Szóste z rzędu zwycięstwo odnieśli koszykarze Niedźwiadków Chemart na II-ligowych parkietach. Tym razem podopiecznym Daniela Puchalskiego nie oparli się zawodnicy AZS Częstochowa. Gospodarze wygrali bardziej siłą woli, indywidualnymi predyspozycjami, niż kolektywem. Ale to akurat w tym wypadku nie ma znaczenia. Ten mecz finalizował prawdziwy maraton spotkań. Miał być trudny i takowy był.
Mylił się ten, kto obstawiał kolejne pewne dwa punkty, będących z „gazie” Niedźwiadków. Akademicy nie są tak słabym zespołem, jak wskazuje ligowa tabela, a byłoby naprawdę dziwne, gdyby ekipa D. Puchalskiego imponowała błyskotliwością, energią i witalnością. Ten mecz trzeba było po prostu wygrać. Nieważne jak, ważne, aby… Przemyślanie tego dokonali.
Potwierdziła się stara sportowa prawda, że nie sztuką jest wygrać, kiedy wszystko wychodzi, sztuką jest wygrać wówczas, kiedy wiele elementów sprzeniewierza się przeciw tobie. To był brzydki mecz, do którego Niedźwiadki się dostosowały. Pełen błędów, prostych strat i nieporozumień. Ale i tym chaosie można było dostrzec fragmenty, kiedy wszystko było na „tak”. Oprócz jednego: skuteczności. Ta, zwłaszcza w I połowie, była fatalna. Irytowały i wciąż irytują sytuacje, kiedy ledwie połowa (któryś raz z kolei) rzutów wolnych trafia do kosza. A to łatwe punkty, których brak w innej potyczce może mieć brzemienne skutki. W pojedynku z akademikami na 27 prób celnych było ledwie 14. Wiele rzeczy można wybaczać, ale na to nie można znaleźć rozsądnego wytłumaczenia.
Gospodarze zaczęli dobrze, bo od 5:0, ale mocniejsi fizycznie szukali okazji, aby prowokować Niedźwiadki do prowadzenia bałaganiarskiej gry. W 8. min, po trafieniu Dawida Szulca objęli prowadzenie 13:15. Na 5 s przed syreną „trójkę” odpalił Karol Complak, ale równo z syreną z połowy boiska trafił Dawid Józefowski. On, Marcin Majcherek czy Tomasz Nogalski mają za sobą występy na I-ligowych parkietach. Mają na tyle doświadczenia, aby w mig odczytać cały wianuszek słabości miejscowych. I to robili. II kwartę spotkania można pominąć, bo prawdę powiedziawszy była antyreklamą basketu. Po 20 minutach goście wygrywali 33:34.
Początkowe 6:0 na „dzień dobry” II połowy mogło zwiastować lepsze czasy dla Niedźwiadków. W 22. min zrobiło się 39:34 i było to zasługą Rafała Serwańskiego i Wiktora Majki. Ale było to nieco złudne, bo przemyślanie odpowiedniego rytmu nie złapali do końca spotkania. W 26. min za 5 fauli na ławce usiadł D. Józefowski. Niedźwiadki zaproponowały grę strefową w defensywie, która na kilka minut zupełnie wybiła koncept u częstochowian. Seria 6 pkt z rzędu R. Serwańskiego dała w 27. min już solidne – jak na te zawody – prowadzenie 49:38. Przed finalnymi 10 minutami Niedźwiadki wygrywały 49:40.
Wciąż szło jak po grudzie. Na 5 minut przed końcem po ładnej indywidualnej akcji Macieja Puchalskiego było 58:49. Potem jednak przemyślanie sami sprokurowali sobie chwilowy horror. Odpuścili w obronie, co z miejsca wykorzystali akademicy. Na 120 s przed końcem zza łuku przymierzył T. Nogalski i goście mieli rywala na wyciągnięcie ręki – 58:55. Na szczęście w końcówce z linii rzutów osobistych nie pomylił się W. Majka, szybką kontrę sfinalizował Bartosz Bal, a wynik ustalił K. Complak.
Niedźwiadki Chemart Przemyśl – AZS Częstochowa 66:57 (23:24, 10:10, 16:6, 17:17)
Punkty: R. Serwański 21 (1x3), K. Complak 9 (2x3), W. Majka 8, M. Kindlik 7 (1x3), J. Kucharski 6 (2x3), M. Puchalski 6, B. Bal 5, K. Strzępek 4, W. Kuriańczyk 0, K. Walciszewski 0 (N); D. Józefowski 17 (2x3), T. Nogalski 14 (2x3), M. Majcherek 12, A. Szulc 12, P. Łaszewski 2, P. Młynarski 1, K. Hajduś 0, K. Lizęga 0, D. Rak 0 (AZS).
Sędziowali: Robert Rydz i Sebastian Kotowski (obaj z Lublina). Widzów: 500.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze