Chyba już czas zadać pytanie, czy przemyślanom chce się jeszcze w tej lidze grać w piłkę ręczną czy – mając już utrzymanie w kieszeni – nie mają ambicji powalczyć o coś więcej? Jeśli tak, to takie występy i taka postawa jak w meczu z Padwą w Zamościu jest niedopuszczalna. Każdy mecz można przegrać, nawet ze słabszym rywalem. Wszak pod jednym warunkiem – po walce, a nie oddaniu pojedynku jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziów.
Dyspozycja przemyślan od kilku tygodni jest wielką niewiadomą. Od meczu w Sosnowcu zatracili gdzieś systematyczność i chęć zwycięstwa za wszelką cenę. Jeśli jeszcze na parkiecie hali POSiR są w stanie zaprezentować charakter z końcówki zeszłego roku, tak w meczach wyjazdowych kompletnie nie przypominają zespołu, który był nieobliczalny i potrafił znaleźć antidotum na wiele trudnych sytuacji.
Mecz w Zamościu mógł przez niektórych być traktowany jako wyjątkowy, z podtekstami. A jeśli tak, wypadało, aby mobilizacja z obu stron była na znacznie wyższym poziomie. I była, ale tylko z jednej strony. Ze strony gospodarzy. Przykro patrzyło się na poziom koncentracji w wykonaniu przemyślan. Niestety. Przyjechali do Zamościa tylko po to, aby odfajkować spotkanie. Grą w „chodzonego” w tej lidze nie wygra się żadnego spotkania.
Potyczka po 10 minutach wyzuta została z jakichkolwiek emocji. Biegać, bronić, wylewać litry potu, szukać najdogodniejszych szans, chciało się tylko jednemu zespołowi. Więc historia tej potyczki sprawia, że można ją zamknąć w ledwie kilku zdaniach.
Zaczęło się od trafienia Karola Małeckiego. Wyrównał Paweł Stołowski, który potem nie wykorzystał rzutu karnego, ale do 8. min trafił jeszcze dwa razy i wynik wówczas brzmiał 4:3. To było ostatnie trafienie popularnego „Stołka” w tym pojedynku. I na tym wszelka egzaltacja tym spotkaniem się skończyła. Kolejne 5 minut gospodarze wygrali 5:0 i w 13. min, po trafieniu Kacpra Adamczuka, wygrywali już 9:3. Śpiący bardzo głębokim snem goście ocknęli się na momencik i w 19. min doprowadzili wynik do stanu 10:7. Ale na końcówkę I połowy ponownie poszli w popularne „kimono”. Chrapali na tyle głośno, że miejscowi raz za razem bez słowa sprzeciwu dziurawili bramkę rywala. Po I połowie mieli 6 bramek przewagi.
W II odsłonie bez żadnych przeszkód triumfalny pochód kontynuowali. W 43. min wygrywali już 27:17 po bramce Kacpra Mchawraba, w 52. min gromili drepczących sobie po parkiecie przemyślan 34:22 po serii trzech trafień Gabriela Olichweruka. Jedynym ciekawszym momentem II połowy była chwila, w której Paweł Sar – po raz pierwszy w tym sezonie –wpisał się na listę strzelców.
Fajnie byłoby, gdyby ORLEN Upstream SRS jednak przed świętami Wielkiej Nocy znalazł odpowiedź na pytanie zadane powyżej.
Padwa Zamość – ORLEN Upstream SRS Przemyśl 39:31 (19:13)
Padwa: Kozłowski, Proć – A. Adamczuk 0, Sałach 0, Puszkarski 2, Szymański 0, Sz. Fugiel 2, Małecki 3, Skiba 2, Mchawrab 3, Olichwiruk 3, T. Fugiel 8, Orlich 7, K. Adamczuk 6, Obydź 3.
ORLEN Upstream SRS: Iwasieczko, Sar – Biernat 3, Walczyk 1, Guzdek 5, K. Kroczek 0, Mochocki 2, Stołowski 3, M. Kroczek 0, Krytski 7, Światłowski 3, Kulka 6.
Sędziowali: Paweł Podsiadło i Adam Świostek (obaj z Radomia). Kary: Padwa – 12 min; ORLEN Upstream SRS – 12 min. Czerwona kartka: Małecki (55. – gradacja kar). Widzów: 800.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tak, był to bardzo słaby mecz w naszym wykonaniu! Proponuję jednak zerknąć w protokół meczowy i zobaczyć ilu naszych zawodników zgłoszonych było do meczu a potem wysnuwać daleko idące wnioski. Po zwycięstwie z wiceliderem tydzień temu było super a dzisiaj po przegranej w 12-sto osobowym składzie mamy się zastanawiać czy grać dalej ??? See you.
Tak, był to bardzo słaby mecz w naszym wykonaniu! Proponuję jednak zerknąć w protokół meczowy i zobaczyć ilu naszych zawodników zgłoszonych było do meczu a potem wysnuwać daleko idące wnioski. Po zwycięstwie z wiceliderem tydzień temu było super a dzisiaj po przegranej w 12-sto osobowym składzie mamy się zastanawiać czy grać dalej ??? See you.