Reklama

Niezwykłe czuwajowe wyprawy wodne

01/03/2021 11:45

HISTORIE DAWNE Harcerski Klub Sportowy Czuwaj w Przemyślu w okresie międzywojennym był jednym z nie-wielu klubów w Polsce, gdzie uprawiano turystykę wodną, wykorzystując do wielodniowych eskapad rzeki, a nawet akweny morskie. Przemyscy żeglarze organizowali wiele wypraw, np. Sanem z Przemyśla do Bałtyku, a nawet na Morza Czarne. Harcerze zdobyli duży rozgłos w Polsce, o ich wyczynach rozpisywała się także prasa zagraniczna.

W 1923 r. powstała w łonie HKS Czuwaj 30-osobowa umundurowana sekcja wodna, przekształcona w 1927 r. w Harcerską Drużynę Żeglarską im. Jana z Kolna. Stworzył ją i kierował nią Edward Heil (w 1944 r. zamordowany przez Niemców). HDŻ zajmowała się turystyką wodną, tj. kajakarstwem i żeglarstwem, wykorzystując łodzie wiosłowe i żaglowe. Sprzętu nie kupowano, lecz wyrabiano własnym sposobem. Czyniono to w porze zimowej (Ziemia Przemyska 1929, nr 10). Heil przyczynił się też do budowy przystani wodnej na Sanie – opodal mostu żelaznego.

Łodziami do Warszawy

25 czerwca 1924 roku pięciu przemyskich śmiałków wypłynęło dwiema łodziami z Przemyśla do Warszawy na I Narodowy Zlot Harcerstwa Polskiego, trwający od 3 do 9 lipca. Trasę wodną[paywall] pokonali w ciągu 7 dni (Ziemia Przemyska  1924, nr 27).  W tej masowej  imprezie wzięło udział 4342 harcerzy i harcerek, w tym z zagranicy (z Przemyśla uczestniczyło ogółem kilkudziesięciu skautów). Na błoniach w Siekierkach postawiono ponad tysiąc namiotów. W Parku Agrykola odbyły się również liczne zawody sportowe. Na zjeździe obecny był prezydent Stanisław Wojciechowski (Nowości Ilustrowane 1924, nr 29).  

Reklama

Kierunek Bałtyk

Rankiem 5 lipca 1925 roku rozpoczęła się długa wyprawa Sanem. Z Przemyśla wypłynęły dwie załogi. Na pierwszej ożaglowanej łodzi „Zbyszko” znajdowali się: Edward Heil – komendant wyprawy, Julian Göttlich, Bronisław  Kłodnicki, Adam Wochański, a na drugiej  „Pa-Ta-Or-Wuj”: Bogusław Jakóbczyński, Adam Malicki, Mieczysław Tobiasz i Józef Toczyński (Ziemia Przemyska 1925 nr 32 i 33). 

Walka z żywiołem

Trzy godziny później szalała ulewa z gradem. Zrobiło się bardzo chłodno, dlatego chłopcy musieli mocno pracować wiosłami, by się choć trochę rozgrzać. Mijali szybko wioski i pola zalane wodą. W pierwszym dniu spływu – jeszcze przed Jarosławiem – podróżnicy minęli  po drodze łódź z trzema przemyskimi gimnazjalistami żydowskimi, którzy również płynęli do Gdańska. Dzień później harcerze byli już na wodach Wisły. Padał deszcz i wiał przeciwny silny wiatr. Żywioły te rozkołysały brudne fale wezbranej rzeki. „Gotujemy sami na łodziach, na primusie z zapasów wziętych z Przemyśla, kupując jedynie mleko, sypiamy w łodzi pod rozpiętym namiotem”.

Reklama

Warszawa

Dwie łodzie płynęły Wisłą w kierunku  Dęblina. Za miastem minął ich statek „Sandomierz”, a przy nim na holu łódź żydowskich gimnazjalistów. Po kolejnych dwóch dniach uciążliwej podróży przemyślanie 11 lipca zawinęli do przystani HKS Varsovia w porcie czerniakowskim. Po dwudniowej przerwie stęsknili się za wodą, z radością chwycili za wiosła i pomknęli dalej. W drodze znowu silna wichura wraz z ulewą z dużą szybkością popychała łodzie nie z tyłu, lecz z boku, powodując ich niebezpieczne nachylenie tak, że maszt trzeszczał.

Bałtyk

Ziemia Przemyska w 1925 roku (nr 33) pisała: „Płyniemy prześlicznym przełomem przez wyż nadbałtycki, zwiedzamy Święte, Grudziądz, Gniew. Za Tczewem to już jest terytorium wolnego miasta Gdańska”. 19 lipca, w sobotę po południu, przemyślanie znaleźli się u głównego ujścia Wisły. Już z daleka zobaczyli Bałtyk. Do Gdańska płynęli kanałem jeszcze 30 km „martwą” wodą. W połowie drogi, po godzinnym postoju, otwarto śluzy. Harcerze, przebrani już w mundury i pod polską flagą, wpłynęli do portu gdańskiego. Pasażerowie na licznych statkach i łodziach motorowych z zaciekawieniem przyglądali się przemyskim żeglarzom. Dopiero trzy dni później zjawili się w Gdańsku trzej żydowscy gimnazjaliści.

Reklama

Powrót do domu

Po dwóch tygodniach (19 lipca): „Szybko zwiedzamy Gdańsk.  Niemcy ze zdziwieniem patrzyli na nasze twarze, czarne od wichrów i słońca, twarde od wiosła pięści i miny wilków morskich. Zawijamy do Orłowa 5 km od Gdyni, korzystając z serdecznej gościny w obozie harcerek przemyskich”. Po jednodniowym odpoczynku 8-osobowa załoga zwiedziła różne miejscowości nadmorskie (łodzie wcześniej sprzedano), a potem już koleją pojechała do Gdańska, a stamtąd do Poznania, Łodzi, Krakowa i w końcu do Przemyśla. Wyprawa do morza trwała 14 dni. W tym czasie dzielni żeglarze przebyli 1400 km (dziennie 100 km). 

Reklama

Cel:  Morze Czarne

15 lipca 1928 roku wyruszyły w podróż wodną ze Śniatynia na Morze Czarne trzy załogi Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej z Przemyśla. 11-osobowy skład tworzyli (w tym dwóch lwowiaków):  Edward Heil – komendant, Eustachy Słobodzian, Tadeusz Osiński, Stanisław Bielikiewicz, Adam Wochański, Kazimierz Czajkowski, Józef Tomczyk, Mieczysław Tomczyk, Bolesław Bachyrycz, Adam Słobodzian i Marian Klinger. Eskapada odbywała się na trzech łodziach kilowych, przystosowanych do żeglugi morskiej. Przedsięwzięcie to sfinansowało wojsko.

Prutem do Czerniowiec

Ekipa, zaopatrzona w radiostację odbiorczą, trzy aparaty fotograficzne do badań etnograficznych, broń myśliwską oraz aparaty naukowe do badań geograficznych i atmosferycznych, wyjechała rannym pociągiem z Przemyśla do Śniatynia (miasteczko przy ówczesnej granicy polsko-rumuńskiej). Tam Prutem, małą i rwącą górską rzeką pełną porohów, dotarła wyprawa do Czerniowiec (wówczas Rumunia) –  stolicy Bukowiny. Gości z radością i godnością powitał konsul Polski – książę Henryk Korybut Woroniecki (ur. 1891 – zm. 1942 w Auschwitz), a także liczna miejscowa Polonia.

Reklama

Dunajem na Morze Czarne

Wzdłuż całej Bessarabii, z powodu wycieńczających upałów i silnych wiatrów, z ogromnym trudem 3 załogi dopłynęły Dunajem do delty. Następnie 10 sierpnia wpłynęły na pełne morze. Wtedy po raz pierwszy na Morzu Czarnym pojawił się sztandar Związku Harcerstwa Polskiego, a także polska bandera. Podniesiono też banderę Przemyskiej Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej. Po drodze trzy łodzie przemyskie oddały salut sztandarowi słynnego szkolnego żaglowca „Lwów” (rozmiary: 85 m x 11 m; wysokość masztu 42 m), który powitał ich oklaskami.

Udział w uroczystościach

14 sierpnia, po 70-milowej podróży morskiej, „marynarze” dotarli do Constancy i rozbili obóz niedaleko rumuńskiego portu wojennego. Następnego dnia harcerze wzięli udział w dorocznych uroczystościach rumuńskiej floty wojennej. Wtedy mieli okazję zobaczyć króla, królową matkę i cały rząd sprzymierzonego narodu. Pisała o tym nawet tamtejsza prasa.

Reklama

Efekty podróży

Powrót do domu nie odbywał się już drogą wodną. Trzy łodzie zostały na miejscu sprzedane rybakom, a za uzyskane pieniądze sfinansowano powrót 11-osobowej ekipy do Przemyśla. Ekspedycja była wyjątkowo udana. Jej owocem były, obok przeżyć i wrażeń, cenne notatki naukowe oraz 300 zdjęć o wartości etnograficznej (Ziemia Przemyska 1928, nr 37). Żadna z tych fotografii nie zachowała się do dziś. 


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zadumany przemyski obserwator - niezalogowany 2021-03-01 17:12:26

    Ciekawe , ponad 80 lat temu chciało się coś zrobić , działać , uprawiać a obecnie nie opłaci się nic , zero inicjatyw , działalności w tym sportowej jedyne słowa ,  nie ma kasy , brak pieniędzy , może kiedyś , panuje  ogólna gnuśność , lenistwo, marazm i zniechęcenie . Co za czasy , obyczaje , sam pamiętam w latach 50 -70 ub wieku wszyscy zdrowi uprawiali sport , działali w różnych organizacjach społecznym pomimo tej niby straszliwej komuny którą duet Duda- Jaruś i inni straszą nieustannie młode pokolenia , pamiętam harcerzy wodniaków z przystani i wiele klubów sportowych z dziesiątkami dyscyplin i nikt nie śmiał nawet pomyśleć za ile , kasa nie należy , nic się nikomu nie należało i nikt nic nie dostawał za np. kopanie w gałę  czy  granie w koszykówkę, zaś każdy był dumny że wystąpił w meczu czy zawodach swojego klubu. Co za czasy , jak widzę smarkate  głównie podlotki niby nowoczesne   damy  niemal każda z wlepionym nosem  w telefonie nawet na przejściach dla pieszych , to robi się mdło i ciężko na serduchu , co za czasy i obyczaje , nie chce nawet myśleć  co będzie w następnych latach , może dekadach. Ale mnie raczej to nie będzie dotyczyć .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    lordi - niezalogowany 2021-03-01 18:01:52

    Co to są Morza Czarne ???? Ja się nie znam .....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    asdf - niezalogowany 2021-03-02 00:03:41

    teraz tylko się opłaca mazać palcem po srj.......phonie .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama