Mieszkał w kamienicy przy ulicy Borelowskiego 3. Pracował m.in. w zakładzie elektrotechnicznym Witolda Trandy. Wg Nowości Illustrowanych z 1908 r. był wynalazcą m.in.: tłumika do broni palnej (skonstruowanego w 1906 r., czyli na trzy lata przed patentem Hirama Maxima), noktowizora, „aparatu do wzierania w ziemię, umożliwiającego zbadanie jej zawartości” czy telefotografu – „aparatu do widzenia na odległość”. Niestety, żadnego z nich nie udało się mu opatentować. To jeden z zapomnianych przemyślan – inżynier Stanisław Aleksander Nowina de Chrzanowski.
Stanisław Chrzanowski urodził się 21 lutego 1883 r. w Przemyślu, zmarł 12 listopada 1942 r. w Jarosławiu. Pochodził z rodziny zasłużonej w walkach o niepodległość kraju, sam również uczestniczył w obronie Przemyśla w 1918 r. W czasie okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej był oficerem wywiadu wojskowego Armii Krajowej.
Znakomicie jego sylwetkę na łamach Pulsu Przemyśla w 2003 r. zaprezentowała córka – Maria Kazimiera Nowina de Chrzanowska[paywall].
„(...) Stanisław, późniejszy inżynier-wynalazca, dorastał wraz z braćmi Łukaszem i Eugeniuszem oraz siostrą Olgą. Od najwcześniejszych lat przejawiał wybitne zdolności techniczne. Miał wiele pomysłów, przerastając pod tym względem swoich rówieśników. Uczył się bardzo dobrze. Był wszechstronnie utalentowany. Grał pięknie koncertowo na cytrze i skrzypcach. Biegle władał językami niemieckim, francuskim i angielskim. (..) Po ukończeniu Gimnazjum im. J. Słowackiego wyjechał do Monachium, aby tam podjąć dalszą naukę w Wyższej Szkole Technicznej. Po ukończeniu tej szkoły, powrócił do rodzinnego Przemyśla, gdzie poświęcił się pracy nad wynalazkami (...)” – napisała m.in. we wspomnieniu.
W 1909 r. Kurier Polski zamieścił na swoich łamach materiał pt. Pomysłowy wynalazca Stanisław Chrzanowski z Przemyśla, w którym opisano historię jego dokonań oraz rozczarowanie niedotrzymaniem obietnic sfinansowania wynalazku przez możnych protektorów. Jednak niezrażony doznanym zawodem, Stanisław Chrzanowski, z wytrwałością godną podziwu, pracował nad realizacją innych pomysłów, których sporo kłębiło się mu w głowie.
„(...) I tak wynalazł aparat umożliwiający widzenie nocą, aparat do wzierania w ziemię umożliwiający zbadanie jej zawartości, a następnie telefonograf, tj. aparat do widzenia na odległość, przewyższający dotychczasowe tego rodzaju urządzenia we wszystkich szczegółach. Nad budową tego aparatu pracował wynalazca w swoim prywatnym zakładzie. Kiedy wybuchła I wojna światowa, został powołany do wojska austriackiego w stopniu kapitana łączności. Po wojnie, w 1918 r., przyjął pracę w Miejskiej Elektrowni w Przemyślu na stanowisku dyrektora. Po pewnym czasie, zapoznany jako człowiek z ogromną energią, otrzymał funkcję inspektora sieci, aby nadzorować elektryfikację Przemyśla oraz nowo budowanego kościoła oo. Salezjanów na Zasaniu. Przy tym zajęciu znalazł możliwość pewnego udoskonalenia, a mianowicie dla drutów elektrycznych przeciąganych przez ramiona drewnianej obudowy, skonstruował bezpieczniejsze i trwalsze metalowe koło, na którym znajdują się porcelanowe kule. Do dziś jedno z tych kół używane jest w Przemyślu na rogu kamienicy Rynku i ul. Franciszkańskiej. Sądzę, że na wielu innych obiektach też pozostały pamiątki po ojcu (...)” – opowiedziała córka przemyskiego wynalazcy.
W 1913 r. wydał i zilustrował szkicami książeczkę O fotografii i widzeniu elektrycznem. (Telefotograf i telefotoskop), w której opisał dotychczasowe osiągnięcia techniczne związane z telefonem świetlnym i fotografią elektryczną, a także pokrótce objaśnił działanie własnego wynalazku, który nazwał „telefotoskopem”. Kolejne doświadczenia nad aparatem przyniosły zadowalający wynik już w latach 20. ubiegłego wieku, a na początku lat 30. osiągnął w pełni satysfakcjonujący efekt, mianowicie obraz wizji kablowej.
„(...) Brak funduszy nie pozwolił mu na wysokie opłaty patentowe, więc zaniechał zarejestrowania wyników doświadczeń. W tym czasie pracował również nad silnikiem odrzutowym do samolotu. Z końcem 1938 r. miał gotowy po próbach silnik, aby go opatentować. Wszystkie formalności były załatwione, lecz zbliżająca się groźba II wojny światowej wstrzymała go od złożenia projektu w Biurze Patentowym. W latach trzydziestych został przyjęty przez Prezydenta RP Ignacego Mościckiego, który był zainteresowany wynalazkiem ojca. Jednak Polska była zbyt biedna, ponieważ dopiero podnosiła się po okresie zaborów i projekt nie doczekał się realizacji. Wobec zbliżającej się wojny, autor wynalazku zdecydował się na rozebranie prototypu silnika i jego ukrycie. Nie doczekał końca wojny. Jego plany i wizje przecięła nagła śmierć zadana przez Niemców podczas wykonywania zadania w ramach służby w AK. W tym czasie pełnił funkcję dyrektora Elektrowni Miejskiej w Jarosławiu (...)” – podsumowała swoją opowieść Maria Kazimiera Nowina de Chrzanowska.

fot.źródło: Nowości Ilustrowane, 1908 r.
Pracował m.in. w zakładzie elektrotechnicznym Witolda Trandy, gdzie miał możliwość testowania wynalazków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze