Reklama

Henryk Tur: – Przemyśl bywa dla mnie ciekawym źródłem inspiracji

Henryk Tur w Przemyślu spędził większość swojego dotychczasowego życia. Literacki obraz grodu nad Sanem można znaleźć również w jego twórczości. Przemyśl najwyraźniej tworzy dobry klimat dla literatów, bo weny mu nie brakuje. Spod jego pióra wyszła niedawno szósta, najnowsza powieść zatytułowana „Skald”.

Pisze Pan od dawna, ale nie wszystkim przemyślanom jest Pan znany jako autor, co być może wynika z tego, że porusza się Pan głównie w nurcie fantasy. Kiedyś w swobodnej wymianie zdań zażartował Pan, że jest chyba najbardziej znanym twórcą fantastyki w historii miasta...

– Oczywiście to żart, a wynika z tego, że w naszym mieście nie ma nikogo piszącego, kto poruszałby się w takich rejonach – science-fiction czy fantasy. W latach 70. przemyślanin – Zbigniew Prostak – napisał dwie powieści science fiction. I to tyle, jeśli chodzi o ten gatunek w Przemyślu. Jest obecnie oczywiście Stefan Darda, ale to powieści grozy. Ale jeśli chodzi o pozostałe gatunki – jak fantasy czy s-f,  to po prostu jestem tu sam. W Przemyślu spędziłem pierwsze 27 lat swego życia, potem mieszkałem w Irlandii Północnej, a jeszcze później 5 lat w Krakowie, skąd pochodzi moja żona. W 2010 roku wróciłem do Przemyśla i raczej tu już zostanę. W ciągu ostatnich 24 lat, bo tyle już zajmuję się pisaniem, zdążyłem stworzyć łącznie 86 tekstów. Nie wszystkie oczywiście zostały opublikowane. Pisać zacząłem w latach około 2000 roku. Zainspirowały mnie do tego opowiadania żony, która też wówczas pisywała. Wtedy spróbowałem dłuższej formy.

Reklama

26 września br. ukazała się Pana najnowsza książka z cyklu fantasy „Skald”. Już druga w tym roku. W czerwcu pojawiła się w księgarniach „Droga honoru”, która zbiera świetne recenzje. W „Młodym Techniku” opublikowane zostało Pana opowiadanie science fiction. Publikacji doczekało się też kolejne z nurtu fantasy plus jeden z horrorów. Jest Pan przykładem niezwykłej pracowitości, czy po prostu dopadł Pana wyjątkowo mocny imperatyw twórczy?

– Rzeczywiście, mam bardzo dobry czas. I mam nadzieję, że na tym nie koniec, ponieważ cały czas piszę. „Droga honoru”, składająca się z 4 opowiadań, powstała w Przemyślu,. „Skald” już w Krakowie, a pomysł na książkę zrodził się na emigracji. Kiedyś, gdy jeszcze nie miałem wydawcy, pisałem spontanicznie. Teraz siadam do pisania codziennie. Wprawdzie nie mam narzuconych terminów, ale jednak wiem, że muszę zrobić swoje. Na szczęście po tylu latach nie muszę czekać na wenę. Działam z automatu. Od czerwca do sierpnia napisałem thriller, skończyłem właśnie 3. tom trylogii fantasy osadzonej w tym samym świcie, co „Droga honoru”, a teraz siedzę nad powieścią science fiction. Mam sporo pomysłów, więc zrobiłem sobie harmonogram pracy i staram się go trzymać. Organizacja jest kluczem do sukcesu.

Reklama

Czym autor literatury fantastycznej zajmuje się na co dzień?

– Pisanie to wyłącznie moje hobby, ale praca zawodowa też wiąże się ze słowem pisanym. Jestem redaktorem w serwisie Chip.pl – najstarszym w Polsce serwisie poświęconym nowym technologiom, jak również copywriterem. Dlatego do własnego pisania zasiadam najczęściej wieczorami. Wtedy jest dla mnie najlepszy klimat do[paywall] tworzenia.

O czym jest najnowsza Pana książka zatytułowana „Skald”? Co w niej zaskoczy odbiorcę?

– Akcja powieści toczy się w świecie inspirowanym mitologią nordycką. Przedstawiam w niej przygody głównego bohatera – skalda o imieniu Torkel. To w pewnym sensie historia o miłości, która skłania do zmierzenia się ze śmiercią. Zarówno „Skald”, jak i wcześniejsza „Droga honoru” to powieści przygodowe. Obie utrzymane w nurcie fanatasy. Co może zaskoczyć? Fabuła oraz miejsca, które poznamy z bohaterem.

Reklama

Zawsze poruszał się Pan w klimacie fantastyki, czy może próbował Pan też tworzenia realnych światów?

– Wydając książki fantasy, jednocześnie jestem też bardzo mocno pochłonięty tworzeniem science fiction. Wcześniej z kolei opowieści typu horror, których zebrało mi się już trzynaście. W tym roku, jak mówiłem, napisałem thriller, ale mam też parę pomysłów na krótsze formy obyczajowe.

Dlaczego zdecydował się Pan na fantastykę? Daje autorowi większe pole do popisu niż tworzenie realnych światów?

– Ten obszar interesuje mnie od czasów młodości, wówczas – w latach 80. w Przemyślu było jeszcze szaro i ponuro. Fantastyka była sposobem oderwania się od tej szarości. Pamiętam, że chodziłem wtedy do nieistniejącego już kina „Roma” na „Indianę Jonesa" czy „Gwiezdne Wojny”. Potem z kolei do „Kosmosu” na różne filmy. Właśnie tam 20 lat później miałem swój wieczór autorski poświęcony książce „Poza światem”.

Reklama

Fantastyka faktycznie daje autorowi większe pole do popisu. Ale swoje horrory czy opowiadania science fiction osadzam w realnym świecie. Moje pierwsze opublikowane opowiadanie to na przykład historia podróży pociągiem na trasie Warszawa – Kraków. Jest inspirowane prawdziwym zdarzeniem, kiedy w lutym 1998 roku wracaliśmy z kolegą z koncertu. Była noc, my ledwo żywi wybraliśmy ostatni wagon. Okazało się, że nie był ogrzewany ani oświetlony, a na zewnątrz było minus 15 stopni. Udało się przeżyć.

Debiutowałem w 2002 roku, w magazynie „Science Fiction”. To była dobra platforma do startu.

Reklama

Czy miasto Przemyśl, w którym Pan żyje i tworzy, bywa dla Pana źródłem inspiracji?

– Jestem przemyślakiem, mieszkałem przez lata na Kazimierzowskiej i miałem z okna widok na Rynek. Cztery moje opowiadania grozy będą osadzone w Przemyślu. Trzy scenariusze są już gotowe, a jeden tekst jest już napisany. Nazywa się „Dzień inny niż wszystkie”. Jest to historia, która zaczyna się na Rynku. Bohater wychodzi z urzędu miasta i kieruje się na parking na Rybim Placu, cały czas mając poczucie, że ktoś go obserwuje. Dalszej części tej historii nie mogę zdradzić. Druga historia będzie się z kolei rozgrywać na ul. św. Jana, a trzecie opowiadanie w pubie „Potwór” na Kazimierzowskiej. Czwarte na trasie wiodącej Asnyka w górę. Inspirowane będzie snem, który mi się kiedyś przyśnił. Odkryłem w nim ulicę, której wcześniej nie było, a na jej końcu tajemniczą rezydencję.

Reklama

W czym się Pan zaczytywał jako dziecko, młody chłopak? Są jakieś pozycje, które Pana ukształtowały, sprawiły, że poszedł Pan w swojej twórczości w tym, a nie innym kierunku?

– W latach 80., kiedy rynek został zalany różnymi pozycjami z zachodu, czytałem dosłownie wszystko, co mi wpadło w ręce. To były czasy sprzed internetu, w których królowały filmy wypożyczane na kasetach VHS. Inspirowałem się też starymi książkami science fiction. Ulubionej książki wówczas raczej nie miałem. Teraz natomiast bardzo lubię Lema, zwłaszcza „Fiasko” i „Cyberiadę”, oprócz tego bardzo lubię „Lód” Jacka Dukaja czy „Inne Pieśni”. Do tej dwójki dołożyłbym jeszcze Terry’ego Pratchetta. Oprócz niego również Briana W. Aldissa.

Reklama

Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych wspaniałych inspiracji twórczych i wydanych książek.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/10/2024 13:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości