Za 11 dni miną dwa miesiące od zbrodniczej napaści Rosji na niepodległy i suwerenny kraj, jakim jest Ukraina. Powoli oswoiliśmy się z tym. Pomogła nam pozorna „cisza”, która najprawdopodobniej na razie zapadła za wschodnią granicą.
Mniej jest informacji o bestialskich atakach, wybuchach bomb, rakiet, ruchach reżimowych putinowskich wojsk. Na światło dzienne wychodzi bezmiar okrucieństwa, bestialstwa i zezwierzęcenia dziczy – bo przecież nie cywilizowanych ludzi – która mordowała bez skrupułów niemowlęta, dzieci, kobiety i starców. Odkrywane są masowe groby w wielu ukraińskich miastach i miasteczkach. To zapewne wierzchołek góry lodowej...
„Cisza” sprawiła, że entuzjazm i samarytanizm nieco opadł. Punkty pomocy humanitarnej, tworzone naprędce, w różnych miejscach zostały zamknięte. Wielu wolontariuszy odebrało tę decyzję źle, komentując przy użycia przysłowia: „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”. Nie tak to powinno wyglądać, bo nigdy nie wiadomo, czy tenże „murzyn” za jakiś czas nie będzie znowu potrzebny.
Zza wschodniej granicy przybywa obecnie znacznie mniej uchodźców niż w pierwszych kilku tygodniach wojny. Nikt nie chce przecież w ciągu kilku minut zostawiać dobytku całego życia. Niestety, miliony Ukraińców były do tego zmuszone.
Wprost proporcjonalnie do „ciszy” pojawiają się głosy... sprzeciwu wobec tego, co się działo w naszym kraju od 24 lutego. Tego nie można przemilczeć! Tego nie można nie zauważyć!
Nie mówię tutaj o rosyjskich trollach, propagujących fake newsy pod fikcyjnymi nazwiskami czy pseudonimami. To szambo, o którym nie warto się nawet zająknąć. Mówię tutaj o osobach o wybitnie nacjonalistycznych poglądach, które dzięki „ciszy” wreszcie mogą sobie ulżyć!
Uwierało ich to przez wiele dni, ale wówczas nie wypadało. Nieprawdaż? Demony rodzą się w „ciszy”...
Nie będę uszczegóławiał. Każdy ma własne sumienie. Wspomniani grzmią o zatracaniu narodowej tożsamości, o deptaniu polskości, o byciu służącymi...
Nikt wam (i nam) Polski nie odbierze! Nie ma obawy. Nikt na polskość nie dybie.
Wspomniani to też ci, którzy co tydzień siadają w pierwszych ławach świątyń, odmawiając „Ojcze nasz...”, czyniąc znak krzyża i ustawiając się do przyjęcia Eucharystii. Bóg nie chce takich wyznawców. Przesiąkniętych nienawiścią.
Za moment święta Wielkiej Nocy... Pewnie pójdziecie do kościoła. Może warto się zastanowić, gdzie jest granica między dekalogiem a faryzeuszostwem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze