Ostatnia w ubiegłym roku wystawa w Galerii Sztuki Współczesnej, zorganizowana w ramach projektu „Artefakty”, nosi tytuł Granice malarstwa i jest pewną prowokacją, zarówno wobec autorów, jak i odbiorców.
Formuła „Artefaktów” polega na tym, że organizatorzy (GSW w Przemyślu) w każdej kolejnej edycji zapraszają jakiegoś historyka sztuki, artystę lub krytyka. Natomiast ci wymyślają ideę kolejnej wystawy, stawiają problem i do jego rozwiązania zapraszają innych artystów, pozostawiając im swobodę interpretacji i realizacji. W ten sposób powstaje pełniejszy obraz tego, co się dzieje w polskiej sztuce współczesnej. Tegoroczny kurator czternastej edycji „Artefaktów” Sławomir Toman podjął toczącą się od kilkunastu lat dyskusję o granicach malarstwa. Do współpracy zaprosił trzech młodych, ale już uznanych artystów: Tomasza Barana, Bartosza Kokosińskiego i Jana Szczepkowskiego. Każdy z nich pokazał kilka prac, które – jak przypuszczam – bardziej chyba pogłębiły pytanie o granice malarstwa, niż na nie odpowiedziały. Baran poprzez mechaniczne odciskanie w jednolicie zagruntowanym płótnie wykorzystuje przestrzeń (reliefy) do budowania światłocienia i powstają obrazy, których nie dotknął pędzel. Kokosiński w Obrazie pożerającym motyw roślinny wygina blejtram tak, że podobrazie zakrywa pęk prawdziwych roślin ogrodowych. Również działanie w przestrzeni. Trzeci z artystów, Szczepkowski, w tym, co pokazał, jest najbliższy obowiązującej przez długi czas definicji malarstwa. W jego obrazach też jest przestrzeń, tyle że iluzoryczna, bo namalowana w zapożyczonym z fotografii styluTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze