Reklama

Przemyśl – eldorado pełne gorzały

07/10/2017 19:42

W dawnej Polsce dwoma napojami wyskokowymi były piwo i miód. Potem produkowano już wódkę ze zboża, którą sprowadzano do Polski z Europy Zachodniej. Później każdy folwark posiadał gorzelnię. Z biegiem lat pijaństwo szybko rosło i pod koniec XVIII wieku stało się niemal cechą narodową. Prawdziwie alkoholową epokę zapoczątkował wiek XIX, bo produkowano już z ziemniaków tanią wódkę.

Galicja – królestwo szatana

Galicja, zacofana i upośledzona, nie była eldoradem pełnym szczerego złota, ale za to posiadała niewyczerpane zasoby wódki. W Cesarstwie Austrii w 1844 roku (Austro-Węgry istniały od 1867 r.) 60 proc. wytwarzanego i sprzedawanego tam spirytusu pochodziło z Galicji (stanowiło to aż 31 proc. dochodów państwa z tego jednego kraju). W 1881 roku Przemyślanin (nr 12) zanotował, że na tym terenie istniało 516 gorzelni i 188 browarów. Wtedy rozpowszechniło się już na dobre pijaństwo wśród[paywall] chłopów, mieszczan, żołnierzy, a nawet kobiet. Bieda i alkohol, palenie tytoniu zbierały żniwo. Przeciętna długość życia – według Stanisława Szczepanowskiego (Nędza w Galicji, Lwów 1888) – wynosiła w Galicji 27 lat dla mężczyzn i 28,5 dla kobiet.

Wizja zagłady

Według Kuryera Przemyskiego z 4 kwietnia 1894 roku (nr 35) ze wszystkich miast galicyjskich najwięcej szynków w mieście (250) – w stosunku do liczby ludności cywilnej (ponad 36 tys.) – posiadał Przemyśl (oprócz wojska), bo na jedną knajpę przypadało 144 mieszkańców (razem z kobietami i dziećmi). Wielu biskupów galicyjskich posiadało karczmy i gorzelnie. Ta sama gazeta (nr 89) podała, że biskup Łukasz Solecki był właścicielem własnej knajpy na Widaczu (początek Lipowicy), ciągnąc zyski 800 zł rocznie.

Reklama

Arendarze

Większość knajp dzierżawili Żydzi, którzy sprzedawali wódkę pobieraną z gorzelni. Byli gotowi pracować niemal w każdym fachu jak najgorliwiej, byle wyżyć. Dzięki własnej inicjatywie i bardzo skromnym wymaganiom zarabiali lepiej niż katolicy. Poza tym Żydzi, usłużni i pokorni, byli plotkarzami, pocztą, faktorami, pożyczkodawcami, doradcami itp. Tak więc gromadziło się pospólstwo w karczmach i szynkach, bo tam była wódka, liche piwo, garkuchnia, tancbuda, szulernia, a nieraz dom noclegowy. To dawało namiastkę złudnej wolności. Tak działo się w całej Galicji – gdzie polepa z gliny, kury, słoma, pijany chłop, baba i usmarkane dzieci wszyscy razem żyli w jednej izbie. 

Wsi spokojna, wsi pijana…

Z jednej strony ksiądz grzmiał z ambony – przeciw wódce, a z drugiej dzwonił Lejbuś nad szynkwasem – za wódką. Dlaczego chłop galicyjski pił wódkę?  Otóż dopełniała ona jego chudą strawę, czasami oszukała żołądek, lecz zawsze rozweselała. Przecież i najwięksi państwo dla rozrywki chadzali do teatrów, na koncerty i jeździli do wód mineralnych. Z jakiej więc racji miałby chłop gardzić swojską frajdą?  Okazji nigdy nie brakowało. Narodziny, chrzciny, stypy, imieniny, rocznice urodzin, zaręczyny, wesela, święta kościelne i wiele, wiele innych zdarzeń życiowych najrozmaitszej natury, tak przyjemnych, jak i przykrych sprzyjało spożywaniu wódki – w karczmach, w chatach lub w polu.

Reklama

„Pod Krużgankiem”

Karczma ta – wsparta na kolumnach drewnianych – powstała w 1879 r. i usytuowano ją z lewej strony przy trakcie sanockim (u podnóża Góry Zamkowej) – naprzeciw konkurentki „Wygody”.  „Nieraz bowiem widzieć można, jak kum kuma, młodzieniec dziewkę, ba, nawet żona męża za połę lub rękaw ciągnie do karczmy. Dla wabika sprowadza karczma z krużgankiem muzyczny kwartet (…)”.  Tam bywali wieśniacy, żołnierze, urzędnicy, służące, prostytutki. Tam nawiązywały się stadła małżeńskie, wybuchały awantury i jednali nieprzyjaciele. To krzykliwe grono łączyło jedno – kieliszek i gorzałka. San w  1879 r. (nr 8) przypomniał też o 20 knajpach istniejących przy samym tylko trakcie węgierskim (Grunwaldzka).

 „Wygoda”

Po prawej stronie traktu sanockiego, blisko stoku Góry Zamkowej, stała z kolei murowana karczma „Wygoda” – naprzeciw gospody „Pod Krużgankiem”. Była to jedna z największych mordowni na terenie miasta – osławiona licznym bójkami między cywilami i żołnierzami. Doszło do tego, że komenda forteczna zabroniła tym ostatnim korzystania z jej usług (Echo Przemyskie 1898, nr 4; Gazeta Przemyska 1889, nr 28).

Reklama

„Batiarewo” i 50 fur

Na targowiskach nie obeszło się bez szumówki (pierwszy lub drugi destylat). Echo Przemyskie w  1899 roku (nr 29) pisało: „Prym między tymi karczmami wiodło „Batiarewo”. I tak, w piątek po jarmarku stało tam więcej niż 50 fur, a włościanie z żonami i dziećmi zapijali się w karczmie, puszczając grosz nabyty ze sprzedaży różnych artykułów na jarmarku. Po takiej pijatyce następują tam zazwyczaj kłótnie i bójki”. Nie powinny zatem dziwić dawne opisy przedstawiające drogę wiodącą do karczmy, pokrytą ludem płci obojga, tarzającym się w błocie oraz chłopów pracujących w polu. Nie lepiej było w mieście, bo  pili w szynkach żołnierze, wyrobnicy, kupcy, kobiety i szumowiny. 

Żydzi, wódka i nowy Przemyśl

W artykule pt. Słowo propinacji Gazeta Przemyska w 1889 r. (nr 43) podała, że miasto od kilku lat rozrosło się pod względem budownictwa i liczebności mieszkańców. W dość krótkim czasie Żydzi bardzo się wzbogacili, bo dorabiali się małym nakładem finansowym. Miastu płacili podatki ze sprzedaży alkoholu, ponieważ z innej działalności gospodarczej nie miało ono prawie żadnych dochodów. Dzięki Żydom pieniądze przeznaczano na budowę i utrzymanie budynków użyteczności publicznej, infrastruktury miejskiej, tj. szkół, szpitala, chodników, dróg, ulic, mostów, na pensje dla urzędników, lekarzy, nauczycieli itp. Na dodatek powstawały dziesiątki żydowskich prywatnych zakładzików  pracy w mieście, a także w małym stopniu polskie nieruchomości. Tak przez lata powstawał nowy Przemyśl. Jednak większość Izraelitów żyła w biedzie.

Reklama

Pijacki zakład i… śmierć

W jednym z obskurniejszych szynków przy targowicy zebrało się trzech pijaczków. Jeden z nich – Piotr Buć, założył się z drugim, że wypije 12 półkwaterków wódki (półtora litra). Wśród dużego zainteresowania w knajpie zabierał się Buć do roboty. Półkwaterki jeden po drugim zanikały w czeluściach jego pijackiego gardła, aż wreszcie przy ósmym, gdy już cztery tylko do wypicia zostało, pijak zachwiał się, runął na ziemię – i więcej nie wstał. Nieboszczyka zawieziono do domu, gdzie w nędzy żyła jego żona i drobne dzieci (Gazeta Przemyska 1907, nr 18).

Żydzi stronili od alkoholu

W 1909 roku w całej Galicji istniało już 24 tys. karczem i szynków. Wódką Żydzi raczyli chrześcijan, sami jej nie pili i rzadko widywało się pijanego Izraelitę. W maju 1910 roku Gazeta Przemyska (nr 42, 43) w artykule Sprawy miejskie poinformowała, że burmistrz Doliński i radni przydzielili szynkarzom ponad 240 trzyletnich koncesji na prowadzenie knajp, by ratować kasę miejską.

Reklama

Mieszkańcy u progu unicestwienia

W związku z powyższym w mieście istniało ponad 240 szynków (nie licząc restauracji i kawiarni), w tym do Żydów należało 90 proc.  Dziś trudno uwierzyć, że knajpy w mieście znajdowały się przy 61 ulicach i placach. Najwięcej posiadałyulice: Słowackiego – 29, Mickiewicza – 22, Franciszkańska – 10, 3 Maja – 15, Dworskiego – 13, Ogrodowa (Krasińskiego) – 11, Grunwaldzka (razem z bocznymi uliczkami) – 7 plus 4, Jagiellońska – 6 plus 4,  plac Kolejowy (plac Legionów) – 10, plac Na Bramie – 7, Ratuszowa – 6, Kopernika – 6, Targowica (Sportowa) – 5, Strycharska (W. Pola) – 5, Czarnieckiego – 5, Kościuszki – 5 (Gazeta Przemyska 1910 r., nr 42 i 43; Echo Przemyskie 1910 r., nr 42 i 43). 

Podsumowanie

Przegląd Przemyski w 1912 roku  (nr 52) podsumował temat pijaństwa, pisząc, że Galicjanie upijali się od pokoleń. Pili ich dziadkowie, pili ich ojcowie, synowie, a także wnuki i prawnuki. Taki był już ich zwyczaj – jeszcze z czasów, gdy „cysarskie dzieci” do regimentów „rukowały”. Chłop, jak każda inna natura, szczery, gdy się spił , wtedy się cieszył i śpiewał. A ci co furkami przez miasto jechali i ci na „piechty” – wchodzili od szynku do szynku, by się także spić i cieszyć, a jak trzeba –  porozrabiać.

Reklama

 

CYTAT: Według Kuryera Przemyskiego z 4 kwietnia 1894 roku (nr 35) ze wszystkich miast galicyjskich najwięcej szynków w mieście (250) – w stosunku do liczby ludności cywilnej (ponad 36 tys.) – posiadał Przemyśl.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ozzman - niezalogowany 2017-10-07 20:34:27

    Jedzenie mięsa, picie alkoholu, palenie tytoniu i zażywanie narkotyków, to cztery najgroźniejsze trucizny poniżające i degradujące ludzkość !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ozzman - niezalogowany 2017-10-07 20:36:14

    YOUTUBE.COM - KULT - WÓDKA

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ozzman - niezalogowany 2017-10-07 20:40:41

    "Ten kto pije alkohol (tzn. mocz bakterii) następnego dnia sika własnym mózgiem'' - Prof. Władimir ŻdanowYOUTUBE.COM - ALKOHOL - MOCZ BAKTERII DROŻDŻOWYCH

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama