Jeśli do spotkania podchodzi się bez odpowiedniej koncentracji, mobilizacji i z fatalną grą w obronie, efekt może być tylko jeden. Po bardzo słabym meczu piłkarze ręczni ORLEN Upstream SRS Przemyśl musieli uznać wyższość outsidera z Legnicy. To przykra niespodzianka, ale być może taki kubeł zimnej wody był potrzebny.
Od samego początku konfrontacji w Legnicy coś było nie tak. Brak odpowiedniej koncentracji, w dziecinny sposób tracone bramki, łatwe straty w ataku napędzały legniczan. Mimo to przez pierwszy kwadrans można było wierzyć, iż goście złapią wreszcie odpowiedni rytm. Po bramce Dzianisa Krytskiego wygrywali 7:8. Wówczas jednak przyszedł przestój, który znakomicie wykorzystali coraz odważniej radzący sobie gospodarze. Trafiali jak chcieli i skąd chcieli. Słabo dysponowani tego dnia przemyscy bramkarze nie mieli żadnego wsparcia w partnerach. W 24. min outsider wygrywał już 15:11. Końcówka I połowy zupełnie jednak zaprzeczyła wcześniejszym sądom. Nagle w szeregach ORLEN Upstream SRS pojawiła się iskra, nagle zaczęli aktywniej spisywać się w defensywie. Wyglądało to na zaplanowane działanie. Sporo ożywienia na środku rozegrania dał Patryk Walczyk. Akcje się zazębiały, straty błyskawicznie były niwelowane. W 28. min Tomasz Kulka doprowadził do remisu 15:15, a za moment Mateusz Kroczek dał prowadzenie 15:16. Gospodarze nie potrafili się odnaleźć już do końca pierwszych 30 minut. Wynik I połowy z rzutu karnego ustalił Paweł Stołowski.
Do 37. min, kiedy na 18:22 trafił D. Krytski wydawało się, że przemyślanie mają wszystko pod kontrolą. Pewnie trzymali rywala na dystans, ale okazało się, iż kompletnie nie wyciągnęli żadnych wniosków tak z meczu w Sosnowcu, jak i z fragmentu przestoju z I połowy. W ciągu 5 minut popełnili tyle głupot, że obdzielić nim można było nie jeden, a kilka spotkań. Wyciągnęli dłoń do legniczan, a ci ochoczo porwali całą rękę. Fragment między 37. a 42. min wygrali aż 6:0. Zyskali potężny bonus – pewność siebie. A to w połączeniu z młodzieńczą fantazją oznaczało spore problemy dla ospałych przemyślan. Decydującym momentem tego spotkania była 51. min. To wówczas P. Stołowski nie wykorzystał rzutu karnego, bo znakomitą interwencją popisał się Łukasz Mazur, który za kilkanaście sekund ponownie zatrzymał popularnego „Stołka”. Mógł być remis 29:29, a błyskawicznie zrobiło się 32:28. Niestety, wciąż dramatyczna gra w obronie nie pozwoliła przyjezdnym na odrobienie strat i doznali niespodziewanej, ale jak najbardziej zasłużonej porażki.
Porażki, która powinna być kubłem zimnej wody. Z taką postawą w obronie (w trzech ostatnich meczach stracili kolejno: 40, 34 i 37 bramek) będzie bardzo trudno powrócić na zwycięską ścieżkę.
Siódemka-Miedź Legnica – ORLEN Upstream SRS Przemyśl 37:35 (16:18)
Siódemka-Miedź: Mazur, Kapela – Kuliński 4, Przybylak 2, Czarnecki 4, Kowalik 0, Nowosielski 2, Jaśkowski 5, Bogudziński 4, Wita 2, Wychowaniec 3, Włoskiewicz 9, Stanko 1, Łukawski 1, Grozdek 0, Pacuła 0.
ORLEN Upstream SRS: Iwasieczko, Sar – Biernat 4, Walczyk 3, Guzdek 0, K. Kroczek 0, Mochocki 2, Stołowski 8, Kipp 0, Błażkowski 0, M. Kroczek 3, Krytski 8, Kubisztal 1, Światłowski 3, Kulka 3.
Sędziowali: Mariusz Marciniak i Piotr Radziszewski (obaj z Wolsztyna). Kary: Siódemka-Miedź – 12 min; ORLEN Upstream SRS – 12 min. Czerwona kartka: Kulka (42. – gradacja kar). Widzów: 200.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze