HISTORIE DAWNE ŻP
W okresie międzywojennym toczył się przed przemyskim sądem sensacyjny proces. Stanął przed nim 26-letni Emil Hordyński. Oskarżono go o zamiar zabicia Olgi Kryżowskiej i jej narzeczonego Romana Gełety, który oskarżał Emila, że jest kapusiem policyjnym. Sprawa została upubliczniona nie tylko w woj. lwowskim, ale również w prasie ogólnopolskiej.
W toku rozprawy oskarżony przedstawił całe tło zajścia. Pewnego dnia Emil Hordyński poznał Olgę Kryżowską, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Mieszkała ona z rodziną przy ul. Klasztornej w Przemyślu (Zasanie). Emil przez kilka miesięcy służył w wojsku. Potem wrócił do rodziców w Hordyni Szlacheckiej (pow. samborski), ponieważ nie miał z czego żyć. W tym czasie korespondował z narzeczoną. Od czasu do czasu odwiedzała go w domu rodzinnym, gdzie poznała jego rodziców.
Dość szybko udało się Emilowi zdobyć posadę w Przemyślu – blisko ukochanej. Wtedy miłość między obojgiem pogłębiła się jeszcze bardziej. Mieli się już ku sobie tak blisko, że zamierzali stworzyć rodzinę, zaraz po ukończeniu przez Olgę seminarium nauczycielskiego. Stało się jednak inaczej, ponieważ na jego drodze stanął konkurent w osobie Gełety, który brnął do celu w sposób wyrachowany.
Od pewnego czasu Gełeta rozpowszechnił nieprawdziwą informację, że Hordyński jest konfidentem policyjnym. W środowisku najbliższych znajomych patrzono na niego nieufnie, a nawet[paywall] z nienawiścią. Gdy oskarżany zamieszkał w bursie (internat), postarano się, by go stamtąd usunąć. Dostawał też listy z pogróżkami. Nad każdym krokiem Emila czuwała jakaś tajemnicza ręka, która paraliżowała wszelkie jego poczynania.
Zaczęto też nachodzić rodziców Olgi i szkalować narzeczonego córki. W końcu jej ojciec stanowczo zażądał od niej, by zakończyła romans z Emilem. W tym czasie do domu Kryżowskich przychodził Gełeta i adorował Olgę. W duszy młodego Hordyńskiego począł się rodzić bunt i nienawiść, że znajomy chce zniszczyć jego miłość, a na dodatek fałszywe oskarżenia o współpracę z policją dobijały go psychicznie. Kryżowska pod wpływem Gełety unikała Hordyńskiego.
Wiosną 1934 roku sprawa zaczęła przebierać coraz większy rozmiar. Emil począł byłej narzeczonej czynić sceny zazdrości, a nawet jej grozić. Wtedy Olga jednoznacznie dała mu do zrozumienia, że nie chce z nim utrzymywać żadnych kontaktów. Dla niego było to głębokie przeżycie, które pchnęło go w złym kierunku.
Były narzeczony, głęboko oburzony postępowaniem dziewczyny, która tak łatwo zapomniała o składanych wcześniej przysięgach wierności, postanowił się z nią ostatecznie rozmówić. Wierzył, że może jeszcze uratować swoją miłość. Kilkakrotnie zjawiał się w jej domu jako nieproszony gość, gdzie spotykał Gełetę, tj. sprawcę swoich nieszczęść. Intruz był wypraszany, a nawet wyrzucany.
Nadeszło nieszczęście. Kupił sobie rewolwer. Kiedy 8 maja 1934 roku tłumy ludzi śpieszyły na stadion HKS Czuwaj w Przemyślu, gdzie miało się zacząć w południe pierwsze przedstawienie sławnego w II RP cyrku Staniewskich, rozległy się w bocznej uliczce dwa szybko po sobie następujące strzały z broni palnej. Na ulicy zapanowała konsternacja. Przechodnie zaczęli się rozglądać wokół i szukać sprawcy.
To Emil Hordyński, porzucony przez seminarzystkę Kryżowską, usiłował pomścić zdradzoną miłość. Jedna z kul zraniła kobietę w szyję, druga zaś niegroźnie jej narzeczonego Gełetę. Ranna zaczęła uciekać w kierunku swego domu przy ul. Klasztornej. Za nią pobiegł sprawca, którego z kolei ścigał broczący krwią nowy narzeczony. W końcu dopadł zamachowca i w czasie szamotaniny odebrał mu broń. Ten moment wykorzystał Hordyński i zaczął uciekać ul. 22 Stycznia. Ujął go przechodzień Stanisław Wołk i przekazał policji. Przesłuchany na komisariacie złoczyńca przyznał się do zamachu, lecz – jak zeznał – miał zamiar zabić tylko Gełetę, a nie Olgę, którą postrzelił przez przypadek („Tajny Detektyw” 1934, nr 21 i 34).
Przesłuchani na rozprawie świadkowie w dużej mierze potwierdzili prawdziwość niesłusznych szykan wobec oskarżonego. Inni zaś usiłowali go obciążyć. Hordyński bronił się tym, że kiedy zobaczył w tym tragicznym dniu, jak Gełeta czule przetulał Olgę – zakipiało w nim. Na dodatek wpadł w szał, kiedy pod jego adresem czynił uwagi, że jest konfidentem. Wtedy dwukrotnie strzelił do Gełety, raniąc przypadkowo Kryżowską. Sąd potraktował podsądnego bardzo łagodnie, wymierzając mu karę jednego roku więzienia z warunkowym zawieszeniem na dwa lata. Podsądnego bronili adwokat Tannenbaum oraz Nawrocki.
W lokalnej prasie pisano, że Olga miała podobno Emilowi wszystko wybaczyć, a następnie wyjść za niego za mąż. Inne źródła z kolei podają, że nigdy nie doszło do ich pojednania. Jak było naprawdę – nie sposób dziś stwierdzić („Nowy Głos Przemyski” 1934, nr 19).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze