W dawnej Polsce dwoma napojami wyskokowymi były piwo i miód. Potem produkowano już wódkę ze zboża, którą sprowadzano do Polski z Europy Zachodniej. Później każdy folwark posiadał gorzelnię. Z biegiem lat pijaństwo szybko rosło i pod koniec XVIII wieku stało się niemal cechą narodową. Prawdziwie alkoholową epokę zapoczątkował wiek XIX, bo produkowano już z ziemniaków tanią wódkę.
Galicja, zacofana i upośledzona, nie była eldoradem pełnym szczerego złota, ale za to posiadała niewyczerpane zasoby wódki. W Cesarstwie Austrii w 1844 roku (Austro-Węgry istniały od 1867 r.) 60 proc. wytwarzanego i sprzedawanego tam spirytusu pochodziło z Galicji (stanowiło to aż 31 proc. dochodów państwa z tego jednego kraju). W 1881 roku Przemyślanin (nr 12) zanotował, że na tym terenie istniało 516 gorzelni i 188 browarów. Wtedy rozpowszechniło się już na dobre pijaństwo wśród[paywall] chłopów, mieszczan, żołnierzy, a nawet kobiet. Bieda i alkohol, palenie tytoniu zbierały żniwo. Przeciętna długość życia – według Stanisława Szczepanowskiego (Nędza w Galicji, Lwów 1888) – wynosiła w Galicji 27 lat dla mężczyzn i 28,5 dla kobiet.
Według Kuryera Przemyskiego z 4 kwietnia 1894 roku (nr 35) ze wszystkich miast galicyjskich najwięcej szynków w mieście (250) – w stosunku do liczby ludności cywilnej (ponad 36 tys.) – posiadał Przemyśl (oprócz wojska), bo na jedną knajpę przypadało 144 mieszkańców (razem z kobietami i dziećmi). Wielu biskupów galicyjskich posiadało karczmy i gorzelnie. Ta sama gazeta (nr 89) podała, że biskup Łukasz Solecki był właścicielem własnej knajpy na Widaczu (początek Lipowicy), ciągnąc zyski 800 zł rocznie.

Z jednej strony ksiądz grzmiał z ambony – przeciw wódce, a z drugiej dzwonił Lejbuś nad szynkwasem – za wódką. Dlaczego chłop galicyjski pił wódkę? Otóż dopełniała ona jego chudą strawę, czasami oszukała żołądek, lecz zawsze rozweselała. Przecież i najwięksi państwo dla rozrywki chadzali do teatrów, na koncerty i jeździli do wód mineralnych. Z jakiej więc racji miałby chłop gardzić swojską frajdą? Okazji nigdy nie brakowało. Narodziny, chrzciny, stypy, imieniny, rocznice urodzin, zaręczyny, wesela, święta kościelne i wiele, wiele innych zdarzeń życiowych najrozmaitszej natury, tak przyjemnych, jak i przykrych sprzyjało spożywaniu wódki – w karczmach, w chatach lub w polu.
Karczma ta – wsparta na kolumnach drewnianych – powstała w 1879 r. i usytuowano ją z lewej strony przy trakcie sanockim (u podnóża Góry Zamkowej) – naprzeciw konkurentki „Wygody”. „Nieraz bowiem widzieć można, jak kum kuma, młodzieniec dziewkę, ba, nawet żona męża za połę lub rękaw ciągnie do karczmy. Dla wabika sprowadza karczma z krużgankiem muzyczny kwartet (…)”. Tam bywali wieśniacy, żołnierze, urzędnicy, służące, prostytutki. Tam nawiązywały się stadła małżeńskie, wybuchały awantury i jednali nieprzyjaciele. To krzykliwe grono łączyło jedno – kieliszek i gorzałka. San w 1879 r. (nr 8) przypomniał też o 20 knajpach istniejących przy samym tylko trakcie węgierskim (Grunwaldzka).
Po prawej stronie traktu sanockiego, blisko stoku Góry Zamkowej, stała z kolei murowana karczma „Wygoda” – naprzeciw gospody „Pod Krużgankiem”. Była to jedna z największych mordowni na terenie miasta – osławiona licznym bójkami między cywilami i żołnierzami. Doszło do tego, że komenda forteczna zabroniła tym ostatnim korzystania z jej usług (Echo Przemyskie 1898, nr 4; Gazeta Przemyska 1889, nr 28).
Na targowiskach nie obeszło się bez szumówki (pierwszy lub drugi destylat). Echo Przemyskie w 1899 roku (nr 29) pisało: „Prym między tymi karczmami wiodło „Batiarewo”. I tak, w piątek po jarmarku stało tam więcej niż 50 fur, a włościanie z żonami i dziećmi zapijali się w karczmie, puszczając grosz nabyty ze sprzedaży różnych artykułów na jarmarku. Po takiej pijatyce następują tam zazwyczaj kłótnie i bójki”. Nie powinny zatem dziwić dawne opisy przedstawiające drogę wiodącą do karczmy, pokrytą ludem płci obojga, tarzającym się w błocie oraz chłopów pracujących w polu. Nie lepiej było w mieście, bo pili w szynkach żołnierze, wyrobnicy, kupcy, kobiety i szumowiny.
W artykule pt. Słowo propinacji Gazeta Przemyska w 1889 r. (nr 43) podała, że miasto od kilku lat rozrosło się pod względem budownictwa i liczebności mieszkańców. W dość krótkim czasie Żydzi bardzo się wzbogacili, bo dorabiali się małym nakładem finansowym. Miastu płacili podatki ze sprzedaży alkoholu, ponieważ z innej działalności gospodarczej nie miało ono prawie żadnych dochodów. Dzięki Żydom pieniądze przeznaczano na budowę i utrzymanie budynków użyteczności publicznej, infrastruktury miejskiej, tj. szkół, szpitala, chodników, dróg, ulic, mostów, na pensje dla urzędników, lekarzy, nauczycieli itp. Na dodatek powstawały dziesiątki żydowskich prywatnych zakładzików pracy w mieście, a także w małym stopniu polskie nieruchomości. Tak przez lata powstawał nowy Przemyśl. Jednak większość Izraelitów żyła w biedzie.
W jednym z obskurniejszych szynków przy targowicy zebrało się trzech pijaczków. Jeden z nich – Piotr Buć, założył się z drugim, że wypije 12 półkwaterków wódki (półtora litra). Wśród dużego zainteresowania w knajpie zabierał się Buć do roboty. Półkwaterki jeden po drugim zanikały w czeluściach jego pijackiego gardła, aż wreszcie przy ósmym, gdy już cztery tylko do wypicia zostało, pijak zachwiał się, runął na ziemię – i więcej nie wstał. Nieboszczyka zawieziono do domu, gdzie w nędzy żyła jego żona i drobne dzieci (Gazeta Przemyska 1907, nr 18).
W 1909 roku w całej Galicji istniało już 24 tys. karczem i szynków. Wódką Żydzi raczyli chrześcijan, sami jej nie pili i rzadko widywało się pijanego Izraelitę. W maju 1910 roku Gazeta Przemyska (nr 42, 43) w artykule Sprawy miejskie poinformowała, że burmistrz Doliński i radni przydzielili szynkarzom ponad 240 trzyletnich koncesji na prowadzenie knajp, by ratować kasę miejską.
W związku z powyższym w mieście istniało ponad 240 szynków (nie licząc restauracji i kawiarni), w tym do Żydów należało 90 proc. Dziś trudno uwierzyć, że knajpy w mieście znajdowały się przy 61 ulicach i placach. Najwięcej posiadałyulice: Słowackiego – 29, Mickiewicza – 22, Franciszkańska – 10, 3 Maja – 15, Dworskiego – 13, Ogrodowa (Krasińskiego) – 11, Grunwaldzka (razem z bocznymi uliczkami) – 7 plus 4, Jagiellońska – 6 plus 4, plac Kolejowy (plac Legionów) – 10, plac Na Bramie – 7, Ratuszowa – 6, Kopernika – 6, Targowica (Sportowa) – 5, Strycharska (W. Pola) – 5, Czarnieckiego – 5, Kościuszki – 5 (Gazeta Przemyska 1910 r., nr 42 i 43; Echo Przemyskie 1910 r., nr 42 i 43).
Przegląd Przemyski w 1912 roku (nr 52) podsumował temat pijaństwa, pisząc, że Galicjanie upijali się od pokoleń. Pili ich dziadkowie, pili ich ojcowie, synowie, a także wnuki i prawnuki. Taki był już ich zwyczaj – jeszcze z czasów, gdy „cysarskie dzieci” do regimentów „rukowały”. Chłop, jak każda inna natura, szczery, gdy się spił , wtedy się cieszył i śpiewał. A ci co furkami przez miasto jechali i ci na „piechty” – wchodzili od szynku do szynku, by się także spić i cieszyć, a jak trzeba – porozrabiać.
CYTAT: Według Kuryera Przemyskiego z 4 kwietnia 1894 roku (nr 35) ze wszystkich miast galicyjskich najwięcej szynków w mieście (250) – w stosunku do liczby ludności cywilnej (ponad 36 tys.) – posiadał Przemyśl.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jedzenie mięsa, picie alkoholu, palenie tytoniu i zażywanie narkotyków, to cztery najgroźniejsze trucizny poniżające i degradujące ludzkość !!!
"Ten kto pije alkohol (tzn. mocz bakterii) następnego dnia sika własnym mózgiem'' - Prof. Władimir ŻdanowYOUTUBE.COM - ALKOHOL - MOCZ BAKTERII DROŻDŻOWYCH
Nadal panuje przekonanie ze miarą wartości faceta jest ilość wypitego alkoholu
Jedzenie mięsa, picie alkoholu, palenie tytoniu i zażywanie narkotyków, to cztery najgroźniejsze trucizny poniżające i degradujące ludzkość !!!
YOUTUBE.COM - KULT - WÓDKA
"Ten kto pije alkohol (tzn. mocz bakterii) następnego dnia sika własnym mózgiem'' - Prof. Władimir ŻdanowYOUTUBE.COM - ALKOHOL - MOCZ BAKTERII DROŻDŻOWYCH