HISTORIE DAWNE ŻP
Do specyficznego kolorytu w Polsce Ludowej należało zjawisko współzawodnictwa pracy w różnych zakładach, przedsiębiorstwach, instytucja i fabrykach – na wsi i w mieście. Ruch ten zainicjował w 1935 roku górnik doniecki Aleksiej Stachanow, który stał się prototypem wszystkich późniejszych przodowników pracy.
Polskim odpowiednikiem Stachanowa był górnik Wincenty Pstrowski (ur. 1904 – zm. 1948), rzucając w lipcu 1947 roku wezwanie do podjęcia takiego socjalistycznego współzawodnictwa. Był to chwyt propagandowy, zmierzający do podwyższania wszystkim robotnikom norm pracy w całej Polsce.
Indywidualne współzawodnictwo pracy obejmowało poszczególne brygady i zmiany w zakładzie państwowym. Aby można było porównywać osiągnięcia, operowano przeważnie procentami normy w skali miesiąca, kwartału i całego roku. Ruch ten, szczególnie w okresie terroru stalinowskiego, prezentowano jako przejaw osobistego zaangażowania robotników, pracowników w budowę socjalizmu, a tym samym podnoszenie wydajności pracy.
Przeważnie stachanowcami zostawali członkowie PZPR, lecz trzon pracowników stanowiła zwykła bezpartyjna biedota. Typową sytuacją było[paywall] naliczanie rezultatów pracy całej grupy na konto brygadzisty, którego nagradzano premią, a podwładnym z kolei podwyższano tylko normy, co było to dla tych ostatnich bardzo krzywdzące. Płaca w systemie „socjalistycznej urawniłowki” była marna. Zaczęto narzekać, i to głośno: „jeden pracuje, reszta się opieprza, a pieniądze są dzielone po równo”. Za krytykę tego stanu rzeczy zwalniano, dlatego w zakładach pracy panował strach.
Spółdzielnia Inwalidów Pracy w Przemyślu posiadała 41 kilkuosobowych placówek produkcyjno-usługowych i handlowych, dając zajęcie 250 pracownikom. Swój plan roczny w 1954 roku, zgodnie z podjętym zobowiązaniem z okazji 37. rocznicy rewolucji październikowej, wykonała do dnia 20 listopada w 103 proc. Jeden z zakładów (czapkarnia), mieszczący się wówczas w lokalu przy ul. Pstrowskiego 26 (Kazimierzowska), zatrudniał 7 inwalidów. Podobny punkt krawiecki znajdował się przy ul. 3 Maja 4. Tam 20 pracownikami kierował Emil Kościołko. Jednym z przodowników pracy był Leon Kokorudz – najstarszy przedwojenny czapkarz, który wyrabiał 156 proc. normy („Życie Ziemi Przemyskiej” 1954, nr 2).

Na początku grudnia 1954 roku, w Przemyślu odbył się Powiatowy Zlot Przodujących Kobiet Powiatu. Dokonano w nim podsumowania wyników konkursu hodowlanego, w którym brało udział 3261 hodowczyń. „Uczestniczki konkursu w ciągu roku swej pracy zwiększyły w skali powiatowej hodowlę bydła o 685 sztuk, trzody chlewnej o 2415 sztuk, cieliczek – o 1083, macior – o 176, drobiu – o 31919, owiec – o 500, a królików – o 2804. Sprzedały jeszcze ponad plan 153.986 litrów mleka i 161.897 kg mięsa”. W liście do towarzysza Bolesława Bieruta hodowczynie zobowiązały się – zapewne ze strachu – w dalszym ciągu rozszerzać hodowlę i stosować nowoczesne metody. Powyższa gazeta z tego roku (nr 2) zamieściła zdjęcie Katarzyny Hryncyszyn z Darowic, jednej z przodujących rolniczek powiatu przemyskiego.
Tartak nr 1 na Zasaniu w Przemyślu zameldował już 12 marca 1955 roku wykonanie planu pozyskania tarcicy za I kwartał, tj. 19 dni przed terminem. Jego wcześniejsza realizacja wynikała z wykonania planu za styczeń w 112 proc. i za luty w 141 proc. Do takich wyników przyczynili się pracownicy z brygady tow. Kazimierza Grządziela i tow. Józefa Melnyka. Jednak największy wkład wnieśli szeregowi pracownicy: Wojciech Dorociak, Bazyli Boczkowski, Jan Korabel i Mieczyslaw Korbal („Życie Ziemi Przemyskiej” 1955, nr 12).
Powszechna Spółdzielnia Spożywców Źródło w Przemyślu posiadała na terenie miasta – jak podała na początku 1955 roku ta gazeta (nr 2) – 69 sklepów detalicznych i 15 kiosków. Kilka z nich za poprzedni rok wykonało plan z nadwyżką. I tak, Sklep Spożywczy nr 34 przy ul. Mickiewicza, pod kierownictwem Władysława Olesia, osiągnął rezultat 108,9 proc. (pracowano metodą komunisty Krokwina). Załogę tej placówki tworzyli członkowie Związku Młodzieży Polskiej, tj. Franciszka Dembicka, Janina Łopuch i Jadwiga Łapka. Druga placówka, róg Stalingradzkiej (wcześniej Franciszkańska) i Jagiellońskiej, mogła się poszczycić dorobkiem 106 proc. Sklep Spożywczy nr 7 przy placu Konstytucji, gdzie kierownikiem detalicznego punktu sprzedaży była Maria Moskwa, plan wykonał w 100,3 proc. Sklep Tekstylny nr 14 przy ul. Stalingradzkiej na przestrzeni 10 lat nie zanotował manka ani superat. Zawdzięczać to należało Halinie Koperskiej i Marii Smyk.
W 1956 roku miasto posiadało 10 zakładów fryzjerskich, gdzie nie tylko strzyżono, golono zarosty mężczyzn, ale także robiono trwały kobietom. Przodującym fryzjerem przy ul. Mickiewicza był Mieczysław Przygórski, wyrabiając przeciętnie 120 – 160 proc. normy. Do takich pracowników zaliczała się też Maria Tomaszek (130 – 180 proc. normy), a także Aleksander Wolański.
Załogi wyżej wymienionych placówek handlowych zawdzięczały swoje wyniki – jak pisał przemyski tygodnik – nie tylko uświadomieniu ideowo-politycznemu, ale również uczciwości w stosunku do własności spółdzielczej i kulturze obsługi klientów. Przodownicy pracy byli kreowani na bohaterów i fetowani na różnych akademiach i pochodach pierwszomajowych, a także umieszczano ich zdjęcia w gazetach. Jednak prawda była taka, że pracownicy, robotnicy byli przymuszani przez komunistów do wydajnej pracy za marne wynagrodzenie. Sprzeciw z kolei mógł skutkować zwolnieniem z pracy. W Polsce po październiku 1956 przodownictwo pracy przestano nadmiernie eksponować. Istniało ono jeszcze w latach 70. XX wieku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.przynajmniej zpierd...li, a obecni partyjniacy z jedynie słusznej partii kombinują jak zarobić, aby się nie narobić i efekty personalne widać. Model BMW obowiązuje. Nepotyzm, kolesiostwo, o czym wspominał w 2015 roku guru partyjny, zwany Breżniewem z Żoliborza mają się w partii znakomicie. Ale ciemny lud -jak mawiał kurski-wszystko kupi. "ruchają nas na potęgę" ,a PRZEMYŚL przez członka "lotnika" szczególnie.
szczególnie bo szczególnie to powyżej treść zablokowana. he,he,
większość pisowców z prl-u czuła się znakomicie. przykładem są towarzyszki i towarzysze pzpr-bis. nagle zostają z-cami administracji rządowej w regionie lub "menadżerami" w spółkach skarbu państwa mimo ubytków wiedzy i wykształcenia. Zazwyczaj są z zawodu dyrektorami lub politykami, jak to w ich cv "ujęte"
przynajmniej zpierd...li, a obecni partyjniacy z jedynie słusznej partii kombinują jak zarobić, aby się nie narobić i efekty personalne widać. Model BMW obowiązuje. Nepotyzm, kolesiostwo, o czym wspominał w 2015 roku guru partyjny, zwany Breżniewem z Żoliborza mają się w partii znakomicie. Ale ciemny lud -jak mawiał kurski-wszystko kupi. "ruchają nas na potęgę" ,a PRZEMYŚL przez członka "lotnika" szczególnie.
szczególnie bo szczególnie to powyżej treść zablokowana. he,he,
większość pisowców z prl-u czuła się znakomicie. przykładem są towarzyszki i towarzysze pzpr-bis. nagle zostają z-cami administracji rządowej w regionie lub "menadżerami" w spółkach skarbu państwa mimo ubytków wiedzy i wykształcenia. Zazwyczaj są z zawodu dyrektorami lub politykami, jak to w ich cv "ujęte"