Ziemia przemyska bogata była szlachtą prastarą, miejscową od wieków na niej osiadłą. W wieku XVI i XVII żyją tu rody Bolestraszyckich, Drohojowskich, Dunikowskich, Fredrów, Gorajskich, Grochowskich, Herburtów, Krasickich, Orzechowskich, Pileckich, Pieniążków, Płazów, Stadnickich, Sienieńskich, Wapowskich. Nadto na dobrach dziedziczonych lub królewszczyznach przebywają w tym czasie: Jordanowie, Ligęzowie, Lubomirscy, Opalińscy, Tarnowscy i inni. Szlachta tutejsza sławna była w całej Polsce z porywczego charakteru, zawziętości, gwałtownego temperamentu i lekceważenia obcego życia i zdrowia. A oto przykłady.
Ród Stadnickich wydał na świat jedną z najbarwniejszych postaci tej ziemi – Stanisława Stadnickiego ur. w 1551 (prawdopodobnie) w Dubiecku, dziedzica wsi Nienadowa, którą zamienił na Łańcut. „Diabeł” – jak go później nazwano – był siostrzeńcem równie słynnego banity Samuela Zborowskiego. Litania win Stanisława jest duża i różnorodna. Był najgłośniejszym awanturnikiem, postrachem nie tylko w swoich łańcuckich dobrach. Swoich przeciwników więził w lochach, a wbita czarna strzała w drzwi dworu szlacheckiego oznaczała kłopoty i zjawienie się Diabła z Łańcuta. Jako zwolennik reformacji, kalwin prowadził walkę z biskupem przemyskim Dziaduskim. Procesował się z sąsiadami Herburtami, Opalińskimi, Ligęzami, Korniaktami etc. Zastraszał i napadał zwolenników króla Zygmunta III Wazy, pisząc do nich odezwy: …napominam, abyście ani ruszeniem pospolitem, ani podatkami jakimiś stronie tamtej nie pomagali… Gdzie byście co takiego począć mieli, tedy bądźcie pewni tego, iż mścić się będę na dobrach i osobach waszych mieczem i ogniem. Nie należy się Wam o króla bać, ale doma siedzieć i posłuszeństwo oddać… (W. Łoziński, Prawem i lewem, Warszawa 2022 r. t. II, s. 587)

O co się toczyły? Powodów było wiele. A to chodziło o organizowanie jarmarku, a to o niespłacone długi lub zajęcie spichlerzy i zboża sąsiadów. Nasz „bohater” procesował się z rodem Ligęzów o jarmark rzeszowski, z którego dochody czerpał nie on, tylko Spytek Ligęza. Postanowił więc utrudnić kupcom dotarcie do Rzeszowa, zmuszając ich do handlu w Łańcucie, by czerpać z niego zyski. Ostrzej wyglądał spór Stadnickiego z Konstantym Korniaktem z Sośnicy, któremu Stadnicki był winny pieniądze za zadłużony u Korniakta Łańcut. Diabeł nie miał zamiaru oddać długu i zastraszał bogatego właściciela Sośnicy. W końcu latem 1605 r. podjął wyprawę z 1500 ludźmi, artylerią, machinami oblężniczymi i najechał Sośnicę. Po krótkim oblężeniu zamek zdobył i złupił, a Korniakta osadził w swoim więzieniu w Łańcucie. Uwolnił go dopiero wówczas, gdy ten zrzekł się wszystkich należności od niego i poświadczył na piśmie, że nie doznał żadnej krzywdy od pana na Łańcucie.
Przekazy historyczne potwierdzają, iż Stanisław – Diabeł spustoszył i spalił wiele miejscowości, w tym Tyczyn, Trzebownisko, Zaczernie. Maltretował mieszkańców, każąc obcinać im ręce, nogi. W swoim zameczku zwanym Piekłem na Łysej Górze (obecnie Wzgórze plebańskie) w Łańcucie więził i torturował poddanych i oponentów. W roku 1607 najechał dwór w Łące k. Rzeszowa oraz Leżajsk (siedzibę Opalińskiego). Jak by tego było mało, wypędził łańcuckich katolików z kościoła parafialnego, niszcząc ołtarz. Pieniądze z rabunków przeznaczał na zbór kalwiński. Kres temu warcholstwu położył starosta leżajski Łukasz Opaliński, wspierany przez księżnę Annę Ostrogską z Jarosławia. Ostrogska dała mu paruset kozaków i 12 armat polowych. W walce pomiędzy obu magnatami wzięło udział kilka tysięcy wojska. Łukasz Opaliński najpierw pojmał żonę Stadnickiego w Wojutyczach, a samego Stanisława dopadli kozacy Opalińskiego koło Dobromila w Tarnawie 20 sierpnia 1610 r. Mieczysław Orłowicz w „Ilustrowanym przewodniku po Przemyślu i okolicy”, wyd. we Lwowie 1917 r. (s. 57) pisze: „tu też (w Przemyślu) 26 sierpnia 1610 w sześć dni po zabiciu go w Tarnawie prezentował jego zwłoki z odciętą głową Łukasz Opaliński z Leżajska, biorąc na siebie winę i zasługę równocześnie jego gwałtownej śmierci”.
Kolejną tragedią zakończyła się wojna pomiędzy Janem Tomaszem Drohojowskim a innym Stadnickim, tym razem Stanisławem z Leska. Wojny między obu rodami pełne były bitek i awantur, procesów i skarg. I tak w roku 1601 Jan Tomasz (starosta przemyski, referendarz koronny) kazał strzelać z armat z zamku przemyskiego do ludzi Stanisława z Leska. Kule padały pod katedrę, naruszając poświęcony obszar kościelny i cmentarny. Za to biskup przemyski Pstrokoński obłożył Drohojowskiego klątwą kościelną. Koniec końców, winowajca upokorzył się przed biskupem i klątwę zdjęto. Tymczasem walka między obu rodami trwała nadal. Bitwy i napady toczyły się w całej okolicy, między Sanokiem, Przemyślem i Samborem. Jak podaje cyt. powyżej W. Łoziński, (t. II, s. 468), ostatnia potyczka rozegrała się w samym Przemyślu i w dniu 19 listopada o godzinie 12 (1605 r.) poległ towarzysz wypraw wojennych Zamojskiego, a zarazem fundator kaplicy w katedrze przemyskiej – Jan Tomasz Drohojowski z Drohojowa herbu Korczak.
Po tragicznej śmierci Jana Tomasza wdowa po nim Jadwiga z Herburtów i syn Mikołaj Drohojowski znaleźli się w bardzo trudnym położeniu. Tłum wierzycieli ruszył po schedę. Pierwszy wykorzystał trudną sytuację rodziny Diabeł – Stanisław Stadnicki. Zagrabił przemocą wieś Wojutycze z inwentarzem. Z kolei Jan Krasicki najechał Rybotycze i złupił wsie tego klucza będące własnością Drohojowskich. Zaraz po nim oblegał zamek rybotycki Marcin Stadnicki. Wdowa Jadwiga Drohojowska zamknęła się w zameczku, stawiając opór. Wyczerpawszy jednak zapasy żywności, musiała się poddać, a Marcin Stadnicki ograbił doszczętnie zamek z kosztowności i wyposażenia. Nie dość na tym nieszczęść, wdowę po referendarzu zasypano wielką ilością pozwów na kwoty idące w tysiące złotych. Miasto Przemyśl również wniosło pretensję do Jadwigi o zwrot kwoty za szkody wyrządzone miastu przez żołnierzy męża nieboszczyka. Jadwiga z Herburtów Drohojowska i jej mąż referendarz znaleźli mściciela swoich krzywd w osobie siostrzeńca Jana Szczęsnego Herburta z Dobromila.
Kolejna tragiczna historia rozegrała się we dworze we wsi Buszkowice pod Przemyślem. Tu w roku 1600 doszło do gwałtownego najazdu na dwór. Najechał go Jan Krasicki z Hruszatycz (rej. samborski ), który po zdobyciu dworu zamordował Stanisława Ligęzę. Tak tę scenę opisuje Władysław Łoziński w „Prawem i Lewem”, t. II, s. 509. „Gdy nieboszczyk Ligęza o miłosierdzie, a najwięcej o kapłana prosząc ręce złożywszy, klękał, sam Krasicki mieczem okrutnie przez głowę i twarz go ranił i rękę lewą mu odciął, a potem już do umarłego, nad nim stojąc, wszystkim kazał strzelać, tak aż koszula na Ligęzie do szczętu zgorzała i ciało okrutnie popalone jest”.
Podane przykłady nie wyczerpują wszystkich przewin i okrucieństw naszej szlachty. Jak widać, jej członkowie byli w pełni dziećmi swego czasu, swego kraju, a przede wszystkim swojej warstwy społecznej i dziedziczyli naturalnie wszystkie wady tego środowiska. Jak widać, chętnie szli lewem, kiedy trudniej było prawem i nie wahali się użyć szabli. Dla przeciwwagi o cnotach, które również posiadali, napiszemy w drugiej części artykułu pt. „Książką i piórem”.
dr Beata Świętojańska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze