Choć nogi i ręce jeszcze ciężkie, choć jeszcze sporo jest do poprawy, głowy Przemyskich Niedźwiadków coraz bardziej przestawiają się na basket efektywny. Urozmaicony, pełen ciekawych rozwiązań i harówki w defensywie. Jeden z mocniejszych zespołów w całej II lidze w nadchodzącym sezonie, czyli OPTeam Stolaro Resovia Rzeszów nie miała szans w starciu z naprawdę nieźle już funkcjonującym teamem Daniela Puchalskiego. Prawie 30-punktowe zwycięstwo było tylko miłym dodatkiem do wykonanej pracy. Wynik był zdecydowanie sprawą drugorzędną. Do inauguracji PEKAO I Ligi Mężczyzn pozostało dwa i pół tygodnia.
Niedźwiadki po raz pierwszy podczas okresu przygotowawczego zaprezentowały się własnej publiczności. Ci zapewne zdawali sobie sprawę, że do optymalnej dyspozycji jeszcze sporo brakuje, ale – mimo tego – nie zawiedli się. Od początku spotkania na parkiecie trwały… poszukiwania. Niemal bilardowa rotacja składem D. Puchalskiego pewnie miała dać mu sporo odpowiedzi na nurtujące pytania. Nie tyle odnośnie obsady poszczególnych pozycji, a wariantów na różnie funkcjonujących rywali. Tylko pierwsze minuty były wyrównane, choć rzeszowianom trzeba oddać, że ruchliwością, wygrywaniem pojedynków „jeden na jeden” i trochę nadmierną ostrością w grze nie zamierzali łatwo oddać pola. Przewagę gospodarzy dwiema „trójkami” wyrzeźbił doświadczony Edi Sinadinović, którego panowanie nad piłką, myślenie na parkiecie, kreacja będzie napędzać Niedźwiadki w walce o mistrzowskie punkty. Potem przewaga rosła, ale nie o rozmiary wygranej chodziło.
Rzeszowianie zagrali bez trzech ważnych graczy, którzy leczą urazy. To: Mateusz Bręk, Dawid Zaguła i Wojciech Wątroba. Byli rywalem w sam raz dla przemyślan na tym etapie przygotowań do sezonu. W grze gospodarzy mogło się podobać wiele elementów. Wiele z nich było na naprawdę przyzwoitym poziomie. Jak choćby transition, czyli błyskawiczne przejście od obrony do ataku. Tym kłuli rywala. Dobrze wyglądało szukanie wolnych przestrzeni na parkiecie. Mogła się podobać wymienność pozycji, bo potencjał do kombinacyjnej gry w tym zespole jest spory. Rzeszowianie mieli spore problemy z identyfikacją, kto i kiedy w zespole zagra jako stretch player, czyli wysoki gracz rozciągający defensywę nawet zza linię 6,75 m. Mogła podobać się szybka dystrybucja piłki, zwłaszcza przy próbach gry inside – outside. Nie do końca wychodziły pick and roll’e, bo jeszcze brakuje komunikacji. Nad czym jeszcze muszą popracować? To najlepiej wie sztab trenerski przemyślan.
Co niezwykle cenne, swoje minuty dostała cała dwunastka. I cała dwunastka bardzo solidnie pracowała na parkiecie. To nie był sprawdzian, który wymaga jakiś indywidualnych laurek, ale o jednym zawodniku trzeba wspomnieć. Bo po nim widać jaką sporą pracę wkłada w indywidualny rozwój. To 16-letni Bruno Chalicki. Zaczyna być wreszcie pozytywnie bezczelny na parkiecie. Zyskuje więcej pewności siebie w podejmowaniu decyzji. Często trudnych. To bardzo cieszy.
Punkty: M. Puchalski 19, Ł. Uberna 14 (2x3), M. Egner 12, Sz. Janczak 8, E. Sinadinović 8 (2x3), K. Majka 7, S. Rompa 7, R. Serwański 5 (1x3), B. Chalicki 4, M. Chrabota 4, M. Marek 3, R. Skubiński 0 (N); A. Warszawski 16 (4x3), N. Ziółko 12, Jędrzejewski 11, M. Gabiński 9, T. Krzywdziński 6, W. Szpyrka 2, D. Tabor 2, M. Wróbel 2, M. Rajchert 2 (R).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze