Choć na początku niewiele, by nie rzec – nic – nie wskazywało, aby piłkarze ręczni ORLEN Upstream SRS Przemyśl w dziewiczym sezonie Ligi Centralnej 2021 – 2022 odegrali w niej poważniejszą rolę, było zgoła inaczej. Podopieczni Przemysława Korobczaka po słabej inauguracji, rozkręcali się z kolejki na kolejkę, do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie było na nich mocnych. Na przekór problemom finansowym i kadrowym. Jako jedyni pokonali na wyjeździe absolutnego suwerena zmagań – Ostrovię Ostrów Wielkopolski. Przez moment mieli szansę na zdobycie wicemistrzostwa zaplecza PGNiG Superligi. Finalnie zajęli 5. miejsce. Lokatę, o której we wrześniu 2021 r. wielu mogło tylko pomarzyć…
Rozmowa z członkami zarządu Stowarzyszenia Rozwoju Sportu Przemyśl: Robertem Skawińskim (prezes), Pawłem Bolechowskim i Krzysztofem Błażkowskim.
Czego się spodziewaliście po Lidze Centralnej? Grający trener Michał Kubisztal niczego dobrego, bo zrezygnował z prowadzenia zespołu. Jakie były prawdziwe powody tego, że nie przedłużył kontraktu?
Robert Skawiński: – To nie tak, że Michał zrezygnował z prowadzenia zespołu. Decyzja o nieprzedłużeniu współpracy podjęta została przez zarząd, a jej podstawą była sytuacja finansowa. Po wstępnych analizach dotyczących kosztów, jakie poniesiemy grając w Lidze Centralnej, wiedzieliśmy, że bez pozyskania nowych sponsorów nie będziemy w stanie zbilansować wydatków. W lipcu, gdy skład zespołu i sztabu szkoleniowego powinien być już klepnięty, my byliśmy w lesie[paywall]. Prowadziliśmy rozmowy z potencjalnymi, nowymi partnerami, ale nie było jeszcze żadnych konkretów. Nie mogliśmy po prostu podjąć zobowiązań w stosunku do Michała Kubisztala, nie znając źródeł ich pokrycia, stąd też taka a nie inna decyzja. Co do Ligi Centralnej – wiedzieliśmy na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze, że skończyły się czasy, gdy byliśmy faworytem w walce o najwyższe miejsca, po drugie, że musimy skonstruować budżet, jakiego do tej pory nigdy nie mieliśmy. Byliśmy pewni, że Liga będzie niesamowicie wyrównana, a każdy będzie mógł wygrać z każdym. I tak było.
Przed każdym kolejnym sezonem, od kilku lat, macie problemy z dopięciem budżetu. Z czego to wynika? Ile kosztował sezon w Lidze Centralnej?
RS: – Na dokładne wyliczenie będziemy musieli jeszcze poczekać. Uśrednione miesięczne koszty funkcjonowania klubu w ostatnim sezonie, obejmujące oczywiście też wynagrodzenia członków zespołu to około 75 tysięcy złotych. To naprawdę poważne kwoty. Skąd biorą się problemy ze zbilansowanie budżetu? Na pewno nie pomaga nam fakt, że część umów sponsorskich zawierana jest na rok kalendarzowy. Sezon trwa od sierpnia do czerwca następnego roku i zawsze w styczniu rodzą się pytania: czy współpraca będzie kontynuowana, na jakich zasadach? Podstawowym jednak problemem są stale i dynamicznie rosnące koszty, na które, niestety, nie przekłada się taki sam wzrost przychodów. Cały czas szukamy nowych źródeł finansowania i do tej pory udawało się spinać budżet, ale z wielkim niepokojem patrzymy w przyszłość, ponieważ wychodzi na to, że przyszły sezon może nas kosztować nawet jedną czwartą więcej niż zakończony. Liga Centralna w nowym sezonie ma składać się z zespołów działających w formie spółek prawa handlowego. Czy tak faktycznie będzie, zobaczymy. 28 lutego utworzona została spółka Handball Przemyśl spółka z o.o. która docelowo ma prowadzić zespół seniorów. Wszystkie udziały w spółce posiada stowarzyszenie, a jej prezesem został Krzysztof Błażkowski. Spółka nie będzie działa w celu osiągania zysku, a jej cały dochód przeznaczany będzie na realizację celów statutowych. To sprawi, iż będziemy mogli wnioskować o finansowanie ze środków publicznych.
Skąd wziął się taki ogrom kontuzji? Zespół był wiekowy, to fakt, ale ilość urazów była przerażająca. Tak nie bardzo da się grać w tak poważnej klasie rozgrywkowej.
Krzysztof Błażkowski: – Wiemy doskonale o tym, że ciężko grać o górną część tabeli, nie łatając nowymi zawodnikami braków, które wystąpiły przez kontuzje. Tyle, że tak krawiec kraje, jak materiału staje. Robimy wszystko co w naszej mocy, aby być liczącą się siłą w polskim szczypiorniaku, ale nie jest to łatwe. Urazy, które przytrafiały się zawodnikom są częścią tej pięknej dyscypliny i ciężko cokolwiek tu zmienić. Nie jest to pierwszy i zapewne ostatni sezon, w którym musimy się mierzyć z plagą kontuzji i kilkoma osobami na ławce do zmiany.
Śniła się Wam taka hossa, z jaką mieliśmy do czynienia od meczu z Padwą Zamość u siebie? Zespół był w strzępach kadrowych, a długimi tygodniami nie było na niego mocnych.
RS: – Po pięciu kolejkach mieliśmy na koncie pięć punktów. Widoczny był brak zgrania zespołu. Przemek Korobczak i Krzysiek Błażkowski którzy zęby zjedli na piłce ręcznej, uspokajali, że to kwestia czasu i wszystko zaskoczy. Faktycznie, tak się stało. Zdecydowany triumf nad zespołem z Zamościa zapoczątkował wspaniałą serię. Nie była ona absolutnie dziełem przypadku, a efektem dotarcia się drużyny i gdyby nie przegrane praktycznie na własne życzenie mecze z Sosnowcem i Legnicą, w których do przerwy prowadziliśmy, hossa trwałaby znacznie dłużej. Prawdziwy koncert daliśmy w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie po wielogodzinnej podróży, bez kontuzjowanego Dutki oraz naszych juniorów przebywających na rozgrywanych w tym samym terminie mistrzostwach Polski, ograliśmy, jako jedyni, hegemona minionych rozgrywek na ich terenie. To były naprawdę niesamowite chwile, które pamiętać będziemy bardzo długo. Wyczuwalny był tak zwany team spirit, który wyzwalał w naszych chłopakach dodatkową energię i chęć walki.
W jaki sposób w utrzymaniu zespołu, który spośród wszystkich z Przemyśla, występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, partycypowało miasto? Nie raz, nie dwa pojawiały się sygnały, że komunikacja jest bardzo ograniczona, a często jej po prostu nie ma.
Paweł Bolechowski: – Przez lata komunikacja była bardzo dobra. Teraz nie jest najlepsza i nie ma co tego ukrywać. Wówczas wsparcie było stabilne i wiedzieliśmy już w styczniu na czym stoimy. Przez ostatnie trzy lata jakoś udawało się nam spinać budżet, ale wydaje mi się, że nie powinno to wyglądać „jakoś”. Dodatkowo doszły nam opłaty za korzystanie z hali sportowej. Przez to oddaliśmy miastu 25 procent pieniędzy, jakie dostaliśmy. Na konto POSiR wpłaciliśmy przez ostatnie dwa lata ponad 95 tysięcy złotych. Mamy wrażenie, iż jesteśmy traktowani trochę po macoszemu.
Za moment zacznie się kolejny sezon. W jakiej finansowej sytuacji jesteście? Warto byłoby, aby wreszcie przygotowania rozpocząć spokojnie, z pewną przyszłością i konkretnym zestawieniem personalnym. Tak, aby potem nie było podobnych sytuacji jak na początku ubiegłego.
RS: – Przedsezonowy spokój, pewna przyszłość, skład zespołu znany miesiąc przed rozpoczęciem treningów – to nie dla nas. Nie przywykliśmy do pracy w takich warunkach. Nie byłoby wówczas tej adrenaliny, która pobudza do działania. To żart oczywiście, a tak naprawdę to o takiej sytuacji marzymy od lat i jest to jeden z celów, do którego powoli dążymy, ale długa droga jeszcze przed nami. W jakiej sytuacji finansowej jesteśmy? Podobnie jak przed rokiem zdecydowana większość umów sponsorskich wygasła, a nowych jeszcze nie ma. W praktyce jednak jest nieco lepiej w tym aspekcie, ponieważ mamy już ustalone najważniejsze brzmienia nowych umów z naszymi strategicznymi partnerami i obecnie pracujemy nad szczegółami. Liczę na to, że pod koniec lipca będziemy mogli ogłosić naszych głównych sponsorów. Kwoty, jakie się pojawią na umowach będą takie same jak w roku ubiegłym, a to oznacza, że nasz budżet będzie też bardzo zbliżony do poprzedniego. Oczywiście, równolegle cały czas prowadzimy działania zmierzające do nawiązania współpracy z nowymi, lokalnymi partnerami. Mamy nadzieję, że w przyszłym sezonie na naszych strojach meczowych oraz mediach pojawią się logotypy nowych, lokalnych firm. Osobna kwestia to finansowanie naszej działalności przez gminę miejską Przemyśl i spółki komunalne. Jeszcze w styczniu otrzymaliśmy zapewnienie od prezydenta, że finansowanie w tym roku będzie na co najmniej takim samym poziomie jak w 2021 roku i tego się trzymamy. Złożyliśmy do magistratu plan naszych wydatków na rundę jesienną nowego sezonu i czekamy na decyzje. W tym miejscu chciałbym szczerze i serdecznie podziękować wszystkim osobom, firmom i instytucjom, dzięki którym możemy funkcjonować.
W zespole szykuje się kadrowa rewolucja. Powoli zdradzacie plany, publikując personalia tych, którzy zespół opuścili i opuszczą... Zespół będzie na tym samym poziomie, słabszy, mocniejszy?
KB: – Ciężko to określić przed sezonem, ale planujemy utrzymać poziom. Rewolucja będzie potężna, chyba największa od kilku, jak nie kilkunastu sezonów. Mimo to jesteśmy dobrej myśli, bo zawodnicy, którzy nas zasilą, są solidni. Mam nadzieję, że całość szybko się złoży i znów będziemy straszyć największych w tej lidze.
Kiedy rozpoczynacie przygotowania do drugiego sezonu w Lidze Centralnej? Czego kibice mogą się spodziewać? Na co Wy liczycie w kontekście sezonu 2022 – 2023?
KB: – Wszystko odbywa się zgodnie ze schematem, który mamy już wypracowany od kilku sezonów. 1 sierpnia startuje okres przygotowawczy. Ciężkie treningi pięć, sześć razy w tygodniu dopasowane zgodnie ze sztuką trenerską, nad którą będzie czuwał Przemek Korobczak. Cały okres będziemy korzystać z naszych przemyskich obiektów sportowych, a bliżej startu ligi rozpoczniemy gry kontrolne i turnieje wyjazdowe. Jeżeli nie zdziesiątkują nas kontuzje, a sprawy marketingowo-sponsorskie ułożą się po myśli zarządu, to jak co roku chcemy być czołową siłą ligi a co za tym idzie będziemy walczyć o miejsce na pudle.
Przemysław Koroczak (trener ORLEN Upstream SRS):
– Miniony sezon był specyficzny, nie wiedzieliśmy bowiem, czego możemy się spodziewać w nowej formule rozgrywek. Po zwycięstwie w grupie D pierwszej ligi odeszło kilku ważnych zawodników, by wspomnieć o: Mateuszu Nowaku, Mateuszu Drozdalskim, Pawle Kubiku czy Adrianie Szczepańcu. Udało się pozyskać tylko dwóch, którzy mogli grać na tym poziomie. To Tomasz Mochocki i Grzegorz Barnaś. Musieliśmy poukładać wszystko od nowa, co było widać w meczach kontrolnych. Na domiar złego na początku okresu przygotowawczego kontuzji doznał Maciej Kubisztal. Dzień przed pierwszym meczem sezonu do zespołu dołączył obrotowy Dzianis Krytski, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze mecze pokazały, że brakowało zgrania i dyscypliny taktycznej. Graliśmy w kratkę, ale w końcu wszystko się poukładało i wygraliśmy osiem meczów z rzędu. To dało nadzieję na walkę o podium. Niestety, w międzyczasie zespół opuściło dwóch młodych skrzydłowych, kontuzji doznali: Dutka, Barnaś i Mochocki. Musieliśmy się borykać z brakami kadrowymi, a to spowodowało spadek formy. Pozostało nam na walczyć o jak najlepsze miejsce w tabeli. Na 26 meczów wygraliśmy 16. To przełożyło się na 44 punkty i piąte miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu. Uważam to za duży sukces, biorąc pod uwagę skład zespołu i kontuzje, które dręczyły nas w minionym sezonie. Pracujemy nad tym, co było tego powodem, ale myślę, że trzeba odmłodzić zespół.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze