Reklama

Czy istnieją granice malarstwa?

08/01/2015 16:19

Ostatnia w ubiegłym roku wystawa w Galerii Sztuki Współczesnej, zorganizowana w ramach projektu „Artefakty”, nosi tytuł Granice malarstwa i jest pewną prowokacją, zarówno wobec autorów, jak i odbiorców.

Formuła „Artefaktów” polega na tym, że organizatorzy (GSW w Przemyślu) w każdej kolejnej edycji zapraszają jakiegoś historyka sztuki, artystę lub krytyka. Natomiast ci wymyślają ideę kolejnej wystawy, stawiają problem i do jego rozwiązania zapraszają innych artystów, pozostawiając im swobodę interpretacji i realizacji. W ten sposób powstaje pełniejszy obraz tego, co się dzieje w polskiej sztuce współczesnej. Tegoroczny kurator czternastej edycji „Artefaktów” Sławomir Toman podjął toczącą się od kilkunastu lat dyskusję o granicach malarstwa. Do współpracy zaprosił trzech młodych, ale już uznanych artystów: Tomasza Barana, Bartosza Kokosińskiego i Jana Szczepkowskiego. Każdy z nich pokazał kilka prac, które – jak przypuszczam – bardziej chyba pogłębiły pytanie o granice malarstwa, niż na nie odpowiedziały. Baran poprzez mechaniczne odciskanie w jednolicie zagruntowanym płótnie wykorzystuje przestrzeń (reliefy) do budowania światłocienia i powstają obrazy, których nie dotknął pędzel. Kokosiński w Obrazie pożerającym motyw roślinny wygina blejtram tak, że podobrazie zakrywa pęk prawdziwych roślin ogrodowych. Również działanie w przestrzeni. Trzeci z artystów, Szczepkowski, w tym, co pokazał, jest najbliższy obowiązującej przez długi czas definicji malarstwa. W jego obrazach też jest przestrzeń, tyle że iluzoryczna, bo namalowana w zapożyczonym z fotografii stylu
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama