Wiadomo było, że w drugiej rundzie mistrzowskich zmagań SPR Orzeł Przeworsk będzie miał znacznie trudniejsze zadanie niż w pierwszej. Z zespołami, z którymi bezpośrednio rywalizuje o triumf w tej grupie, będzie się mierzyć na obcej ziemi. Pierwszy egzamin w Sosnowcu udało się zdać celująco, drugi, w Piekarach Śląskich już nie.
I nie byłoby to aż tak bolesne, gdyby w tzw. międzyczasie absolutnie niezrozumiale nie podwinęła się im noga w Opolu. Tamto niepowodzenie może mieć brzemienne skutki na finał sezonu. Niestety.
W Piekarach Śląskich walczyli niezwykle ambitnie. Spadkowicz z Ligi Centralnej okazał się jednak lepszy i wygrał zasłużenie. Co więcej, odrobił straty z pierwszego meczu w hali MOSiR przy ul. Misiągewicza w Przeworsku, gdzie poległ 28:27. „Armia Leliwa” nie prowadziła w tym spotkaniu ani razu. Dwukrotnie – raz przed inauguracyjnymi gwizdkami sędziów i dwa w 26. min (10:10) po trafieniu Konrada Łuczyńskiego. Ale aż do 53. min mogli mieć nadzieję na szczęśliwy finał rywalizacji. Jednak między 53. a 56. min, więc w fazie decydującej meczu, przy stanie 28:26, pozwolili gospodarzom trzykrotnie trafić z rzędu. Mający za sobą występy w Lidze Centralnej: Andrzej Beczek, Szymon Hornik i Szymon Kotlarczyk sprawili, że w 56. min było w zasadzie wszystko jasne. Tak dobra, tak doświadczona ekipa jak Olimpia 5-bramkowej przewagi (31:26) na 240 sekund przed końcem nie traci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze