Trzeciej porażki z mistrzyniami Polski w trwającym sezonie doznały piłkarki ręczne Eurobud JKS Jarosław. Porażki równie nie podlegającej żadnej dyskusji jak dwie wcześniejsze. Ekipie Bożeny Karkut wystarczyło nieco ponad 10 minut, aby rozstrzygnąć losy tego pojedynku.
Długo nie było wiadomo, czy do tego spotkania w ogóle dojdzie. Jeszcze we wtorek, 25 stycznia br., trzy ważne zawodniczki Eurobud JKS-u miały pozytywne wyniki testu na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Na szczęście kolejne badania wykluczyły to u dwóch pierwszych, więc w Lubinie nie mogła wystąpić jedynie Aleksandra Dorsz. Za to do składu, po kilkumiesięcznej przerwie, wróciła ukraińska skrajna rozgrywająca Lesia Smolin.
Po raz kolejny sama ambicja, chęci i wola walki nie wystarczyły na mistrzynie Polski. Bo jeśli to przeplata się z kompletnie niezrozumiałą utratą koncepcji gry, jaka przydarzyła się gościom od 24. min, niestety, płaci się cenę najwyższą. Wielka szkoda, bo wcześniejsze 23 minuty pozwalały mieć nadzieję, że ta potyczka z Zagłębiem będzie wreszcie inna od dwóch poprzednich. Był wtedy remis 11:11. Co stało się potem, nie wiadomo. Żadnego wpływu na zupełną zmianę twarzy swojego zespołu nie miał R. Møistad. Jarosławianki popełniały głupstwo za głupstwem. A Karolina Kochaniak-Sala i Aneta Łabuda litości nie miały. W duecie rzuciły pięć bramek z rzędu, dzięki czemu przy zejściu do szatni zamiast rezultatu oscylującego wokół remisu, gospodynie przeważały różnicą aż 5 bramek, co kompletnie nie odpowiadało obrazowi gry przez pół godziny. Z pewnością także dodało... pewności siebie Zagłębiu, a przyprawiło o drżenie jarosławianki.I jak było do przewidzenia, mistrzynie kiedy złapały rywala za gardło, nie puściły. Losy pojedynku rozstrzygnęły w ciągu 6 minut II połowy. Wygrały ten fragment 4:1 (12 minut z antraktem pośrodku aż 9:1) i w 36. min mogły zaksięgować na swoim koncie kolejne trzy punkty. Przy prowadzeniu 20:12 (po bramce Malwiny Hartman) nie było żadnych wątpliwości, że tak klasowy zespół – jak na polskie handballowe realia – nie wypuści 14. wygranej w superlidze z rąk.
Jarosławiankom nie można odmówić ambicji w dalszych fragmentach pojedynku, nad którym pełną kontrolę miały mistrzynie Polski. Tyle, że podopieczne R. Møistada walczyły nie o sprawienie sensacji, a uratowanie twarzy. Zakończyło się przyzwoicie, bo 6-bramkową porażką.
Problem w tym, że ta liga stała się już bardzo przewidywalna. Obecnie w całej zabawie nie chodzi o honorowe porażki, a o poszukanie ponadplanowych punktów. Przy założeniu, że dalej wszystko będzie wyglądać tak jak do tej pory, jedyną opcją na spełnienie marzeń (czyli zdobycie medalu) jest sprawienie jakiejś sensacji. Tym będzie odebranie punktów albo Zagłebiu, albo depczącej jej po piętach FunFloor Perle Lublin. Co prawda scenariuszy jest jeszcze kilka, ale panująca stagnacja, niestety, nie spełni marzeń. Za kilka chwil rozbrzmi ostatni dzwonek…
Zagłębie Lubin – Eurobud JKS Jarosław 30:24 (16:11)
Zagłębie: Wąż, Maliczkiewicz – Łabuda 3, Grzyb 0, Hartman 2, Górna 4, Miłek 0, Galińska 1, Zawistowska 3, Kochaniak-Sala 7, Machado Matieli 4, Noga 1, Milojević 5.
Eurobud JKS: Kordowiecka, Djurasinović, Kucharczyk – Balsam 4, Gadzina 3, Mrden 0, Matuszczyk 7, Wołownyk 2, Nesciaruk 1, Zimny 0, Guziewicz 0, Smolin 3, Strózik 0, Vukcević 0, Kozimur 4.
Sędziowali: Bartosz Kowalak i Wojciech Marciniak (obaj z Poznania). Kary: Zagłębie – 6 min; Eurobud Grupa JKS – 10 min. Czerwona kartka: Guziewicz (36. – faul). Widzów: 650.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze