Reklama

Przemyskie Niedźwiadki o włos od miłej niespodzianki

Gdyby ten pojedynek odbył się kilka tygodni później, wynik mógł być odwrotny. Póki co w sobotni (13 listopada br.) wieczór zasłużenie wygrał zespół (jeszcze) lepszy. Dojrzalszy i bardziej kompletny. Ale II-ligowym Przemyskim Niedźwiadkom należą się słowa uznania za finezyjny „back to game" (czyli powrót do gry) i sprawienie, że hala staruszka przy ulicy Mickiewicza kilka razy zatrzęsła się w posadach.

Nie można mieć pretensji, że podopieczni Daniela Puchalskiego przegrali kolejny mecz. Nie byli faworytem i nie sprawili miłej niespodzianki, ale byli tego o włos. Aby pokonać dąbrowian, gospodarze musieli spełnić wiele warunków. Część z nich udało się wdrożyć w życie, część nie. Przede wszystkim brakowało siły rażenia z dystansu. Pierwszą „trójkę” Przemyskie Niedźwiadki zapisały na swoim koncie dopiero w 35. min, kiedy zza łuku nie pomylił się Wiktor Majka. Czasami fantazja brała górę nad zimną głową, a chęć złożenia autografu na liście strzelców nad kunktatorstwem i cwaniactwem. Na razie to mniej ważne… Margines zaufania i wybaczania potknięć wciąż jeszcze jest spory… Najważniejsze jest to, że czynią stałe i spore postępy. Wyciągają wnioski i uczą się na błędach.

Żadnej różnicy między rywalizującymi zespołami nie było przez 20 minut. Gospodarze rozważniejszej i bardziej poukładanej grze rywala przeciwstawiali ambicję i żywiołowość. Brak zagrożenia rzutem z dystansu sprawiał, że przyjezdni kumulowali siły do podkoszowej walki. Niedźwiadki koniecznie muszą także popracować nad – wydawałoby się – najłatwiejszymi punktowymi zdobyczami, czyli rzutami wolnymi. Wynik I połowy ustalił na 4 s przed syreną celną przymiarką zza linii 6,75 m W. Rajewicz. 20. min – 37:43.

Reklama

Wydawało się, że III kwarta rozwieje nadzieje przemyskiej młodzieży na pokonanie wyżej notowanego rywala. Przed finalną ćwiartką przeważali 10 pkt – 55:65. I prawdopodobnie poczuli się zbyt pewni siebie. Jak ważnym elementem w baskecie jest skuteczny rzut za 3 pkt przemyscy kibice mogli się przekonać w 35. min. Jedna, dziewicza w tym meczu dla Niedźwiadków Chemart, „trójka” w wykonaniu W. Majki omal nie odwróciła losów spotkania. Trybuny ryknęły, zawodnicy dostali dodatkowy wiatr w żagle. Kombinowana defensywa przynosiła przechwyty. Za moment zza łuku trafił Wiktor Kuriańczyk i goście na moment zgłupieli. Do tego stopnia, że po dwóch szalonych, ale skutecznych, akcjach Macieja Puchalskiego w 37. min przemyślanie wyszli na prowadzenie 77:76! Szkoda, że były to ostatnie punkty Niedźwiadków w tym meczu. A mieli kilka szans na jej powiększenie. Nie udało się. Zabrakło zimnej krwi… Na 9 s przed finałem dwa rzuty wolne wykorzystał W. Rajewicz (77:80) i miejscowi musieli trafić za 3 pkt. Spróbował W. Majka, ale nieskutecznie. Wynik ustalił doświadczony Kamil Wójciak.

 

Reklama

 

Niedźwiadki Chemart Przemyśl – MKS II Dąbrowa Górnicza 77:81 (20:20, 17:23, 18:22, 22:16)
Punkty: R. Serwański 18, M. Puchalski 17, W. Kuriańczyk 13 (1x3), K. Walciszewski 12, W. Majka 7 (1x3), B. Bal 4, K. Strzępek 4, G. Kowalik 2, M. Kindlik 0, J. Kucharski 0 (N); P. Łucka 18 (2x3), P. Paduch 16, W. Rajewicz 15 (2x3), C. Boryka 11, M. Koćma 7 (1x3), K. Zawadzki 6, K. Wójciak 4 (1x3), K. Dziedzic 2, K. Margiciok 2, J. Gdowik 0 (MKS).
Sędziowali: Tomasz Trybalski (Przemyśl) i Grzegorz Sowa (Rzeszów). Widzów: 700.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama