Reklama

Życie w schronisku [ZDJĘCIA]

12/06/2016 11:03

– Chce pan spróbować placka ziemniaczanego? – pyta pan Jan, gdy wchodzimy do kuchni schroniska dla bezdomnych, prowadzonego przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Jego prezes Henryk Hass nie ukrywa, że w schronisku są tacy mieszkańcy, których ciężko byłoby siłą do pracy zagonić. Ale są i tacy, którym robota pali się w rękach.

– Ci pierwsi wiedzą tylko, że mają się wyspać, zjeść i zapalić. Drudzy bez roboty nie wytrzymają, sami wymyślają sobie zajęcie – opowiada. Kilku mieszkańców pracuje na rzecz schroniska, kilku jest zatrudnionych „na zewnątrz”. Dwóch bierze udział w projekcie Caritasu, paru innych samemu znalazło sobie pracę.

Marian opiekuje się biblioteką. Lubi zbierać sztuczne kwiaty[paywall] i różne pamiątki oraz jeździć na pielgrzymki. – W zeszłym roku był w Rzymie. Sam uzbierał sobie pieniądze – mówi H. Hass.

Biblioteczne półki, oprócz książek, wypełniają puchary zdobyte przez mieszkańców w różnych zawodach sportowych. Dominuje tenis stołowy, wśród najwyższych lokat jest II miejsce w III Ogólnopolskich Mistrzostwach Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Jest też III miejsce w mistrzostwach Polski w piłkę nożną.

Reklama

Pracą z drewnem pasjonuje się Andrzej. Sprawnie operuje piłą, zajmuje się też rzeźbiarstwem. Jakiś czas temu założył również gołębnik. – Mam sześć par – mówi.

 

Kucharze wstają o 4 rano

W kuchni dowodzą panowie Jan i Robert. – Chce pan spróbować placka ziemniaczanego? – pyta pierwszy z nich. Do placków będzie sos, a na pierwsze zupa pomidorowa z makaronem. Swoją pracę rozpoczynają o 4 rano. – Nie byłoby to konieczne, ale decyduje przyzwyczajenie. A po drugie, mam już 70 lat i lepiej funkcjonuję rano – przyznaje pan Jan. Najwięcej pracy mają do południa, kiedy trzeba przygotować śniadanie i obiad. Potem jest trochę czasu na odpoczynek.

Reklama

Na śniadanie z reguły jest zupa mleczna, pieczywo, wędlina, konserwy. Obiad jest dwudaniowy, a na kolację zupa, której gotuje się więcej. W niedzielę jest bardziej świątecznie i wtedy na kolację jest coś innego: parówki, bigos albo fasolka.

Największe wyzwanie to przygotowanie świąt. – Kroimy około 15 kilogramów różnych rodzajów wędlin. Ludzie nam przynoszą ciasta. Pierogi kupujemy, sami robimy gołąbki, przygotowujemy rybę – wspomina pan Jan. – Wigilia jest najbardziej pracochłonna. Jesteśmy wtedy na szczególnym cenzurowanym, bo odwiedza nas metropolita. Mamy ambicję, żeby kolacja wypadła jak najlepiej – podkreśla.

Reklama

 

Mieszkania chronione

Przed kilkoma laty towarzystwo za przysłowiową złotówkę otrzymało od miasta niszczejący budynek, zlokalizowany kilka ulic od schroniska. Po gruntownym remoncie stworzono w nim mieszkania chronione. Zamieszkało w nich trzech podopiecznych schroniska. Sami opłacają media, w schronisku korzystają ze stołówki, pokrywając koszty surowców. Dom zyskał imię św. Rafała Kalinowskiego. – Gdy weszliśmy do budynku, na półce stała w ogóle nietknięta fotografia Rafała Kalinowskiego. Stąd wybraliśmy takiego patrona – mówi Henryk Hass.




Przemyskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta powstało 9 maja 1989 r. Prowadzi schronisko dla bezdomnych mężczyzn, przez które rocznie przewija się średnio od 160 do 200 mężczyzn. Schronisko zatrudnia 5 osób. Wspólnie z siostrami felicjankami towarzystwo prowadzi także kuchnię dla potrzebujących.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama