Reklama

Plantatorzy owoców w dramatycznej sytuacji. Ceny drastycznie niskie

20/07/2018 19:00

Za kilogram malin skupy płacą 1,50 zł. Tymczasem pracownikowi za zbiór kilograma trzeba zapłacić 2 zł. Do tego trzeba doliczyć koszty poniesione na uprawy. – Tak źle jeszcze nie było – mówią rolnicy. Na domiar złego, ceny w sklepach wcale nie idą w parze z tak drastycznymi obniżkami.

Łukasz Trojnar prowadzi w Orłach 35-hektarowe gospodarstwo oraz skup owoców. Uprawia m.in. maliny. Gdy rozmawiamy, co chwilę dzwoni telefon lub ktoś przyjeżdża. Pan Łukasz każdego odsyła takimi samymi słowami:[paywall] „proszę zadzwonić jutro lub w przyszłym tygodniu”. Nie przyjmuje towaru, bo sam nie ma gdzie go zbyć. – Rozmawiałem przed chwilą z jednym z przetwórców. Powiedział, że zalega mu towar, który już wyprodukował, więc nie przyjmuje nowych owoców – opowiada.

 

Po raz pierwszy żałuję

– To jest niewyobrażalne co się dzieje. Moi rodzice prowadzą ten skup od 1994 roku. Ja go przejąłem 12 lat temu i czegoś takiego w historii nie pamiętam. Po raz pierwszy żałuję, że w to wszedłem – mówi.

Reklama

Czarna porzeczka kosztuje 20 groszy, a malina 1,50 zł (za kilogram). – Zbieraczowi za każdy kilogram trzeba zapłacić 2 złote. Nie mówię o kosztach pielęgnacji, które ponieśliśmy wcześniej. Jak to sprzedawać po takich cenach? – ukazuje istotę problemu.

Według niego to efekt wielu lat zaniedbań. Polska jest potęgą pod względem produkcji owoców miękkich, ale nikt u nas nie kontroluje tego rynku. – W naszym kraju mamy kilku potężnych zachodnich graczy i grono mniejszych polskich firm. Rolnicy zarzucają polskim przetwórcom zmowę cenową. To nie jest prawda. Tysiące polskich przetwórców robi tylko półprodukty, które w ilościach cysternowych są sprzedawane najczęściej do Niemiec. I to Niemcy robią produkt finalny i ustalają ceny z góry – wyjaśnia. – Nikt im nie podskoczy, bo żadna firma nie będzie miała gdzie sprzedać produktu. Polski rynek nie jest na tyle chłonny, żeby wszystko nabyć – dodaje. 

Reklama

Paradoksem całej tej sytuacji jest to, że w tym roku owoce są najwyższej jakości. I za ten świetny produkt plantatorzy otrzymują najniższe ceny od lat (jeśli nie w historii).

 

Rozsądne ceny zamiast dopłat

W niewiele lepszej sytuacji są rolnicy, którzy prowadzą uprawy ekologiczne. Taką prowadzi Jacek Kurcek, który ma niecałe 3 hektary malin jesiennych. – Na utrzymanie uprawy wydałem blisko 30 tysięcy złotych – wylicza. Ta kwota obejmuje ręczne plewienie, stosowanie nawozów ekologicznych, które są droższe od standardowych. Teraz czeka go jeszcze wydatek około 40 tys. zł na zbiór owoców. – Łącznie uprawa pochłonie 70 tysięcy złotych. Jeśli nie zmieni się cena, to zwrócą mi się koszty, ale nic nie zarobię – mówi.

Reklama

Obecnie kilogram maliny ekologicznej kosztuje 4 zł. Na tyle też pan Jacek określa koszt uprawy i zbioru. – Mam legalnie zatrudnionych pracowników z Ukrainy. Obecnie jest to 11 osób, a w sezonie zbiorów będzie ich dwukrotnie tyle – mówi.

Obaj rolnicy, choć spotykamy się osobno, powtarzają niemal te same słowa: – Nie chcemy dopłat. Chcemy sprzedawać owoce w rozsądnych cenach.

Jak mówi Łukasz Trojnar, plantatorzy owoców miękkich – w odróżnieniu od niektórych innych upraw – nie mają w umowach kontraktacyjnych ustalonej ceny minimalnej, tylko rynkową. A te jak widać potrafią mocno ich zaskoczyć. – Tym samym nie wiemy, ile zarobimy za naszą pracę. To nie jest normalne – zauważa.

Reklama

Padają propozycje, aby kwoty minimalne wprowadzić ustawą, ale jak zaznacza pan Łukasz, muszą one być ustalane na rozsądnym poziomie, aby rolnicy nie ponosili strat.

W całej tej sytuacji jest jeszcze jeden paradoks. Ceny na sklepowych półkach wcale nie idą w dół.***
Poseł rozwiązywał krzyżówkę?

9 lipca odbyło się zebranie rady powiatu przemyskiego Podkarpackiej Izby Rolniczej. Jednym z tematów była sytuacja na rynku owoców miękkich. Łukasz Trojnar opowiada, że gdy on przedstawiał problem, poseł Marek Rząsa... rozwiązywał krzyżówkę. – Nie lubię polityki, jestem tylko za zdrowym rozsądkiem, a tego brakuje. To, że ktoś próbuje sobie na nas zbić kapitał polityczny jest dla mnie obrzydliwe – mówi rolnik. Twierdzi, że widział dobrze, co robił poseł, bo siedział dwa krzesła dalej.

Reklama

– To jest kompletna bzdura – odpowiada poseł. – Rozmawiałem z rolnikami, poprosiłem o kontakt, wziąłem wszystkie dokumenty. Zaoferowałem pomoc, powiedziałem, że jestem do ich dyspozycji w swoim biurze, bo tam są lepsze warunki do spokojnej rozmowy. Przecież nie poszedłem tam rozwiązywać krzyżówki – mówi. Jako dowód wysłał nam e-mail, w którym w formie elektronicznej w kilku zdaniach ma wynotowane poruszone podczas zebrania tematy.

Ł. Trojnar zauważa, że do tej pory brakowało zainteresowania problemami rolników z żadnej strony sceny politycznej.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Saszka - niezalogowany 2018-07-20 19:42:27

    BRAWO RUSOFOBY. Zniszczcie jeszcze jakieś pomniki radziecki i kilka grobów. Pyskujcie głośniej na Wielką Rosję i zjadajcie swoje plony sami. Niech Wam gniją. My kupujemy w cywilizowanych krajach Europy i mamy wszystkiego pod dostatkiem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mm - niezalogowany 2018-07-20 22:08:40

    Co ma jedno do drugiego

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    hiu - niezalogowany 2018-07-20 23:46:58

    50 kilo za stówę, sam sobie zbieraj albo zwijaj interes, dość wyzysku i nie interesuje mnie że takie ceny na skupie, już jak co wolę malinki zagraniczne pachnące konkretną kasą, tu i tam trzeba się narobić więc co za różnica, i nie płaczcie że takie ceny, że pada a to susza , meteoryt, tornada, zawieje i ch.j wie co... Zostańcie w swoim skansenie najlepiej ale nie wyciągajcie rąk po dopłaty z unii...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama