Przemyślanin z krwi i kości. Absolutny pasjonat sportu, a koszykówki w szczególności. Właściciel firmy „Chemart” sp. z o.o. i „AMA Europe”. Dzień, w którym zdecydował o powołaniu do życia zespołu Niedźwiadki Chemart Przemyśl, może być dla nadsańskiego basketu, ale i sportu, przełomowym. Marzy o wielkich rzeczach, a patrząc na pasję, otwartość, wiedzę i skuteczność działania, jest to jak najbardziej realne. Zapraszamy do części drugiej rozmowy-rzeki, w której opowiada m.in. o minionym sezonie, wielkich planach na przyszłość i rozbudowie koszykarskiej rodziny w Przemyślu.
Cel przed drugim sezonem był jasny: awans do I ligi. Różnie w nim bywało, ale finał był absolutnie wspaniały. Radość była ogromna. Pan wierzył cały czas...
– Absolutnie cały czas od momentu założenia klubu aż do ostatniego meczu z Sokołem Międzychód wierzyłem, że awansujemy. Nigdy, nawet przez chwilę, nie zwątpiłem w pracę Daniela, całego sztabu oraz wszystkich zawodników. Od początku wszystkim opowiadałem, że tak to będzie wyglądać, choć wtedy jeszcze nie miałem pojęcia jak to jest trudne i karkołomne. Zrealizowaliśmy w prawie w stu procentach wszystkie postawione cele, bo był awans do pierwszej ligi oraz awans drugiej drużyny do drugiej ligi. Choć nikt na nas nie stawiał, choć często spotykałem się z drwinami i prześmiewczym szyderstwem z wieloma pouczeniami i radami ludzi przekonanych, że nie mamy żadnych szans na awans sportowy, zawsze wszystkim i wszędzie powtarzałem, iż dokonamy tego! Bo doskonale wiedziałem, jaki mam zespół, jakich trenerów, bo przecież do teamu dołączyli Mariusz Zamirski i Tomasz Przewrocki oraz jaki potencjał finansowy posiadamy na ewentualne wzmocnienia, które – jak się w końcu okazało – były kluczowe[paywall]. Wydawałoby się, że zbudowanie drużyny, która awansuje do pierwszej ligi, to tylko kwestia wyłożenia odpowiedniej sumy pieniędzy. Nic bardziej mylnego, a przekonały się o tym kluby, które miały o wiele setek tysięcy większe budżety niż my, Jak choćby ŁKS Łódź, Noteć Inowrocław czy Resovia Rzeszów. Mógłbym teraz opowiedzieć jak krok po kroku pozyskiwaliśmy każdego nowego zawodnika, kiedy kto nam zaufał, ilu zawodników nam odmówiło i ilu naszych graczy po drodze wątpiło w końcowy sukces… Ale to chyba byłby zbyt obszerny materiał. Skracając – uzyskaliśmy jako pierwsi w minionym sezonie awans do pierwszej ligi, a potem się bawiliśmy do białego rana, fetując wykonanie zadania!
Pierwszy zespół w I lidze, drugi zespół w II lidze, kilka ekip w różnych kategoriach wiekowych, akademia koszykówki... Sporo tego. Krok po kroku realizujecie projekt. Jest Pan dumny?
– Jeszcze chyba nie. Dumny będę, kiedy powoli, krok po kroku, zrealizujemy wszystkie zakładane cele. Dumny będę, kiedy zbudujemy społeczność kilku tysięcy ludzi, którzy pokochają nasz klub i koszykówkę tak mocno jak my. Kiedy sprawimy, że każdy chłopak, a może i dziewczynka, w tym mieście będzie marzył o tym, aby nosić nasze barwy lub być częścią naszego zespołu. Kiedy co roku do naszej akademii będzie chciało przystąpić więcej dzieci niż pozwalają na to warunki, Kiedy zbudujemy klub, o grze w którym będą marzyć zawodnicy i trenerzy z całej Polski. Dumny będę, kiedy powstanie nowa hala w Przemyślu i trzy tysiące karnetów sprzeda się w mig przed sezonem, w którym będziemy grali o mistrzostwo Polski, a później może w europejskich pucharach. Dumny będę, kiedy nasi wychowankowie zagrają w Eurolidze czy NBA. Dumny będę, kiedy uda się zbudować klub, który zagra w Eurolidze.
Nowy sezon to nowe, o niebo poważniejsze, wyzwania. Jak go sobie Pan wyobraża?
– Pracy jest tak dużo, że nikt, kto nie jest w środku, w klubie, nie może sobie tego wyobrazić. Budowałem kiedyś firmę od zera, bez niczyjej pomocy, z zerowym kapitałem na starcie. Wtedy nawet nie marzyłem, że uda się stworzyć tak zgrany zespół ludzi, którzy będą przychodzić do pracy jak do drugiego domu. Ba, niektórym to chyba u nas jest lepiej, niż w domu, co widać po tym, jak się poświęcają dla firmy i ile czasu spędzamy razem. Nam jest po prostu dobrze i po drodze. Wyobrażam sobie, że w Niedźwiadkach musi być podobnie! Jeżeli stworzymy odpowiednie warunki pracy dla każdego członka klubu, od trenera, zawodnika, kierownika począwszy aż po każdego, kto będzie chciał u nas pracować, jeżeli ci wszyscy ludzie będą wyznawać jedna zasadę i powtarzać ja jak mantrę „klub jest najważniejszy” i „zrobię wszystko, co mogę dla dobra naszego klubu, którego jestem pracownikiem, kibicem czy osobą, która dobrze życzy Niedźwiadkom” wtedy o sukces jestem spokojny.
Cała organizacja nie może już funkcjonować na takich zasadach jak do tej pory. Jest tego za dużo. Wszystkich srok za ogon się nie złapie w kilka osób... Finansowania sam Pan także nie powinien dźwigać. Organizację trzeba rozbudować. Rozważa Pan to czy już do tego przystąpiliście?
– Musimy zatrudnić co najmniej trzy, cztery osoby na pełny etat, które całkowicie poświecą się pracy w klubie. Potrzebujemy stworzyć cały sztab ludzi, którzy będą pracować czy to na pełnych etatach czy jako wolontariusze, czy po prostu z zamiłowania będą pomagać nam w codziennej pracy. Sam nawet rozważam przeprowadzkę do Przemyśla w celu usprawnienia pracy w naszej firmie. Każdy, kto chciałby podjąć prace w naszym klubie, jest bardzo mile widziany i chętnie porozmawiam z każdym, kto zechce do nas dołączyć. Pracy mamy tak wiele, że każdego jesteśmy w stanie przy czymś obsadzić. Zapraszam serdecznie! Co do finansowania – mam do wszystkich, którzy to przeczytają, ogromny apel! Potrzebujemy każdej nowej złotówki, którą zainwestujemy w klub. Każda firma, każda instytucja, każdy pojedynczy kibic, który do nas dołączy, jest na wagę złota. Obecnie to spółki, pozostające pod moją kontrolą, są głównymi sponsorami. Ale od czasu kiedy rozegraliśmy pierwszy mistrzowski mecz, udało nam się zjednać kilku nowych sponsorów. Przede wszystkim miasto Przemyśl, które z roku na rok wspiera nas coraz większymi kwotami. To także spółki miejskie, które od tego roku również zaangażowały się w nasz projekt oraz prywatni ludzie, właściciele lokalnych firm, zaczynając od Macieja Makarowskiego, właściciela spółki produkującej meble oraz właściciela prywatnej szkoły sportowej, który dla mnie osobiście jest inspiracją do budowania własnej. To on jako pierwszy zaproponował wsparcie dla Niedźwiadków. To także pani Barbara Kowalska, właścicielka Burger Mistrza, to – i teraz uwaga – mieszkanka Tarnowa pani Katarzyna Jung, zajmująca się na co dzień ubezpieczeniami wszelkiej postaci, zarówno dla ludzi indywidualnych, jak i instytucji czy firm. Będąc szefową firmy „Jung Finanse”, oprócz wsparcia finansowego, przekazuje i będzie przekazywać dodatkowe pieniądze z każdej transakcji ubezpieczeniowej z hasłem „Niedźwiadki”. To firma Notax i jej właściciel Tomasz Stachnik, prawnik z Krakowa. Prywatnie pasjonat koszykówki, prowadzący ogólnopolskie biuro księgowe. Od każdego nowego klienta zdobytego poprzez Niedźwiadki również zobowiązał się przekazywać dodatkowe środki. Kolejnym bardzo dużym sponsorem, który do nas sam się zgłosił, jest firma MK Job. To agencja pracy tymczasowej, oferująca pracowników z Polski jak i z zagranicy. Czekamy na kolejnych. Przyrzekam osobiście dopilnować rzetelnego wydania każdej powierzonej nam złotówki oraz tego, że do każdej zainwestowanej przez Was złotówki, moje spółki dodadzą minimum kolejną. A to oznacza, że możemy w niedługim czasie wypracować największy budżet w Polsce. Posiadając ogromne wpływy w Polsce oraz zagranicą, postaram się utworzyć klub biznesu „Niedźwiadki Biznes Klub”, który będzie zrzeszał wszystkie firmy, instytucje i ludzi prywatnych, którzy będą nas wspierać. Liczymy również na prywatnych sponsorów, którzy mogą nas wesprzeć w dwojaki sposób. Po pierwsze przystępując do programu „Patronite”, którego szczegóły wkrótce ogłosimy lub oddając na naszą fundację 1,5 procent z podatku dochodowego. Apeluje również do polityków, chcących nam pomóc w rozwoju. Sport będzie zawsze apolityczny, dlatego nieważne kim jesteś i jaką opcję polityczną reprezentujesz: dołącz do nas i wspomóż nas choćby poprzez spółki Skarbu Państwa czy też inne znane Tobie firmy czy instytucje, pamiętając że każdą powierzaną nam złotówkę osobiście podwoję!
Artur Lewandowski cały czas powtarza: „dajcie nam nowoczesną halę, damy wam ekstraklasę...” Podtrzymuje Pan to?
– Zdecydowanie tak! Mam nadzieje, że nie będziemy grać choćby jednego sezonu dłużej niż będzie takowa potrzeba w pierwszej lidze tylko dlatego, że z jakiś niewyjaśnionych powodów, budowa nowej hali się opóźni Potrzebujemy około dwóch lat, aby nasi najzdolniejsi zawodnicy weszli na tak wysoki poziom sportowy, że granie w pierwszej lidze najzwyczajniej będzie dla nich stratą czasu i zatrzymaniem ich rozwoju. Więc jeśli tylko uznamy, że już czas, aby mogli sprawdzić się w ekstraklasie, sprowadzimy im takich partnerów, którzy wspólnymi siłami zapewnią nam awans. Liczymy, że pieniądze na nowa halę się znajda tak szybko, jak na nowy basen, który jest w fazie projektowania i w 2026 roku lub wcześniej będziemy gościć w Przemyślu najlepsze ekipy z kraju.
Nie znudzi się Pan w którymś momencie?
– Pytanie retoryczne. Ciężko definitywnie odpowiedzieć: tak, nigdy mi się nie znudzi. Jest wiele aspektów, które warunkuje powodzenia naszego projektu. Najważniejszy to ludzie. Dopóki będziemy tworzyć środowisko, które jednoczy, tworzyć miejsca pracy, do których ludzie z przyjemnością będą przychodzić, miejsca, gdzie wspólnie spędzony czas będziemy miło wspominać, miejsca, do których przyjścia nasze dzieci nie będą mogły się doczekać, gdzie mnóstwo chętnych nas będzie wspierało, kiedy ludzie tak najzwyczajniej jak do tej pory będą przychodzić uśmiechnięci i oferować swoją pomoc, odpowiadam: tak, nigdy mi się nie znudzi! Dopóki dzieci będą chodziły na treningi i wpatrzone na meczach w swoich idoli ciężko trenować z nadzieją, że w nagrodę będą mogły zająć ich miejsce w przyszłości, dopóki to, co robimy, będzie wzbudzało uśmiech na buziach najmłodszych oraz wywoływało emocje, gęsia skórkę czy tez łzy czasem szczęścia, czasem porażki, dopóki zdrowie będzie nam dopisywało, odpowiadam: tak, nigdy mi się nie znudzi! Nie znudzi się nam tworzyć czegoś tak wspaniałego co daje wszystkim szczęście, zapewnia rozwój i daje gwarancje miło spędzonego czasu. Na koniec, jeśli mogę, chcę podziękować wszystkim, którzy pracowali dla nas społecznie. Zaangażowali się w współtworzenie klubu i pomagali, abyśmy znaleźli się tu, gdzie jesteśmy. Powinienem każdej z tych osób poświecić więcej uwagi i opisać, jak bardzo pomogła nam w osiągnieciu pierwszych sukcesów, poświęcając swój czas w organizację klubu, tyle, że zajęłoby to pewnie kilka stron. Zrobię to więc w telegraficznym skrócie. Serdeczne podziękowania dla: Daniela Puchalskiego, Mariusza Zamirskiego, Tomka Przewrockiego, kierownika drużyny Macieja Complaka, mojej ukochanej Natalii Zimny, Agnieszki Kucharskiej, Magdy Complak, Daniela Chalickiego, mojego ojca Zdzisława Lewandowskiego i mamy Ireny Lewandowskiej, siostry Magda Łoś i szwagra Roberta Łosia, Andrzeja Kalisza, Zofii Egner, babci Maxa, Piotra Barana, Pawła Żurawskiego, Grety Ostrowskiej, Arka i Magdy Skafiriaków, Agnieszki Stompór, Pawła Treflera, Agnieszki Sidor, Szymona Młodzińskiego, Mariusza Frankowa, Krzysztofa Franczaka, Grzegorza Jabłońskiego, Michała Walciszewskiego, Karola Kijanki, Zuzanny Kołacz, Marleny Dudy, Nikoli Jodłowskiej, Mai Paniw, Anieli Pilch, cheerleadearek: Amelii Choptij, Aleksandry Wójcickiej, Martyny Muszyńskiej, Mileny Machunik, Wiktorii Rabki oraz tych, które zakończyły treningi: Malwiny Amarowicz, Mai Kaplarnej, Wiktorii Gudzelak, Kamili Niemiec, Martyny Kopiec, Jagody Mazurek, Zofii Nykiel, Aleksandry Koniecznej, Dżesiki Golkiewicz, Karoliny Zubilecz, Zuzanny Gawlik, Amelii Brylonek, Marysi Kowalczyk oraz wszystkich kibiców, którzy tworzą razem z nami ten nasz wspaniały, najukochańszy klub na świecie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze