To nie był pasjonujący spektakl. To była cwaniacka i wyrachowana partia szczypiorniackich szachów. Do finalnej syreny szło na „noże”, ale ostatnie słowo należało do ORLEN Upstream SRS Przemyśl. Podopieczni Przemysława Korobczaka odnieśli bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o podium na koniec sezonu w Lidze Centralnej, rehabilitując się przy okazji za bolesną porażkę w Legnicy.
Z gorzowianami żartów nie ma. To zespół, który w każdym spotkaniu proponuje bardzo niewygodne warunki gry, narzucający swoją – nieco wredną dla rywala – taktykę i za bardzo nie przejmuje się, kto stoi po drugiej stronie parkietu. Przemyślanie pewnie wiedzieli, że choć w minimalnym stopniu powielenie radosnej piłki ręcznej z Legnicy równać się będzie szybkiej egzekucji. Dlatego ich podstawowym zadaniem była diametralna zmiana podejścia do defensywy. Musieli przygotować się na zasuwanie przez 60 minut, grę aktywną, kolektywną i agresywną. I z tego zadania wywiązali się bardzo dobrze! Problemem gospodarzy była jednak ofensywa. Skauting gorzowian był idealny. Wiedzieli, że wysoka obrona, często 4-2, a czasami nawet 3-3, będzie sporym dylematem dla przemyślan. I była. Ale i miejscowi nie mieli najlepiej ustawionych celowników. Tylko w I połowie nie wykorzystali aż sześciu sytuacji sam na sam z bramkarzem gości! To z takim rywalem nigdy płazem nie przejdzie. To sprawiło, że po pół godzinie gry prowadzili ledwie dwiema bramkami.
Zaczęli fantastycznie. Przez 10 minut nie pozwolili gorzowianom ani razu trafić do bramki Pawła Sara. Uczynił to dopiero Michał Lemaniak na 4:1. Potem gra się wyrównała, a partia szachów trwała w najlepsze. Nawet ciekawie przyglądało się sytuacjom, w których podstępność brała górę nad entuzjazmem i efektownością. W 27. min gospodarze uciekli na 11:7 po dwóch efektownych trafieniach Dzianisa Krytskiego.
II połowę lepiej zaczęli goście. W 33. min pierwszy raz w tym spotkaniu poczuli smak równowagi. Rzut karny na 12:12 wykorzystał M. Lemaniak. W 48. min było 19:19. Od tego momentu przemyślanie przyspieszyli grę. Zintensyfikowali obronę, przyczyniając się do popełniania przez rywali prostych błędów. Znaleźli wreszcie antidotum na ofensywne męki w ataku pozycyjnym. Sześć kolejnych minut było popisem skrzydłowych – Tomasza Kulki i Szymona Światłowskiego. To oni w duecie doprowadzili w 54. min do stanu 24:20. Mieli wówczas jeszcze dwie szanse, aby prowadzenie podwyższyć. Wydawało się, że był to najlepszy z możliwych momentów, aby odjechać nieco zdezorientowanym gorzowianom. I był, tyle, że przemyślanie przestali szanować piłkę. Pozwolili rywalowi szybko stanąć na nogi zamiast go sportowo dobić. To się zemściło. Na 79 s rzut karny wykorzystał M. Lemaniak i emocje znów miały sięgnąć zenitu. Zrobiło się 24:23. Do finalnej syreny bramka już nie padła, choć oba zespoły miały po dwie szanse. Ostatnia akcja należała do przemyślan, którzy rozegrali ją na tyle długo, aby wygarnąć gorzowianom w epilogu: „szach, mat”.
ORLEN Upstream SRS Przemyśl – Stal Gorzów Wielkopolski 24:23 (12:10)
ORLEN Upstream SRS: Iwasieczko, Sar – Biernat 5, Walczyk 0, Guzdek 1, K. Kroczek 0, Mochocki 0, Stołowski 4, Kipp 0, Błażkowski 0, M. Kroczek 1, Krytski 2, Kubisztal 0, Światłowski 5, Kulka 6.
Stal: Nowicki, Jaśko, Marciniak – Kiersnowski 0, Gintowt 1, Serpina 0, Bronowski 0, Lemaniak 8, Pietrzkiewicz 2, Renicki 2, Nieradko 1, Sulmiński 0, Droździk 0, Kłak 3, Malarek 0, Stupiński 6.
Sędziowali: Dawid Leszczyński (Katowice) i Marcin Szostok (Łaziska Górne). Kary: ORLEN Upstream SRS – 10 min; Stal – 6 min. Czerwona kartka: Renicki (48. – gradacja kar). Widzów: 300.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze