Reklama

Sara Kołcz: – Młode mamy, wierzcie w swoją moc [WIDEO]

Sara Kołcz – 29-latka z Brzeżawy w gminie Bircza – każdego dnia stara się nie zapominać o swojej biegowej pasji i realizować cele z nią związane. W maju br. zaliczyła udany start w Ultramaratonie Podkarpackim w Borze. – Narodziny dziecka wiele zmieniają w życiu kobiety, ale swoje zainteresowania można pogodzić z macierzyństwem. Myślę, że to ważne, by młode kobiety z małych miejscowości wierzyły w swoją siłę – przekonuje.

Podobnie jak w poprzednich edycjach, tegoroczny Ultramaraton Podkarpacki stwarzał okazję do rywalizacji na czterech dystansach 34, 51, 68 i 102 km. Tym razem ze względu na epidemię odbył się w dość odludnym miejscu – na leśnych traktach.

Na starcie stanęła około setka biegaczy, wśród nich Sara Kołcz, dla której nie był to wprawdzie pierwszy start w biegu, ale za to pierwszy po porodzie.

Wytyczone zostały pętle o długości około 17 km. Każdy zawodnik musiał pokonać tę pętlę tyle razy, na ile kilometrów był zapisany. Młoda mama 14-miesięcznej Martynki, pochodząca z Brzeżawy w gminie Bircza, zdecydowała się wystartować na dystansie 102 km[paywall]  (przebiegnięcie 6 okrążeń zajęło jej 12,5 godziny).

– Biegam od 2016 roku, a może nawet nieco dłużej. Zaczynałam od startu w krakowskim biegu na dystansie 10 kilometrów. Ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Zaczęłam biegać maratony mniej więcej 2 razy w roku. Udawało mi się pobijać własne „życiówki” i to mnie napędzało do kolejnych startów. Aż w końcu znalazłam kolejny biegowy cel: ultramaraton. Najkrótszy dystans wynosił 30 km, ale skoro biegałam już 40 km, chciałam spróbować czegoś więcej. I tak w 2019 roku udało mi się przebiec 70 km. Zajęłam 1. miejsce w swojej kategorii wiekowej. A potem przyszła ochota na więcej – śmieje się Sara Kołcz.

Plany pokrzyżowała wiadomość o ciąży.

Biegowe pasje a macierzyństwo

Reklama

– Z biegania nie potrafiłam zrezygnować. Będąc w ciąży, kiedy pozwalał na to mój stan, delikatnie sobie truchtałam. W późniejszym etapie przerzuciłam się na spacery. I praktycznie zaraz po połogu, jak tylko dostałam od lekarki zielone światło, wróciłam do treningów – opowiada Sara.

Powrót do biegowej formy nie przyszedł łatwo. – Miałam wrażenie, że zaczynam wszystko od początku. Fakt, że przeszłam cesarkę, też nie ułatwiał sprawy, bo czułam dyskomfort w miejscach, gdzie było cięcie. Ale nie umiałam i nie chciałam zrezygnować z biegowych marzeń – podkreśla młoda mama.

Przygotowania do startu w majowym Ultramaratonie Podkarpackim w Borze zaczęła w listopadzie ubiegłego roku. Plan biegowy był precyzyjnie rozpisany, a idealnym miejscem do treningów okazały się rodzinne strony – tereny Brzeżawy i Birczy.

– Mąż wyjechał na poligon, a ja z dzieckiem zjechałam na ten czas z Rzeszowa do rodziców. Kiedy zostawali z córką, mogłam realizować swoje treningi. Aż do samego startu nie wiedziałam, jak zachowa się mój organizm, ale udało się! – cieszy się Sara. I dodaje, że chce pokazać młodym mamom, że marzenia i pasje, przy odrobinie zaangażowania, można pogodzić z macierzyństwem.

– Kiedy biegałam w Brzeżawie, niejednokrotnie słyszałam „po co ci to?”, „posiedź w domu z dzieckiem”. Trudno mi było wytłumaczyć innym, że robię to dla siebie. I że w tym całym macierzyństwie jestem też ja. Kiedy słyszę od innych młodych mam zdanie „urodziłam dziecko, to teraz mi się wszystko skończyło”, przekonuję je, by nie myślały w ten sposób. Uważam, że jeżeli kobieta jest spełniona, szczęśliwa, to będzie takie wzorce przekazywać dziecku. Chcę swoją postawą pokazać córce, że jak się czegoś mocno pragnie, to da się to zrealizować – mówi Sara.

Proza życia

Martynka dziś ma 14 miesięcy. Często budziła się w nocy, była karmiona piersią, więc Sara, by odbyć trening, musiała wstrzelić się w pory jej drzemek.

Na etapie przygotowań do ultramaratonu trenowała 5 razy w tygodniu. W tym były też długie dystanse 30 – 40 km, które zajmowały od 3 do 4 godzin. W tym czasie „na posterunku” zostawał mąż Łukasz.

– Jak to matka, oczywiście cały czas myślałam o tym, jak sobie poradzą w domu. Tak samo podczas startu w ultramaratonie, bo sam bieg zajął mi 12,5 godziny, a mąż nigdy nie zostawał na tak długo sam z dzieckiem. Ale oczywiście poradził sobie świetnie – wspomina Sara.

Bieganie jest dla niej wytchnieniem od macierzyństwa.

– Z kobiety aktywnej zawodowo, a pracowałam jako przedstawiciel, nagle stałam się pochłoniętą opieką nad dzieckiem mamą w dresie. Potrzebowałam chwili dla siebie, a kiedy biegam, mam czas na zajęcie się własnymi myślami, słuchanie muzyki, odcięcie się od rzeczywistości. Dlatego, mimo propozycji ze strony męża, nie chciałam nigdy biegać z wózkiem, choć wiem, że tak robią młode mamy, bo wtedy nie byłby to wyłącznie mój czas – dzieli się przemyśleniami młoda mama.

Reklama
Przed młodą mamą już za miesiąc kolejne biegowe wyzwanie. Tym razem start w biegu organizowanym na Śląsku. Sara tym razem chce powalczyć o 110 km.


fot.ze zbiorów własnych
– Skąd się wzięła w moim życiu miłość do biegania? Początkowo, jak większość młodych dziewczyn chciałam zrzucić parę kilogramów. Potem poczułam, że fajnie jest pokonywać własne bariery. Kiedy widzę, że mogę więcej, staram się to osiągnąć. Bieganie daje mi niesamowitą energię – mówi Sara Kołcz pochodząca z Brzeżawy w gminie Bircza.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    RunSaraRun - niezalogowany 2021-06-03 11:13:54

    Kogo obchodzi co Sara z Birczy ma do powiedzenia? Ludzie…

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości