która cię nabawiła” (Wiek Nowy 1934, nr 9974).
W ciepłą czerwcową noc Marcin Wolf zakradł się pod stodołę, tam przystanął i chwilę nasłuchiwał. Następnie otworzył nieco wrota i wszedł cicho do środka. Stanął w bezruchu. Po chwili wyciągnął powoli i bezszelestnie ze sterty słomy naładowany karabin. Zrobił kilka kroków, lufę przyłożył własnej żonie do lewej piersi i strzelił. Anna nawet nie jęknęła, bo kula trafiła w samo serce. Żonobójca czmychnął do domu i położył się spać.
W nocy z 26 na 27 czerwca 1934 roku, trzy tygodnie po weselu, Bolestraszyce i Wyszatyce poruszone zostały okropną wieścią, że Marcin Wolf zastrzelił własną żonę w czasie snu w stodole. Został natychmiast aresztowany. Zeznał, że choć Anny nie kochał, mimo to ożenił się z nią, bo była jedynaczką, która dostała w posagu 20 morgów pola. Jednak za namową i pomocą kolegów postanowił ją zabić, bo wieś wyśmiewała go, że pojął za połowicę brzydotę. W wyniku śledztwa przemyska prokuratora oskarżyła go o zabójstwo własnej żony, jego kolegów zaś o współudział w dokonaniu tego czynu.
Pierwsza rozprawa odbyła się w październiku, lecz została odroczona na skutek przyjęcia przez sąd wniosku obrony o poddanie oskarżonego badaniom psychiatrycznym. Okazało się, że zabójca był zdrowy na umyśle. 28 grudnia wszczęto proces na nowo. Obwiniony powtórzył przed sądem to wszystko, co wcześniej zeznał na policji. Podkreślił przy tym, że to Peter Mykiełyta „zbuntował go do reszty i przy pomocy Jaćka Muzyki obiecał uwolnić go od żony”. Jednak nie doszło do tego. W tym celu dali mu karabin i dwa naboje. Wtedy postanowił żonę zastrzelić. Mykiełyta i Muzyka zaprzeczyli zeznaniom Wolfa, wypierając się współudziału w zbrodni. Obaj wyparli się również, jakoby pożyczyli oskarżonemu karabin.
Sędziowie przysięgli udali się na naradę. Potem wrócili na salę rozpraw, by ogłosić, że Marcin Wolf z premedytacją zamordował swoją żonę. Na podstawie tego werdyktu wymierzono mu – według lwowskiego Wieku Nowego – 10 lat ciężkiego więzienia, zaś jego dwóch kolesiów uniewinniono.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze