To może zabrzmieć nieco paradoksalnie, ale SPR Orzeł Przeworsk nie rozegrał dobrego meczu z SPR Górnikiem Zabrze. Ale wygrał różnicą aż 9 bramek, co tylko pokazuje, jaki potencjał drzemie w ekipie Tomasza Mochockiego.
W grze gospodarzy sporo było bałaganiarstwa i chaotyczności. Nie potrafili utrzymać jednego tempa gry. Inauguracyjne trafienie było dziełem Marcina Wajdy. Po 10 minutach gry wynik brzmiał 7:3, kiedy nie pomylił się Kacper Bednarz i wydawało się, że bramkowy odjazd, który dałby pełną kontrolę nad spotkaniem, będzie kwestią czasu. Nic z tych rzeczy. Młodzi zabrzanie wykorzystywali każdy przestój, każde niedopieszczenie akcji przez „Armię Leliwa”. A takich momentów w I połowie było sporo. Do tego stopnia, że w 23. min zniwelowali straty niemal do zera. Było 10:9 po bramce Jahora Pinczuka, który podsumował wyrównane pierwsze pół godziny gry.
II połowę otworzył Dawid Nowak i znowu było na „żyletki” – 14:13. Przeworszczanie swojego normalnego rytmu nie mogli złapać jeszcze przez kolejne 10 minut. W 41. min wynik brzmiał ledwie 19:17. Żarty powoli się kończyły, bo jakakolwiek strata w tym starciu oznaczałaby dla SPR Orła pożegnanie z marzeniami o udziale w barażach o Ligę Centralną.
I żarty się skończyły. Do końca spotkania zanotowali dwa znakomite fragmenty, które rozstrzygnęły pojedynek. Pierwszy, wygrany 5:0, między 44. a 47. min, drugi, wygrany 6:1, między 52. a 56. min. ich owocem było odskoczenie od Ślązaków na 10 trafień we wspomnianej 56. min – 32:22. Zniszczyli jakiekolwiek nadzieje przyjezdnych twardą grą w defensywie i szybkimi kontrami, w których brylował Konrad Łuczyński i Kacper Kielar.
15. wygrana stała się faktem. I to cieszy najbardziej. O stylu za moment nikt pamiętać nie będzie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze