Podopieczni Daniela Puchalskiego pewnie skasowali w Rybniku komplet punktów. Nie był to jednak ani dobry, ani zły występ Przemyskich Niedźwiadków. Na ten etap II-ligowych zmagań – w sam raz. Jedno jest pewne: skoro zespół jest w stanie wygrać na wyjeździe różnicą 20 punktów, można sobie tylko wyobrazić jak spore rezerwy drzemią w tej ekipie.
To był zaległy mecz 2. kolejki, który według terminarza powinien zostać rozegrany 1 października br. Ale nie został, bo liga jeszcze nie nabrała nawet przedwstępnego rozpędu, już kilka meczów zostało przełożonych.
Niedźwiadki wyjechały na Śląsk bez kontuzjowanego Macieja Puchalskiego i z nie do końca przejrzystym skautingiem, bo rybniczanie bardzo dobrze prezentowali się w okresie przygotowawczym, a na dzień dobry z mistrzowskim zmaganiami pokonali zespół z Tychów.
W I połowie mieli przewagę, byli lepszym, bardziej poukładanym zespołem. Zaczęło się od „trójki” Kacpra Majki, a po 2 minutach wygrywali 1:7. Po kolejnych czterech był jednak remis 11:11, bo chwiejna dyspozycja, przeplatanka dobrych i złych decyzji, utrzymywała przy życiu młody, ambitny zespół z Rybnika. W 8. min było 16:20, ale końcówka ćwiartki otwarcia należała już do gości. Zaraz na początku II kwarty na 10 punktów przewagi wyprowadził Niedźwiadki Rafał Kulikowski. Przemyślanie nie poszli jednak za ciosem, a wrzucili wsteczny bieg. Efekt: seria 9:0 dla MKKS i niemal zupełna niwelacja strat w 13. min. Artur Anduła trafił na 25:26. I to było wszystko, co mieli do zaoferowania w tym fragmencie gospodarze. Kolejne trzy minuty Niedźwiadki wygrały 2:13 i po serii 6 pkt z rzędu Rafała Serwańskiego w 16. min wygrywali 27:39. Z 12-punktową przewagą zeszli do szatni.
Takie 10 minut jak III kwarta w Rybniku będą Niedźwiadkom jeszcze się zdarzać. To nieodzowny element rzeźbienia do bólu taktycznych niuansów, tak w defensywie, jak i ofensywie. Owe 10 minut było w ich wykonaniu bardzo złe. Nieco bez składu i ładu, na siłę, bez odpowiedniej zmiany tempa gry i dzielenia się piłką. W efekcie w 26. min wyglądało to bardzo niebezpiecznie. MKKS zbliżył się na jedno celne wyprostowanie ręki zza linii 6,75 m. Było 52:55. Na szczęście w końcówce udało się zatrzymać tę bessę i w finalnych 10 minutach wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. To cenne, że zespół potrafił wrócić na swoje normalne tory. Że szybka analiza pozwoliła narzucić rywalowi swój styl gry. Pierwsze 4 minuty IV ćwiartki to run 1:11 i opanowanie sytuacji w 34. min – 55:71. To był decydujący moment tego spotkania. Potem przemyślanie kontrolowali jego przebieg i pewnie sięgnęli po drugie zwycięstwo w drugim mistrzowskim pojedynku.
Zwycięstwo różnicą 20 punktów przy: ledwie 38-procentowej skuteczności rzutów z gry, 20-procentowej za 3 pkt, 70-procentowej z linii rzutów wolnych i 15 stratach. Ależ jest potencjał do uwolnienia…
MKKS Rybnik – Niedźwiadki Chemart Przemyśl 60:80 (16:24, 18:22, 20:14, 6:20)
Punkty: M. Krakowczyk 12 (2x3), I. Lewandowski 10 (2x3), D. Kawczyński 9 (1x3), K. Wydra 9, A. Anduła 8, J. Czorny 6, M. Kosiorowski 6 (2x3), S. Kołowrot 0, S. Kukuczka 0, K. Rakszawa 0, A. Ścieszka 0, T. Tomanek 0 (MKKS); B. Bal 19 (1x3), Ł. Uberna 16 (2x3), R. Serwański 12, K. Majka 10 (2x3), R. Kulikowski 9, R. Skubiński 8, J. Kucharski 4, K. Strzępek 2, B. Chalicki 0, M. Kindlik 0, W. Majka 0, F. Olejarz 0 (N).
Sędziowali: Wojciech Majcherowicz (Kraków), Paweł Zapłotny (Kraków), Sabrina Szulik (Katowice). Widzów: 200.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze