Reklama

Misja rodzina. Co jest najpiękniejsze i najtrudniejsze w rodzicielstwie zastępczym – opowiadają Renata i Robert

Na początku Kamila do Renaty i Roberta zwracała się bezosobowo. Z czasem stali się dla niej ciocią i wujkiem. Aż przyszedł dzień, kiedy z jej ust po raz pierwszy padły słowa „mamo” i „tato”. Dziś nie wyobraża sobie zwracać się do nich inaczej. Co się wtedy czuje? – pytam państwa Wojtowiczów, którzy otworzyli przed nastolatką swój dom i serca. – Urosły nam skrzydła! – mówią.

Dziś tworzą 4-osobową, pełną werwy i ciepłych relacji rodzinę. Biologiczna córka państwa Wojtowiczów – Julka – razem z Kamilą, dla której małżonkowie stali się niezawodową rodziną zastępczą, to zgrany team. Mają swoje tajemnice, często trzymają przed rodzicami wspólny front, choć są jak dwa różne żywioły.

Julia to wulkan energii, ale jednocześnie trochę skryta 14-latka. Ma swoje sekrety i liczne pasje, w tym sport i harcerstwo. Kamila – to 18-latka pełna marzeń, zapalona siatkarka, która coraz częściej myśli już o samodzielności. Z panią Renatą potrafi rozmawiać o wszystkim, uwielbia się przytulać.

Reklama

Siostry łączy zamiłowanie do sportu, dzielą też wspólny pokój. Przełamały lody, choć jak to w rodzeństwie, były lepsze i gorsze dni. Kamila pojawiła się w domu państwa Wojtowiczów, kiedy miała 9 lat. Julka – ich biologiczna córka – była wówczas niespełna 5-latką. Decyzję rodziców przyjęła ze spokojem. Była ciekawa starszej siostry.

To Kamila, która dołączyła do domowników, była początkowo[paywall] zazdrosna o młodszą siostrę. Z czasem relacje się dotarły. Każdy ma w tym domu tak samo ważne miejsce. Energiczną i pełną miłości rodzinę uzupełniają dwa przeurocze koty, które skradły serca wszystkich po kolei.

Reklama

Państwo Renata i Robert o blaskach i trudach rodzicielstwa zastępczego mówią otwarcie, nie kryjąc, że oprócz miłości, którą człowiek otrzymuje w zamian, kiedy udaje się zbudować dobrą relację z przybyłym pod dach młodym człowiekiem, w pakiecie otrzymuje się też historię, która za nim stoi oraz obowiązki związane z formalnościami, których trzeba na bieżąco dopełniać we współpracy z instytucjami.

Jest też naturalnie nieocenione wsparcie w postaci urzędników powołanych do kontaktów i pomocy rodzinom zastępczym. Cennych wskazówek dostarczają też rodziny w podobnej sytuacji, z którymi można się wymieniać doświadczeniami i dzielić problemami.

Reklama

Telefon zadzwonił po kilku latach...

Jak to się stało, że trzyosobowa już wtedy rodzina się powiększyła i co sprawiło, że w głowach pani Renaty i jej męża zaczęła kiełkować myśl o przygarnięciu pod swój dach kolejnego dziecka?

– Dosyć długo staraliśmy się o własne. Nie udawało się, więc jakieś 16 lat temu postanowiliśmy, że może spróbujemy się podjąć roli rodziców zastępczych. Ukończyliśmy niezbędne szkolenie, tymczasem okazało się, że jestem w ciąży. Była wielka radość, jednak nie chcieliśmy porzucać myśli o przygarnięciu cudzego dziecka pod swój dach. Wtedy podpowiedziano nam, że lepiej będzie się najpierw skoncentrować na maluchu, który przyjdzie na świat. Minęło kilka lat, aż w końcu zadzwonił telefon. Otrzymaliśmy z MOPS-u informację, że jest dziewczynka, która potrzebuje domu. Najpierw przychodziła do nas na weekendy. Musieliśmy się poznać i nauczyć wzajemnych kontaktów. To trwało przez kilka miesięcy – opowiadają o początkach budowania relacji Renata i Robert.

Reklama

Kamila nie pamięta swojej mamy. Nie ma też z nią żadnego kontaktu. Jej biologiczny ojciec zmarł 10 lat temu. Dziś jest już pełnoletnia. Zanim trafiła do państwa Wojtowiczów, pomieszkiwała trochę u dziadka, z którym utrzymuje kontakt, sporo czasu spędziła też w domu dziecka.

Z tamtego okresu – jak mówi – niewiele pamięta. Trudna przeszłość nie ułatwiały jej budowania nowej relacji, ale przybrani rodzice wytrwale pracowali na jej zaufanie. To wymagało pracy i cierpliwości. Dziś małżonkowie wiedzą, że trud się opłacił.

Reklama

O jednej i drugiej córce mogą mówić bez końca, ciesząc z każdego ich sukcesu. O Kamilę pani Renata walczyła niejednokrotnie jak lew, kiedy miała jakiekolwiek problemy. Jak podkreśla, zawsze miała oparcie w wychowawczyni córki ze szkoły podstawowej, która wykazała się ogromną pomocą i zrozumieniem.

Dziś Kamila jest uczennicą technikum, zdobywa zawód, powolutku myśląc o usamodzielnieniu. W weekendy pracuje dorywczo w restauracji. Ale wie, że w domu zawsze będzie dla niej miejsce i zawsze będzie mogła liczyć na wsparcie rodziców, co pani Renata i jej mąż głośno artykułują, obawiając się, że córka zaraz zechce wyfrunąć im z gniazda.

Reklama

– Kamila jest częścią naszej rodziny już 9 rok. Ale decyzja, co dalej, należy oczywiście do niej. Namawiamy ją, żeby została u nas do momentu skończenia szkoły. Zostały jej 2 lata nauki – mówi pani Renata.

Moment, w którym z „cioci” i „wujka” stajesz się „mamą” i „tatą”

Dzień, w którym Kamila zapytała, czy może mówić do niej „mamo”, pani Renata pamięta bardzo dokładnie.

– To było Boże Narodzenie. Odpowiedziałam, że powinnam zapytać Julki o zdanie. Nie chciałam, by ta kwestia poróżniła siostry. Choć był nawet moment, że Julka w pewnym momencie nieświadomie zaczęła do mnie wołać „ciociu”, słysząc, że tak zwraca się do mnie Kamila. Były więc z tym zabawne sytuacje – wspomina pani Renata.

Reklama

Razem z „mamą” pojawił się też „tata”.

– Oczywiście urośliśmy. Nigdy nie miałabym śmiałości sama zaproponować, by tak się do nas zwracała. Nigdy też nie powiedzieliśmy o biologicznej mamie Kamili złego słowa, nawet wtedy, gdy sama przechodziła etap buntu i złościła się na nią. Zawsze staram się jej tłumaczyć, że nie znamy jej sytuacji i niewiele wiemy o motywach jej decyzji – mówi pani Renata.

Na pytanie, co jest najtrudniejsze w rodzicielstwie zastępczym, odpowiada: – Myśl o tym, co będzie, kiedy do ich domu zapuka biologiczna matka Kamili.

Reklama

Kamila nie ukrywa, że chciałaby ją poznać, zadać jej kilka pytań, ale to nie oznacza, że to spotkanie zmieniłoby coś w relacjach z jej przybranymi rodzicami.

– Mam oczywiście świadomość, że do takiego spotkania nigdy nie dojdzie. Zresztą nie myślę o tym na co dzień  – mówi. Na pytanie, co jest najpiękniejsze w rodzicielstwie zastępczym, pada prosta riposta:  – To, że Kamila jest z nami.

Odpowiedź na ostatnie pytanie, jakie padło podczas naszego spotkania w domu Państwa Wojtowiczów, wybrzmiała szczególnie. – Co powiedzielibyście osobom, które głęboko w sercu rozważają  decyzję o rodzicielstwie zastępczym, lecz są pełni obaw i wątpliwości? – zapytałam. – Bierzcie i kochajcie! – odpowiedzieli.

Reklama

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama