Publikująca pod pseudonimem Mel Lallande przemyślanka Małgorzata Bajorska na poważnie pisze od pięciu lat. Ma już na koncie 9 napisanych książek i 2 wydane... To niezły wynik, jak na 25-latkę. Absolwentka filologii polskiej ze specjalizacją edytorsko-medialną ma głowę pełną twórczych pomysłów, a na koncie 905 przeczytanych książek. Oprócz literatury jej pasją są podróże. Zdążyła zwiedzić ponad 20 państw. Nałogowo pochłania odcinki serialu science fiction „Doctor Who”, którego jest wielką fanką. Czym zaskoczy czytelników w najbliższym czasie?
Podobno nałogowo pochłania Pani książki i ma ich w domu ponad tysiąc. To prawda?
– Tak, do tej pory przeczytałam 905 książek, a w domu rzeczywiście mam ich jakieś 1300.
Dwie wydane publikacje Pani autorstwa to groteski science fiction „Humaniści w kosmosie” oraz książka „Choroby duszy”. Pierwsza to chyba dość lekka propozycja – zbiór krótkich opowiadań przepełnionych inteligentną groteską i czarnym humorem. Druga porusza trudny i ciężki temat chorób psychicznych. Skąd pomysł na tak różne tematycznie książki?
– Moja pierwsza książka to taka trochę wprawka literacka. Porusza takie tematy jak, zmiany klimatyczne czy sztuczne inteligencje w przedmiotach codziennego użytku. Drugą z kolei książką – „Choroby duszy” – chciałam się pochwalić, że potrafię pisać literaturę ambitniejszą, która każe nam rozmyślać nad psychologią czy filozofią.
Jakie są literackie źródła Pani inspiracji?[paywall]
– Jest ich wiele, dlatego wymienię tylko główne. Tytułowe opowiadanie „Humanistów w kosmosie” nawiązuje do „Edenu” Stanisława Lema. Inne inspiracje w opowiadaniach to między innymi: „Blade Runner. Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” Philipa Dicka, „Bajki robotów” Stanisława Lema czy „Opowieść Podręcznej” Margaret Atwood. A w przypadku „Chorób duszy” zainspirowałam się głównie „Szklanym kloszem” Sylvii Plath. Inne to między innymi: „Inteligencja emocjonalna” Daniela Golemana czy „Ciszej proszę… siła introwersji w świecie, który nie przestaje gadać” Susan Cain.
Dla kogo Pani pisze? Czy jest jakiś określony typ odbiorcy, do którego kieruje Pani swoje powieści?
– Chciałabym pisać dla wszystkich, ale wiem, że to graniczy z cudem.
Czy pisanie to Pani hobby, sposób na życie, czy łączy je Pani z pracą zawodową bądź nauką?
– Na razie jest to mój sposób na życie. Studia już ukończyłam, czyli filologię polską ze specjalizacją edytorsko-medialną.
Skąd wziął się Pani – przyznać trzeba intrygujący – pseudonim artystyczny i dlaczego nie publikuje Pani pod własnym imieniem i nazwiskiem?
– Pseudonim narodził się z połączenia trzech autorów i jednego serialu. W jednym opowiadaniu Edgara Allana Poe „Opowieści miłosne, groteski i makabreski” pojawia się Madame Lalande. Opowiadanie wydaje się podobne do tylu różnych książek, dopóki nie następuje zakończenie – zabawne i inne od dotychczas mi poznanych. Mamy też książkę „Lalande 21185” Janusza Zajdla, jednego z moich ulubionych pisarzy (prekursor nurtu fantastyki socjologicznej w Polsce; jego imieniem nazwano najważniejszą polską nagrodę literacką w dziedzinie fantastyki – przyp. aut.). Oprócz tego w pseudonimie pojawia się anagram do Lema, którego też lubię, a który jest jednym z najlepszych pisarzy science fiction. I na koniec trzeba dodać, że Mel to skrót od Melody Pond, słynnej postaci z serialu „Doctor Who”. Piszę pod pseudonimem, ponieważ w Polsce jest już parę pisarzy o podobnym nazwisku. A sami Polacy zmieniają je z „Bajorska” na „Bojarska”. Tak jakbym pochodziła od bojarów, czyli szlachty ruskiej (śmiech). Już nie wspominając, jaką trudność mieliby ludzie z zagranicy.
Drugą Pani miłością są podróże... Stanowią dodatkową inspirację do poczynań literackich?
– Raczej nie inspiruję się podróżami. Jest to nostalgia wynikająca z mile spędzonego pobytu. Ale tak, zwiedziłam ponad 20 państw, w tym między innymi: Egipt, Tunezję i Turcję. Teraz marzy mi się wyprawa do Peru.
Powieść, nad którą Pani teraz pracuje – „Pani Śmierć. Turniej Międzygalaktyczny” – to historia z gatunku fantastyki. O czym opowiada?
– Książka „Pani Śmierć. Turniej Międzygalaktyczny” została już ukończona. Historia opowiada o Śmierci, która za karę zostaje uwięziona na Ziemi i żyje tam przez miliardy lat. Zapomniana, aż staje się legendą. Pewnego dnia przylatują osoby z Turnieju Międzygalaktycznego i zabierają ją ze sobą. Myślą, że jest Ziemianką. Od tej pory walczy na różnych planetach i rozwiązuje zagadki. Walczy o wygraną – można zażyczyć sobie czegokolwiek.
Czym jeszcze zaskoczy nas Mel Lallande?
– Aktualnie kończę pisać krzyżówki literackie na temat klasyki, a potem będę pisać książkę z pytaniami i odpowiedziami na dany temat. Fizyki, historii, geografii. Et cetera. Żeby pisać tyle książek co ja, wystarczy nie marnować czasu na telewizor i imprezy – w młodym wieku lub nie mieć dzieci – w trochę starszym.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Autor wywiadu kopiuje informacje z serwisu lubimyczytać.pl, a autorka wydała swoje książki własnym sumptem w "wydawnictwach", którym autorzy płacą za publikację. Może poczekajmy aż autorka przeczyta nieco więcej i jednak zostanie doceniona przez kogoś z zewnątrz? Chyba że to płatna reklama, jak wywiady z doktorem Bodnarem...
1. Informacje nie są skopiowane z lubimyczytać. pl, bo to jedna z Pań wysłała mi pytania, a na nie odpowiedziałam. 22. Jeśli myśli Pan, że wydanie w Wydawnictwie Znak czy Wydawnictwie Literackie jest łatwe, to Pan myli się. W ciągu miesiąca wysyła się do nich z trzy tysiące tekstów. 3. Przeczyta ''nieco więcej''? Może Pan nie zrozumiał tekstu, ale przeczytałam ponad 900 książek. Niektórzy nie przeczytają tyle przez całe życie. 4. Nie są to płatne wywiady, nic nie zarobiłam na nich, tak samo jak gazeta ''Życie Podkarpackie''. Wystarczyło tylko miło napisać do gazety.
Oczywiście, że "nieco więcej". Doskonale zrozumiałam. To tak, jakby Pani w ciągu ostatnich 15 lat czytała jedną książkę tygodniowo. To tak dużo? Przecież jest Pani polonistką... Tylko na pierwszym roku porządnych studiów czyta się około 100-15o książek. Rozumiem, że na tle świata, Polski i czy rodziny wydaje się to dużą liczbą, ale... nie jest.Lead wywiadu jest skopiowany z lubimy czytać.Życzę powodzenia w wydawaniu książek NIE we własnym zakresie, ale pod opieką redaktora :-)
Proszę Pana, gdybym liczyła wszystkie podręczniki, które przeczytałabym (i lektury), to książek wyszłoby z trzy tysiące, jeśli nie więcej. I też jest różnica w kategorii gatunku. Gdy czytałam science fiction, to raz przez miesiąc przeczytałam czternaście książek. Teraz czytam książki popularnonaukowe i klasykę. Dla porównania - ''Hyperiona'' Dana Simmonsa przeczytałam w trzy dni (liczba stron - ponad szećset), a ''Sto lat samotności'' Gabriela Garcia Marqueza (liczba stron - około czterysta) w osiem dni.Pozdrawiam!
Autor wywiadu kopiuje informacje z serwisu lubimyczytać.pl, a autorka wydała swoje książki własnym sumptem w "wydawnictwach", którym autorzy płacą za publikację. Może poczekajmy aż autorka przeczyta nieco więcej i jednak zostanie doceniona przez kogoś z zewnątrz? Chyba że to płatna reklama, jak wywiady z doktorem Bodnarem...
podziwiam i trzymam kciuki.
1. Informacje nie są skopiowane z lubimyczytać. pl, bo to jedna z Pań wysłała mi pytania, a na nie odpowiedziałam. 22. Jeśli myśli Pan, że wydanie w Wydawnictwie Znak czy Wydawnictwie Literackie jest łatwe, to Pan myli się. W ciągu miesiąca wysyła się do nich z trzy tysiące tekstów. 3. Przeczyta ''nieco więcej''? Może Pan nie zrozumiał tekstu, ale przeczytałam ponad 900 książek. Niektórzy nie przeczytają tyle przez całe życie. 4. Nie są to płatne wywiady, nic nie zarobiłam na nich, tak samo jak gazeta ''Życie Podkarpackie''. Wystarczyło tylko miło napisać do gazety.