Reklama

Słabiutki występ Przemyskich Niedźwiadków. Cieszy tylko zwycięstwo

Moralnymi zwycięzcami tego spotkania są tarnowianie. Tylko brak sił, a co za tym idzie brak dokładności, w końcówce sprawił, że na parkiecie hali POSiR nie doszło do sporej niespodzianki. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla postawy Przemyskich Niedźwiadków w tym pojedynku. Postawy przypominającej koszykówkę uliczną, bez składu, ładu i jadu.

W sporcie nigdy nic nie ma za darmo. Do rzadkości należy, aby rywal – nim jeszcze podejmie rywalizację – uniósł ręce i prosił o jak najniższy wymiar kary. Nawet dla teoretycznie i praktycznie słabszego rywala zawsze trzeba mieć szacunek. Bo zawsze można spotkać się z zimnym prysznicem. Ekipa Daniela Puchalskiego nie ma jeszcze na tyle ugruntowanej pozycji, nie jest na takim etapie budowy, że pewne zachowania można potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odwrócić. Cieszyć może tylko i wyłącznie zwycięstwo. Nic więcej. Ktoś może powiedzieć: takie mecze się zdarzają, to nie był ich dzień, czasami idzie jak po grudzie, itd., itp. Nie. Z MUKS 1811 Unią można było nawet przegrać, ale pod jednym warunkiem: że miałoby się przekonanie, iż dało się z siebie wszystko. Tymczasem gospodarze nawet nie próbowali walczyć z demonami, które sami powołali do życia. Wszystko, co działo się przez 36 minut meczu było konsekwencją początkowego, arcylekkodusznego podejścia do mistrzowskiej rywalizacji i przeciwnika.

Tarnowianie przyjechali do Przemyśla ledwie w 9-osobowym składzie. Bez kilku podstawowych zawodników, ale z mającym za sobą występy w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce (m.in. Sokołowie-Zniczu Jarosław), 42-letnim Jackiem Sulowskim, który doświadczenia ma na tyle, ile cały przemyski zespół. Wydawać by się mogło, że tarnowianie przyjechali trochę turystycznie, ot, tak, aby zaliczyć ten mecz. Ale oni przyjechali się bić, pokazując ogrom charakteru. I to im za ten pojedynek należą się wielkie brawa. Co prawda w ich grze nie można było dostrzec jakiejś konkretnej myśli, merytorycznych założeń, technicznych cudów, ale typowo streetball’owa taktyka w zupełności wystarczyła na fatalnie dysponowanych w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła Niedźwiadków. Przez długie 36 minut tego meczu!

Reklama

A co było w tym spotkaniu najgorsze? Ano ostatnie jego cztery minuty. Bo w ciągu tych czterech minut gospodarze zaprezentowali swój normalny poziom. Nic wyjątkowego. Żadnych majstersztyków, koszykarskich rarytasów. Zagrali wreszcie w koszykówkę. I co się okazało? W 36. min przegrywali 54:55, w 39. min wygrywali już 70:56.

Pokazali, że można… Problem w tym, że drużyna Niedźwiadki Chemart Przemyśl nie jest obecnie na takim etapie, aby mogła pozwolić sobie na bylejakość, mentalną bezbarwność i taktyczne partactwo. Nie jest na takim etapie, aby nie szanować każdej akcji, nie pielęgnować każdej piłki. Bo wówczas to wszystko trochę traci sens…



Reklama

Niedźwiadki Chemart Przemyśl – MUKS 1811 Unia Tarnów 72:61 (19:21, 16:16, 11:15, 26:11)
Punkty: B. Bal 16 (2x3), R. Serwański 12, M. Puchalski 10 (1x3), M. Kindlik 8 (1x3), W. Majka 7, K. Complak 6 (2x3), K. Strzępek 6, J. Kucharski 5 (1x3), W. Kuriańczyk 2, G. Kowalik 0 (N); J. Sulowski 13 (2x3), D. Łazarz 10, M. Moskal 10 (2x3), A. Schabowski 10 (1x3), P. Zaczkiewicz 7, D. Niemczura 3 (1x3), M. Stec 3 (1x3), J. Więckowski 3 (1x3), A. Boduch 2 (MUKS).
Sędziowali: Michał Szybisty i Grzegorz Sowa (obaj z Rzeszowa). Widzów: 400.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama