Reklama

Górnik Wałbrzych zabrał co chciał. Z łatwością [ZDJĘCIA]

Niestety, statystyki są nieubłagane. Z ponad 38-procentową skutecznością na własnych koszach, przy 12 niewykorzystanych rzutach wolnych i aż 21 stratach Przemyskie Niedźwiadki nie miały szans, aby pokonać nie prezentującego nic szczególnego – by nie powiedzieć więcej: słabego – Górnika Wałbrzych. Zespół prowadzony przez Andrzeja Adamka z łatwością zabrał co chciał, nie napotykając na większy opór rywala. Z jednym wyjątkiem. Był nim Max Egner. Ale jeden Max meczu nie wygra…

Pomeczowe statystyki co prawda nie zawsze idą w parze z parkietowymi wydarzeniami, ale, niestety, determinują to, co najważniejsze. Wynik. Bo parkietowe wydarzenia jasno pokazały, że ten mecz był do wygrania, ale nie przy takiej dyspozycji Przemyskich Niedźwiadków. Ci nie potrafili wykorzystać wielu pomyłek przeciwnika, słabej skuteczności z linii rzutów wolnych i – do pewnego momentu – z gry. Ponownie nie mieli większych argumentów w ataku, kiedy rywal postawił na twardą, agresywną defensywę. Problem w tym, że z taką przemyślanie spotykać się będą każdym kolejnym pojedynku.

To nie była kolejna pożyteczna lekcja. Z seryjnie popełnianych szkolnych błędów, braku systematyczności i powtarzalności, niepielęgnowania piłki przy każdej akcji, podań wprost w ręce rywala wniosków nie można wyciągnąć żadnych. Bo to na każdym poziomie musi być to normą. To nie są wymagania wynikające ze zmiany klasy rozgrywkowej. Parasol ochronny wciąż jest rozłożony, ale... Jeśli team Daniela Puchalskiego nie ukróci pomyłek własnych, nie wynikających z presji czy naporu przeciwnika, na pierwsze zwycięstwo na I-ligowych parkietach kibicom przyjedzie jeszcze poczekać.

Reklama

Jeden Max meczu nie wygra

To było brzydkie spotkanie. Toporne, siłowe, bez krzty wirtuozerii. Z wieloma nieprzemyślanymi decyzjami z obu stron. Jedynym, który do pewnego momentu trzymał gospodarzy przy życiu, który zasłużył na bardzo ciepłe słowa, jedynym, który chciał się bić i wiedział jak to robić był Max Egner. Zapisał na swoim koncie double-double (22 pkt; 18 zbiórek) i przelicznik evaluation – 32. Tylko o osiem punktów niższy niż wszyscy pozostali przemyślanie razem wzięci.

To on dał pierwsze i jedyne prowadzenie Niedźwiadków w tym spotkaniu. Zaraz na początku wykorzystał dwa rzuty wolne na 2:0. Po 4 minutach było 4:11, kiedy zza łuku przymierzył Krzysztof Jakóbczyk. W 9. min był ostatni w tej potyczce remis – 16:16 po jednym celnym rzucie osobistym Michała Marka. Rezultat po I ćwiartce rzutem z własnej połowy placu gry ustalił Konrad Dawdo. W 14. min M. Egner miał na swoim koncie już 13 punktów, kiedy zmniejszył straty swojego zespołu (22:25). Miejscowi grali jednak falami. A tak się nie da. Jedną udaną akcję przeplatali dwiema, trzema, nie mającymi w sobie odrobiny rozsądku, więc kulejący Górnik wciąż był na prowadzeniu. W 18. min, po „trójce” Kacpra Margicioka, nawet 28:36. Mimo wielu błędów własnych, braku palety ofensywnych rozwiązań, przegrywanej (znowu!) zbiórki, przed drugimi 20 minutami nic nie było pewne. Goście wygrywali 36:38.

Reklama

Brak regularności

Kiedy na początku III kwarty Sebastian Rompa fatalnie przestrzelił spod samego kosza, a mógł (musiał!) doprowadzić do remisu, cierpliwość powoli się kończyła. Dramatycznie wyglądały poczynania tak jego, jak i drugiego środkowego Niedźwiadków Michała Marka, który w cztery minuty zebrał 3 faule i tyle wniósł do gry. Zamiast równowagi, Górnik szybko odskoczył na 38:46. W 26. min, wobec wręcz fali niezrozumiałych decyzji przemyślan, zrobiło się 40:52. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że gospodarze z taką samą łatwością, jak tracili koncept, byli w stanie niemal dogonić przeciwnika. To świadczyło o jednym: braku regularności, pojedynczych zrywach, którymi może i czasami wygrywa się bitwy, ale nigdy wojny. Na 10 s przed końcem III kwarty rzutem za 3 pkt Edi Sinadinović doprowadził do stanu 53:56. Wszystko wciąż było otwarte. Niestety, łatwość z jaką Niedźwiadki oddały pole w finalnej ćwiartce, nieco przeraża. Wkradła się bezradność. Podobnie jak w meczu z GKS Tychy. Nie ma co się porywać na wyliczenie błędów, które wcale nie wynikały z wyjątkowej prezencji wałbrzyszan. Na niecałe 5 minut przed końcem doświadczony K. Jakóbczyk zdobył 5 punktów z rzędu i zamknął ten pojedynek. Było 59:74.

 

Niedźwiadki Chemart Przemyśl – Górnik Wałbrzych 73:82 (16:21, 20:17, 17:18, 20:26)

  • Punkty: M. Egner 22, M. Chrabota 13 (3x3), M. Puchalski 9 (1x3), K. Majka 6, Sz. Janczak 5, Ł. Uberna 5, S. Rompa 4, R. Serwański 4, E. Sinadinović 4 (1x3), M. Marek 1 (N); K. Dawdo 18 (2x3), P. Niedźwiedzki 13, K. Jakóbczyk 11 (2x3), K. Margiciok 11 (1x3), D. Jackson 10, W. Kowalenko 6, M. Góreńczyk 5, M. Mindowicz 5 (1x3), F. Han 3, P. Wilk 0 (G).
  • Sędziowali: Rafał Zuchowicz, Błażej Rymarczyk (obaj Warszawa) i Marek Ulewiński (Lublin). Widzów: 600.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości