Żniwa w pełni. Kombajny na dobre wyjechały w pola. Dla wielu gospodarzy nastał już nawet czas dożynek. Zaś w Gniewczynie Trynieckiej czas cofnął się o kilkadziesiąt lat. W Folwarku Białobrzeżki należącym do Zajazdu Borowik odbył się pokaz pracy żniwiarzy z czasów, kiedy wszystko robiło się rękami, a w pole trzeba było wyjść bladym świtem.
Dawniej okres żniw był czasem wielkiego wysiłku. W pracę przy zbożu zaangażowane były całe rodziny. Trzeba było wcześnie wstać. W pole wychodziło się około 4 rano, aby o 7 wrócić na śniadanie i nakarmić zwierzęta. Praca kończyła się przed południem. To, jak wyglądała praca z kosą, wiązanie snopów powrósłami i składanie mendli – zaprezentowało sześcioro mieszkańców Gniewczyny[paywall]: Józefa Sosnowy, Agnieszka Konieczna, Maria Ficek, Józef Rachwał, Ludwik Dzierża i Bronisław Czarny wraz z inicjatorem przedsięwzięcia, Zdzisławem Kozakiem, właścicielem Zajazdu Borowik i Folwarku Białobrzeżki.
Józef Rachwał opowiedział anegdotę o tym, że na kosę mówiono kosicielka-żywicielka, bo to dzięki niej można było skosić zboże i uzyskać ziarna z których później wyrabiano mąkę i pieczono chleb. Jednak wielogodzinny trud pracy w upale dawał się we znaki. Kosa stawała się wtedy kosicielką-dusicielką.
Kosa opatrzona była w kabłąk, aby pokosy równo się układały. Kosiarz miał przyczepioną do paska drewnianą pochwę z wodą – kuszkę, gdzie mieściła się osełka, którą trzeba było ostrzyć tępiącą się kosę. Ścięte zboże zbierały najczęściej kobiety, które wiązały powrósła na snopkach, tzw. „odbieraczki”. Powrósła to niewielka ilość źdźbeł, które trzeba było zakręcić kilka razy i mocno związać nimi snopki. Następnie trzeba było ułożyć mendle, które składały się z 16 takich snopków. Ten pierwszy, który kładziono na spodzie zwano „królem”. Na pszenicy szczyt zakładano snopek niczym czapkę, zwany chochołem.
– Zależy nam na przywracaniu dawnych zwyczajów. Nasz zajazd słynie z naturalnych rozwiązań, a i sam folwark właśnie się z tym się kojarzy. Chcielibyśmy, aby odwiedzający nas ludzie mogli poobcować z naturą i przypomnieć sobie dawne obyczaje. Ustawiliśmy mendle, które teraz będzie można oglądać przez jakiś czas. Kiedy przyjdzie pora, zwieziemy zboże z pola – mówi Zdzisław Kozak, który od rolników otrzymał ostatni udekorowany kwiatami snopek, na znak zbliżającej się „wiechy”.
Mendle stały w polu przez kilka dni, później zwożono je do stodoły, w której było specjalne miejsce, tzw. „boisko”. Tutaj młóciło się zboże przy pomocy cepów, dzięki temu oddzielano ziarno od plew. Do młócenia służyły w późniejszym czasie maszyny – młocarnie. Taką maszynę miał jeden czy dwóch gospodarzy w całej wiosce. Przekazywane one były od sąsiada do sąsiada. Do młocarni wrzucało się snopki i do przypiętych worków trafiało zboże. Dzisiejsze żniwa wymagają wielkiego wysiłku od rolników. Jednak sami przyznają, że to już nieporównywalnie inna praca. Teraz w pole wjeżdżają maszyny, które wykonują większą część roboty. Dawniej w pole wychodziły całe rodziny, które miały jednak wiele czasu, aby ze sobą pobyć i porozmawiać. Taki właśnie był urok ówczesnych żniw.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze