Reklama

Czy to szaleństwo nie ma końca...?

Wydaje się, że szaleństwo związane z podwyżkami cen nie ma końca. To spirala, której szybko nie da się zatrzymać. Nie wiem, czy ktokolwiek ma tego świadomość. Bo ileż można wszystko zwalać na światowe kryzysy, bandycką napaść Rosji na niepodległą Ukrainę i wszelkie konsekwencje z tym związane?

Rządzący naszym krajem walnęli podwyżkami w branżach, które z założenia nie mają się czego bać. Zwłaszcza gniewu tłumu. Strajków, manifestacji, omijania szerokim łukiem, tudzież lekceważenia i niekorzystania z usług. Bo przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto musi zatankować. Przecież zawsze jest ktoś, kto musi skorzystać z gazu czy energii elektrycznej.

Już nie złość, a pusty śmiech ogarnia mnie, kiedy patrzę na tzw. pylony na stacjach paliw. Tam cyferki zmieniają się już nie co kilka tygodni, już nie co kilka dni, a co kilka godzin! Jadę sobie rano do pracy, na pylonie na jednej z głównych ulic w Przemyślu osiem złotych z minimalnym hakiem. Wracam sobie po południu z pracy – na pylonie osiem złotych, ale już ze znacznie większym hakiem. Za litr „95”. Najpopularniejszego paliwa. Nigdy nie było tak, że owa „95” była droższa niż tzw. disel... Przecież to skandal szyty grubymi nićmi. Fachowcy, zajmujący się branżą paliwową i analizujący ją, publikują szeregi wyliczeń, diagramów, porównań i za cholerę nie chce im wyjść, że to wszystko wina wojny w Ukrainie. A na to monopoliści w paliwowej branży się powołują.

Reklama

Ktoś powie: zostaw samochód w domu... To nie ma znaczenia. Bo jak wypnę się na cztery kółka, to i tak skandalicznie wysokie ceny paliw za moment walną mnie w łeb na przykład w sklepie. Bo to wszystko naczynia połączone! Tam też, mimo sławetnej już tarczy antyinflacyjnej (która nic nie daje), ceny zmieniane są już co godzinę. Za moment więcej pracy będzie mieć osoba, która drukuje i wycina świstki papieru z nowymi cenami niż pani kasjerka. Sto „zeta” w portfelu to obecnie bardziej miły gadżet niż prezentujący jakąkolwiek wartość banknot.

Wymieniać można jeszcze wiele. Na ile wystarczy nam cierpliwości? Na ile wystarczy nam pobłażania, samozaparcia i przytakiwania oczywistej bzdurze, że wszystko przez bandycką napaść Rosji na niepodległą Ukrainę? I bynajmniej nie my powinniśmy szukać na te pytania odpowiedzi, a ci, którzy raczą nas tym szaleństwem. Warto byłoby znaleźć odpowiedź jak najszybciej, by potem nie było za późno.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości