Reklama

Jak wygrać z własnymi słabościami, czyli ten szalony, nieobliczalny ORLEN Upstream SRS

Nie pytajcie – jak? Zapytajcie – dlaczego?! Po odpowiedź na „jak” zwróćcie się do ekipy z Białej Podlaskiej. Dlaczego? Bo ORLEN Upstream SRS w tym sezonie Ligi Centralnej to szalony, z przysłowiowymi jajami, charakterny team! Team, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Bo teoretycznie niemożliwością było przypuszczać, że kwadrans przed godziną 20 zejdą z parkietu w roli zwycięzców. A jednak! W niewiarygodny sposób, przyprawiając wielu o palpitację serca, odwrócili losy spotkania i pokonali wicelidera w serii rzutów karnych.

Przemyślanie zapewne wiedzieli, że aby ograć akademików, musieli wyłożyć na stół wszystko, co mają najlepszego. Maksymalną koncentrację, mobilizację, harówkę w obronie, skuteczność, wyzbycie się prostych błędów, parkietowe cwaniactwo. Wymieniać można jeszcze sporo… Wiedzieli, ale tego dnia mieli ogromne problemy z realizacją. Od początku spotkania jechali jakby na wstecznym. Ospale, ślamazarnie, bez odpowiedniej zmiany tempa gry. Sporo piłek tracili po prostych błędach. Gdyby nie znakomicie dysponowany Paweł Sar, byłoby bardzo nieciekawie.

Ale te wszystkie niedomogi to efekt warunków postawionych przez zespół z Białej Podlaskiej. Mieli świetnie przeprowadzony skauting. Dokładnie i sumiennie przeanalizowali spotkania przemyślan. Postawili takie warunki w grze defensywnej, że gospodarze nie potrafili sobie poradzić. Odcięli niemal perfekcyjnie dwa źródła energii ORLEN Upstream SRS. Sprawili, że w ataku zupełnie bezużyteczny stał się Dzianis Krytski, a Paweł Stołowski miał spore problemy z dojściem do pozycji rzutowych.

Reklama
I połowa była wyrównana, bo popularny „Serek” nie pozwolił na większy bramkowy odjazd aktywniejszych gości. Prawdę powiedziawszy, jednobramkowa przewaga po pierwszych 30 minutach gry była najniższym wymiarem kary dla ociężałych, nie mających pomysłu na prowadzenie ataku pozycyjnego, przemyślan. Tyle, że najgorsze było dopiero przed nimi i nieco zdezorientowanymi kibicami. W 42. min przewaga gości była ogromna – 18:24. Na takim poziomie, przy tak wyrównanych zespołach, winna być w zasadzie rozstrzygająca. Tym bardziej, że w szeregach gospodarzy nie było widać choć odrobiny entuzjazmu. Pozwolili w to uwierzyć zespołowi z Białej Podlaskiej. Akademicy w swojej chełpliwości utwierdzili się w 52. min, kiedy wciąż wygrywali wysoko – 24:29.


Nie wiadomo czy na trybunach był ktoś, kto liczył na diametralną zmianę obrazu gry. Było cicho, ale była to cisza przed burzą. Przemyślanie właśnie kończyli kreślić scenariusz wyjątkowego spektaklu, na który – po kapitalnym trafieniu Tomasza Biernata – zaprosili wszystkich zgromadzonych. Spektaklu, który nie był dla osób o słabych nerwach. Spektaklu, który po raz kolejny w tym sezonie pokazał, że ten team jest szalony i nieobliczalny. Spektaklu wreszcie, którego akademicy kompletnie się nie spodziewali. W 54. min na 27:30 trafił P. Stołowski. Za moment, po szybkiej kontrze, Tomasz Kulka na 29:31. Goście stanęli pod ścianą. Dotąd pewni siebie, zderzyli się z presją, po której w ich oczach pojawił się strach. Zaczęli popełniać bzdurę za bzdurą. Na 94 s przed finałem T. Kulka doprowadził trybuny do euforii a wynik do remisu – 33:33!

To, co kilka minut wcześniej wydawało się niemożliwe, stało się jak najbardziej realne. Pojawiła się szansa na pokonanie rywala, który w przekroju całego spotkania był zespołem lepszym. Ale to nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Thriller trwał w najlepsze. Na 39 s przed końcem grający trener AZS AWF Marcin Stefaniec wyprowadził swój zespół na 33:34, ale celnym rzutem z 7 m odpowiedział P. Stołowski. Przyjezdni byli zbyt zdruzgotani, aby wykorzystać akcję na wygranie w regulaminowym czasie gry. Powiedzieć, że nieco frajersko stracili pewny komplet punktów, to nic nie powiedzieć.

Reklama
Na koniec okazało się, że wyjadą z nadsańskiego miasta z ledwie jednym. O triumfie w tej potyczce miała zdecydować seria rzutów karnych. Przy głośnym aplauzie kibiców finał spektaklu był znakomity dla przemyślan. Sposób, w jaki potrafili swoje ponad 50-minutowe słabości przekuć w sukces, każe chylić czoło. W serii „siódemek” zawodnicy obu zespołów rzucali łącznie 10 razy. 9 z tych rzutów znalazło drogę do siatki. Przy stanie 2:2, broniącego do tej pory – bardzo dobrze zresztą – Adama Iwasieczkę, zmienił Paweł Sar. Kapitalną interwencją zatrzymał Bartosz Ziółkowskiego, a decydujący o wygraniu przez ORLEN Upstream SRS rzut karny wykorzystał junior Kamil Guzdek. Piękniej tego dnia być nie mogło…

 

 

ORLEN Upstream SRS Przemyśl – AZS AWF Biała Podlaska 34:34 (15:16), karne: 5:4
ORLEN Upstream SRS: Iwasieczko, Sar – Biernat 6, Walczyk 0, Guzdek 0, K. Kroczek 0, Mochocki 6, Stołowski 11, Kipp 0, Błażkowski 0, M. Kroczek 4, Krytski 3, Kubisztal 0, Kulka 4.
AZS AWF Biała Podlaska: Adamiak, Ostrowski – Maksymczuk 6, Łazarczyk 8, Urbaniak 4, Ziółkowski 3, Tarasiuk 3, Stefaniec 2, Mazur 1, Kozycz 3, Kandora 1, Antoniak 0, Lewalski 0, Baranowski 0, Wójcik 3.
Sędziowali: Andrzej Kierczak (Pielgrzymowice) i Tomasz Wrona (Kraków). Kary: ORLEN Upstream SRS – 18 min; AZS AWF Biała Podlaska – 16 min. Czerwona kartka: Antoniak (16. – faul). Widzów: 300.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama