Reklama

– Uderzyłam ją kulą w rękę, nóż wypadł i wtedy ją obezwładnili – 92-letnia przemyślanka opowiada o napadzie na bank

14/12/2022 18:48

We wtorek, 6 grudnia, po go. 16 do Banku Polskiego PKO przy ul. Mickiewicza weszła młoda kobieta, która jednej z pracownic przyłożyła nóż do gardła i zażądała wydania pieniędzy. Została obezwładniona przez pracowników i klientów banku, po czym zatrzymana przez policjantów i przewieziona do szpitala. Napastniczką okazałą się 25-letnia Zoja P., mieszkanka Moskwy, która ma podwójne obywatelstwo – ukraińskie i rosyjskie.


fot.Jacek Szwic
Pani Maria pokazuje kosz róż i jeszcze raz zastrzega się, że nie czuje się bohaterką.

Agresorka miała przy sobie leki świadczące o tym, że może się leczyć psychiatrycznie. Zeznała, że potrzebowała pieniędzy na powrót do Moskwy. Na drugi dzień w mediach pojawiły się krótkie, lakoniczne informacje o tym zdarzeniu.

Cztery dni później

Pani Maria (imię zmienione na jej prośbę) wie, w jakiej sprawie ją odwiedziłem, ale zanim zacznie opowiadać o tym, co się wydarzyło w banku, zaprasza do saloniku i zaparza kawę.

Reklama

– Mam dziewięćdziesiąt dwa lata i dużo przeszłam, dużo widziałam, okupacja, potem też nie było łatwo. We wtorek, tak gdzieś między czwartą a piątą, poszłam do banku na Mickiewicza po pieniądze. W sali było kilka osób, ale się nie rozglądałam za bardzo, tylko[paywall] usiadłam przy okienku i dałam kasjerce dowód.

W tym momencie usłyszałam krzyk jakiejś kobiety, wtedy druga kobieta krzyknęła: „To napad, proszę dawać pieniądze”. Obróciłam się i zobaczyłam, że w pobliżu wejścia młoda kobieta złapała za włosy kasjerkę, która akurat przechodziła przez salę. Widziałam, że tak mocno ją skręciła, że ta aż się pochyliła. Agresorka w drugiej ręce miała nóż, który przyłożyła kasjerce do gardła. Zrobiło się zamieszanie i ludzie zaczęli krzyczeć.

Był tam też taki wysoki mężczyzna i ta, która napadła, podsunęła mu torbę i kazała zbierać pieniądze. Chyba był zdenerwowany, ale każdy by się zdenerwował. Zaczął chodzić i zbierać, ale tego dokładnie nie widziałam. Chwilę siedziałam przy okienku i nie reagowałam. Nawet się nie zdenerwowałam, tylko obserwowałam, co się dzieje. Przybiegli jacyś ludzie, pewnie pracownicy, coś tam krzyczeli, a ta kobieta dalej trzymała kasjerkę za włosy i przystawiała jej nóż do szyi.


Coś trzeba było zrobić

– Zastanawiałam się, czy z napastniczką ktoś jeszcze jest, czy ma obstawę. Bardzo lubię oglądać filmy kryminalne i różne policyjne reportaże i wiem, że czasem napady robi kilka osób, ale nie wyglądało mi na to, że ktoś z nią jest. Coś trzeba było zrobić i postanowiłam zareagować.

Wiedziałam, że wszyscy zgromadzili się przed tą kobietą z nożem, a z tyłu nikt jej nie osłaniał. Skuliłam się i wolno, tuż przy ladzie, zachodziłam ją od tyłu i zaczęłam myśleć, co dalej. Mogłam ją złapać za rękę, szarpnąć do tyłu i wykręcić, mogłam też założyć kulą chwyt na szyję, ale bałam się, że wtedy ona odruchowo może pociągnąć nożem i zrobić kasjerce krzywdę.

Uderzyłam ją kulą w rękę, nóż jej wypadł i wtedy inni podskoczyli i ją obezwładnili. Zaraz też zjawiła się policja. Nie wiem, jak to dalej wyglądało, poprosiłam tylko kasjerkę o wodę, żeby się uspokoić, wzięłam pieniądze i zaraz wyszłam. Doszłam do placu Na Bramie i zobaczyłam, że jedzie pogotowie na sygnale. Wtedy pomyślałam, że złamałam jej rękę, ale nie wróciłam sprawdzić, tylko poszłam do koleżanki, a za moment przyjechali policjanci, żeby zapytać, jak się czuję, czy czegoś nie potrzebuję i spisali protokół.

Wtedy się ich zapytałam, czy nie złamałam ręki tamtej kobiecie i uspokoili mnie, że nie. Na tym się skończyło. Na drugi dzień panie z banku przyszły do mnie i przyniosły mi kwiaty. Trzydzieści pięknych róż. Nie zasłużyłam sobie na to, bo przecież to był mój obywatelski obowiązek, skoro mogłam coś zrobić, to zrobiłam – podsumowała pani Maria.

Reklama

Słuchając jej opowieści, nie kryłem zdziwienia jej opanowaniem, trafną i chłodną oceną sytuacji i bezpośrednią reakcją, więc zapytałem, skąd znalazła w sobie tyle odwagi i determinacji.

– Długo przebywałam w Hiszpanii. W Madrycie kiedyś poszłam z wnuczką na szkolenie z samoobrony. Tam mi pokazali różne chwyty i sposoby, żeby się obronić. Wiedziałam, że trzeba napastnika złapać za rękę, wykręcić ją i podciąć mu nogi, ale w tym przypadku był jeszcze ten nóż przy szyi i trzeba było działać inaczej.

Kiedyś, jeszcze w Madrycie, dwie Rumunki chciały mi wyrwać torebkę i dałam sobie z nimi radę. Zawsze byłam sprawna i wysportowana. Jeszcze piętnaście lat temu śmigałam na wrotkach po parku w Madrycie. Teraz, po operacji bioder, już takiej sprawności nie mam i muszę korzystać z kuli ortopedycznej.

Wcale nie myślę, że ze mnie jakaś bohaterka. Zrobiłam to, bo akurat mogłam. Pewnie kto inny na moim miejscu też by tak zrobił. Teraz robią ze mnie bohatera. Dostałam piękny kosz róż i zaproszenie do komendanta policji. Kiedy myślę o tym, co się wydarzyło, dochodzę do wniosku, że to był gówniarski napad, bo z filmów wiem, jak wyglądają te prawdziwe – konstatuje.

Reklama

Pani Maria kończy swoją opowieść i prowadzi do drugiego pokoju, żeby pokazać, jaki piękny kosz róż dostała od pracownic banku.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości