Reklama

Godne pożegnanie Eurobud JKS z EHF European Cup

Bardzo dobry rewanżowy mecz przeciwko słowackiej Iuvencie Michalovce w ćwierćfinale EHF European Cup rozegrały piłkarki ręczne Eurobud JKS Jarosław. Nie odrobiły co prawda strat z pierwszego meczu i odpadły z rozgrywek, ale za ogromną ambicję, serce i wolę walki, próbę niwelacji potężnych strat należą się im ogromne brawa. I takowe ekipa Michała Kubisztala od znakomicie reagującej jarosławskiej publiczności otrzymały.

Pogdybajmy. To nic nie kosztuje. Gdyby jarosławiankom – na nieszczęście – nie przytrafił się słabszy dzień właśnie w Michalovcach, 11 lutego br. i zagrały na swoim poziomie, absolutnie nie przegrałyby różnicą aż 12 bramek (37:25). Być może do meczu rewanżowego przystąpiłby z jakimś bagażem do odrobienia, ale nie aż tak wielkim. Nie aż tak wielkim, że będącym nie do odrobienia na takim poziomie. Gdyby lepiej weszły w drugie 30 minut spotkania rewanżowego, mogło dojść do czegoś, co trudno byłoby racjonalnie wytłumaczyć. Sprawiłyby, że abstrakcyjne skądinąd pojęcie „niemożliwe nie istnieje!” nabrałoby rzeczywistych kształtów.

Słowaczki po I połowie rewanżu były ugotowane. Nerwowe reakcje, niepotrzebne, acz po części zrozumiałe, wymachiwanie rękoma, pretensje sztabu szkoleniowego do całego świata… Bo przyjezdni kompletnie nie miały pojęcia co się dzieje. To był koncert gry Eurobud JKS! Nie ma znaczenia, czy legendarne słowa „atak wygrywa mecze, obrona wygrywa mistrzostwa” wypowiedział koszykarski bóg Michael Jordan czy słynny piłkarski mag na ławce trenerskiej sir Alex Ferguson, ale wciąż są aktualne, wciąż są żywe. Wciąż adekwatne do niemal każdej zespołowej dyscypliny sportu.

Reklama

To, co gospodynie zaproponowały chyba zbyt pewnym siebie Słowaczkom w defensywie, otarło się niemal o perfekcję. A trzeba pamiętać, że zagrały bez Sylwii Matuszczyk i Karoliny Mokrzkiej. Od samego początku aktywna, urozmaicona, pełna temperamentu, pełna pozytywnie odczytywanej agresji, sprawiła, że tam wszystko się zaczynało i kończyło. Tam swoje źródło miała furia w ofensywie. Zaczęło się od 1:1, ale potem na parkiecie trwała hegemonia absolutna jednej ekipy. Grającego na takiej intensywności, perfekcji rozegrania, skuteczności Eurobud JKS-u dawno nikt nie widział. Fenomenalne momenty Małgorzaty Trawczyńskiej, który w pierwszych 10 minutach rzuciła 4 bramki i kolejne trafienia: Valentiny Nestsiaruk, dwukrotnie Aleksandry Dorsz i Joanny Gadziny sprawiły, że w 10. min było 9:1! Dwie trzecie strat z Michalovec zostało odrobione. Było jednak wiadomo, że prawdziwy bój dopiero się zacznie, że za kolejnych kilka minut jarosławianki nie będą już na plusie. Co to, to nie. Po kolejnych 10 minutach wydawało się, że Iuventa wróciła do swojej gry, że stanęła na nogi. Na 11:7 trafiła Patricia Wollingerova. To była jednak chwila, w której miejscowe łapały drugi oddech. I odpaliły w końcówce I połowy! Serce rosło, a ręce same składały się do oklasków. Były w takim transie, że wychodziło im wszystko. Kolejne 10 minut wygrały 5:1 i przy zejściu do szatni prowadziły 16:8!

Odrobiły osiem bramek w ciągu 30 minut! Miały jeszcze cztery… Prosty rachunek wskazywał, że utrzymanie takiej dyspozycji z II połowie da sensację. Ale to nie jest takie proste. Nigdy nie dochodzi do tak prostych przełożeń. Bo gdyby w sporcie wszystko było policzalne, rywalizacja byłaby niepotrzebna.

Dwie kwestie były wiadome. Pierwsza: Słowaczki gorzej grać już nie mogły i należało się spodziewać postawienia wszystkiego na jedną kartę od pierwszych gwizdków portugalskich arbitrów po przerwie. Druga: nie było możliwości, aby jarosławianki utrzymały tak kapitalną dyspozycję. Taką energię, wyrazistość i dynamikę. Pytanie brzmiało: kto z tego zderzenia wyjdzie zwycięsko. Niestety, wyszły Słowaczki. Przez 10 minut nie pozwoliły gospodyniom ani razu trafić. Same dziurawiły siatkę z wielką ekspresywnością. Przy znakomitej dyspozycji portugalskiej bramkarki Nairy Morgany Mendes de Almeidy, trafiły aż 6-krotnie. To w zasadzie rozstrzygało sprawę. W 40. min było 16:14 i dopiero wówczas po raz pierwszy w tej odsłonie bramkę na swoje konto – za sprawą Wiktorii Gliwińskiej – zapisały gospodynie.

Reklama

Przyjezdne były w gazie, ale ekipa Michała Kubisztala pokazała ogromny charakter. Odparła natarcie rywalek i przystąpiła do kontry. Kontry, która miała dać im wygraną w tym meczu, która miała sprawić, że Iuventa Michalovce przegra po raz pierwszy w EHF European Cup.

I przegrała! W szeregi Eurobud JKS wróciła ogromna determinacja, chęć walki i skuteczność. W bramce uwijała się Weronika Kordowiecka, nie odpuszczała w ofensywie M. Trawczyńska, zdecydowanie najlepsza zawodniczka tej potyczki. Kapitalnie z atomowym rzutem z drugiej linii zameldowała się po raz kolejny Aleksandra Zimny. Po jej rzucie w 51. min było 23:17. Na ponad cztery minuty przed finałem powtórzyła swój wyczyn i wówczas stało się jasne, że jarosławianki nie wypuszczą z rąk jak najbardziej zasłużonego zwycięstwa. Było 28:23. Zwycięstwa, które im się należało, zwycięstwa, na które zapracowały znakomitą postawą w tym pojedynku.

Reklama

Jarosławianki bardzo godnie pożegnały się z EHF European Cup. Osiągnęły tak wiele, że należą się im brawa przy otwartej kurtynie.

 

 

Eurobud JKS Jarosław – Iuventa Michalovce 29:25 (16:8)
Eurobud JKS: Kucharczyk, Kordowiecka – Bancilon 1, Gadzina 2, Dorsz 5, Trawczyńska 9, Wołownyk 2, Gliwińska 2, Nestsiaruk 2, Zimny 3, Smolich 2, Strózik 1, Kozimur 0.
Iuventa: Mendes de Almeida, Yablonska-Bobal – Dvoršcakova 3, Polievkova 0, Štefanikova 3, Dmytrenko 0, Popovcova 5, Kożuch 3, Borysewycz 0, Wollingerova 3, Kompaniets 4, Kolovska 0, Klučkova 0, Krivokapić 4.
Sędziowali: Ruben Maia i Andre Nunes (obaj z Portugalii). Kary: Eurobud JKS – 4 min; Iuventa – 8 min. Widzów: 800.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama