Reklama

ORLEN Upstream SRS bez szans w Legionowie

Mając ledwie jednego zawodnika (!) na zmianę, toczyć w Legionowie wyrównaną walkę przez ponad 50 minut jest „mistrzostwem świata”. To jednak radość nieco przez łzy, bo finisz sezonu przemyskiego zespołu wygląda nieco karykaturalnie. ORLEN Upstream SRS walczył niezwykle ambitnie, z sercem i poświęceniem, ale szans na sprawienie sensacji nie miał żadnych.

Z ledwie siedmioma zawodnikami w polu – czyli ze strzępami strzępów grać w Lidze Centralnej się po prostu nie da. Choćby nie wiadomo jak owe strzępy strzępów funkcjonowały, w takich meczach jak ten w Legionowie ze sportowego punktu widzenia nie mają absolutnie żadnych szans. Nie ma sensu wymieniać listy nieobecnych, łatwiej będzie zapamiętać tych, którzy dzielnie stawili czoło wiceliderowi, który wciąż walczy o grę w barażach o awans do PGNiG Superligi Piłki Ręcznej Mężczyzn.

Tym, którzy pojawili się na parkiecie Areny Legionowo, należą się ogromne słowa uznania. Walczyli jak mogli i dość długo kazali kibicom wicelidera przecierać oczy ze zdumienia. Mimo ogromnej przewagi ilościowej, sporym możliwościom rotacji, przemyślanie załazili za skórę ich pupilom raz za razem. Zaczęło się od skutecznie wyegzekwowanego przez Kamila Cioka rzutu karnego, ale w 4. min goście byli na prowadzeniu 1:2 po bramce Szymona Światłowskiego. Po raz ostatni czuli jego smak w 10. min, kiedy niesłychanie skuteczny Dzianis Krytski trafił na 4:5. Do końca I połowy trwała wyrównana walka. Brak (!) lewego skrzydła trener Przemysław Korobczak „łatał” Tomaszem Biernatem lub Patrykiem Walczykiem. I wychodziło to nawet ładnie. Wynik po pół godzinie gry ustalił Paweł Stołowski.

Kiedy przez pierwsze 10 minut II połowy gospodarze zdobyli dwa razy więcej bramek niż goście, wydawało się, że z łatwością rozbudują przewagę. Rozważnie kierowani przez doświadczonego Michała Prątnickiego, z całą gamą ofensywnych rozwiązań, skutecznym włączaniem się do akcji skrzydeł, niezłą współpracą z kołem, w 41. min wygrywali 23:17. Ale przemyślanie nie dawali za wygraną! Nie spuścili głów. W 43. min T. Biernat zniwelował straty do trzech trafień – 23:20. Tyle samo było jeszcze w 52. min, kiedy nie pomylił się P. Stołowski – 27:24. A kto wie, czy przemyślanie nie nawiązaliby bezpośredniego kontaktu, gdyby w krótkim odstępie czasu rzutów karnych nie spudłowali Kamil Guzdek i P. Walczyk.

Finalne fragmenty należały już do legionowian. Nie do zatrzymania był zwłaszcza, bombardujący bramkę gości z drugiej linii Krystian Wołowiec. To on efektownym trafieniem zakończył ten mecz. Wydaje się, że 7-bramkowa wygrana KPR-u to dla nich uśmiech losu, bo na tak wysoki triumf nie do końca zasłużyli.

Reklama

 

 

KPR Legionowo – ORLEN Upstream SRS Przemyśl 35:28 (15:13)
KPR Legionowo: Zacharski, Filipowicz, Szakłucki – Brzeziński 4, Brzozowski 0, Prątnicki 3, Kostro 3, Kasprzak 6, Fąfara 0, Śliwiński 1, Tylutki 0, Brinovec 0, Wołowiec 9, Laskowski 2, Ciok 7.
ORLEN Upstream SRS: Sar, Barnaś, Iwasieczko – Biernat 7, Walczyk 2, Guzdek 3, Stołowski 3, M. Kroczek 1, Krytski 9, Światłowski 3.
Sędziowali: Wojciech Kuliński (Łódź) i Maciej Rogala (Tomaszów Mazowiecki). Kary: KPR Legionowo – 6 min; ORLEN Upstream SRS – 4 min. Widzów: 300.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości