Reklama

Plaga szczurów na osiedlu. Interweniował sanepid. Spółdzielnia: – Mieszkańcy sami „zapraszają” gryzonie do bloków


Na problem szczurów biegających po osiedlu Armii Krajowej czy Witosa zwrócili uwagę sami mieszkańcy. Jeden wpis w sieci uruchomił lawinę kolejnych. Gryzonie w osiedlowej przestrzeni poczynają sobie coraz śmielej, a pozbycie się ich nie jest proste. Niestety winę za ten stan rzeczy w dużej mierze ponoszą osoby wyczulone na los bezdomnych zwierząt. Dokarmiając je resztkami, sprowadzają nieproszonych gości. Spółdzielnia załamuje ręce, a PWiK dokłada swoje, przypominając, że „toaleta to nie śmietnik!”.


Obecność szczurów na osiedlu to problem sanitarny, wymagający natychmiastowej reakcji. Gryzonie te przenoszą choroby, niszczą osiedlową infrastrukturę, taką jak kable i izolacje, i do tego... szybko się rozmnażają, więc sytuacja łatwo może się wymknąć spod kontroli. A może nawet już się wymknęła, o czym świadczyć może lawina wpisów w social mediach, zamieszczanych przez tych, którzy dostrzegają konsekwencje takiego stanu rzeczy.

„Po osiedlu Armii Krajowej, w pobliżu bloków nr 10, 12, 11, żłobka i sklepu biegają szczury!!!!! Apel, prośba i groźba do mieszkańców: nie wyrzucajcie odpadków jedzenia przez okno. Ludzie, opamiętajcie się!!! Odpowiednie służby prosimy o szybkie działania i zrobienie porządku z tym problemem!” – to tylko jeden z nich.

Reklama

„Niektórzy mieszkańcy są niereformowalni, nie pomagają apele spółdzielni czy uwagi innych lokatorów. Dokarmiają ptactwo, a przy okazji ściągają szczury” – zauważa inny wypowiadający się. „Na Witosa i w parku to samo. Spleśniałe chleby, rozgotowane marchewki, gotowane kości, fasolka po bretońsku. Pod blokiem nr 14 na Armii Krajowej to samo. Zgnite pomidory, stara wędlina albo mięso. Aż niedobrze się robi. Niektórzy mówią, że psy zjedzą. Na litość boską, jak ktoś ma psa, to przecież nie pozwoli mu jeść resztek po osiedlu porozrzucanych!”. „Dojdzie do tego, że zaczniemy kamery zakładać w każdym oknie, może wreszcie zaczniemy szanować pracę innych i czystość wokół siebie!” – można przeczytać w sieci.

Na wpis zareagowała m.in. radna Agnieszka Wywrót, która na prośbę mieszkańców zgłosiła problem do Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu oraz Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Buszowanie gryzoni[paywall] po osiedlach mieszkańcy uznają za bardzo niepokojące, tym bardziej, że lada chwila rusza tzw. sezon „piaskownicowy” i na place zabaw wyjdą dzieci. Spotkanie z gryzoniem może być dla maluchów fatalne w skutkach...

Reklama

Deratyzacja koniecznością?

Ze sprawą zwróciliśmy się do władz Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu, która administruje opisywany teren. Ta problem szczurów zna, ale przyznaje, że walka z przyzwyczajeniami mieszkańców przypomina walkę z wiatrakami. Wiceprezes Jerzy Sikorski zapewnił nas, że problem traktuje poważnie i jeśli deratyzacja okaże się koniecznością, na pewno zostanie przeprowadzona. Podkreślił przy tym, że problem ze szczurami to efekt pozostawiania w osiedlowej przestrzeni i wyrzucania przez okna resztek jedzenia.

Reklama

Dopóki mieszkańcy, którzy sądząc, że działają w dobrej wierze, nie zrozumieją, że robić takich rzeczy nie wolno, szczury z osiedla szybko nie znikną – zaznaczył.

– Jesteśmy świeżo po kolejnej kontroli sanepidu, do którego mieszkańcy ślą zdjęcia. Mimo wywieszonych na klatkach apeli o niedokarmianie ptactwa i kotów i umieszczenia takiego komunikatu na tabliczkach zlokalizowanych na osiedlach, jak i zamontowania karmników, do których gryzonie nie mają dostępu, niewiele w zwyczajach ludzi się zmienia. Mało tego, proceder się nasilił. Rano pracownik odpowiedzialny za sprzątanie zbiera odpadki porozrzucane pod oknami, z za godzinę czy dwie już są kolejne. Wiemy, którzy mieszkańcy wynoszą resztki, ale rozmowy z nimi nie przyniosły skutku. Mało tego, otrzymujemy nawet pisemne deklaracje, że o zaprzestaniu dokarmiania nie może być mowy. Trzymamy jednak rękę na pulsie, tym bardziej, że spodziewamy się rekontroli z sanepidu – informuje J. Sikorski.

Reklama

PWiK wyciąga inny problem

Wiceprezes spółdzielni dodaje, że osobną sprawą jest kwestia kanalizacji, do której też wyrzucane są ogromne ilości resztek jedzenia. Na ten aspekt zwrócił też uwagę jarosławski PWiK.

„Dokarmianie ptaków czy zwierząt w przestrzeni miejskiej to jedno, ale wrzucanie chleba i resztek jedzenia do toalet, wpustów czy kanalizacji to zupełnie inna sprawa i prowadzi do poważnych problemów” – zaapelował do mieszkańców, przypominając, że toaleta nie jest śmietnikiem, a kanalizacja służy wyłącznie do odprowadzania ścieków.

Reklama

Przedsiębiorstwo zaznacza, że resztki jedzenia w kanalizacji to nie tylko przyczyna namnażania się szczurów w sieci kanalizacyjnej, ale też powód zatorów i cofania się ścieków i większe ryzyko awarii i podtopień, co generuje dodatkowe prace interwencyjne.

Jak słyszymy w spółdzielni, problem dokarmiania resztkami nie jest nowy i pojawiał się także w poprzednich latach, ale wyjątkowa sroga w tym roku zima sprawiła najwidoczniej, że proceder ten przybrał na sile, a wraz z nim pojawił się wysyp gryzoni.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/03/2026 19:37
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości